320 obserwujących
1194 notki
3713k odsłon
  1538   8

Uważny Donald i pożyteczna Holland

Oko Saurona tym razem spoczęło na starych partyjnych towarzyszach, wiceprzewodniczących Budce i Siemoniaku. Delikwenci przekroczyli bowiem wszelkie granice liberalizmu à la Donald Tusk. Wedle tych kanonów posłowie opozycji uczestniczący w urodzinowej imprezie dziennikarza, wspólnie z parlamentarzystami władzy, łamią standardy swojej partii. A przecież klasyk już dawno przykazywał: "Musimy podtrzymywać naszą nienawiść i napędzać ją aż do skurczów". O tak, Tusk czerpie pełną garścią z nauk Ernesto Guevary i ma zamiar implementować je swojej partii.

Liberalnej czujności obecnego szefa PO nie umknie żaden rewizjonistyczny występek. Obaj winowajcy oddali się więc do dyspozycji Saurona, należy spodziewać się publicznej samokrytyki. Być może zostaną przerzuceni na mniej odpowiedzialne odcinki. Rewizjonizm jest bowiem gorszy od kapitalizmu. Mówi się po tej imprezie i reakcji Tuska, że ukazał się w roli strażnika świętego ognia nienawiści. To przesada, on jest jedynie strażnikiem standardów swojego pojmowania polityki jako programowej nienawiści.

I dokładnie według tych standardów zachowa się także wobec Budki i Siemoniaka. Zgani obu niczym nieznośnych urwisów, jednocześnie podkreślając ich zasługi oraz prawiąc im komplementy. Podobnie jak uczynił to z nieznośnym Nitrasem, który chciał opiłowywać katolików. Tusk najpierw wytknął mu niefrasobliwość w publicznej wypowiedzi, potem zadeklarował, że sam jest katolikiem, a na końcu nazwał tego ponurego czynownika "serdecznym i mądrym człowiekiem". Albowiem nienawiść trzeba podtrzymywać, a Nitras jest zasłużonym heroldem nienawiści.

Pomniejszych rewizjonistów liberalizmu à la Donald Tusk wyłapują bezpartyjni ochotnicy. Waldemara Kuczyńskiego, znanego krytyka PiS, zdemaskowała Agnieszka Holland. Kuczyński zbiesił się przeciwko lewicowo-liberalnej narracji, że śmierci kilku ofiar na białoruskiej granicy winna jest polska Straż Graniczna. Ośmielił się zaprzeczyć i napisał, że są to "ofiary Łukaszenki". Tak bezczelnej interpretacji nie zdzierżyła właśnie Holland, znana miłośniczka wolności słowa i wolności wszelakiej. Wyzwała więc Kuczyńskiego od palantów i zerwała znajomość. Kuczyński bronił się słabo, naiwnie bredząc, że nie ma obowiązku do końca życia powtarzać jedynie słusznej prawdy środowiska. Niby inteligentny gość, ekonomista z opozycyjną kartą za komuny, a nie rozumie, że nienawiść trzeba napędzać aż do skurczów. Holland zaś jest po prostu pożyteczna. A już w kontekście konfliktu na białoruskiej granicy wręcz bezcenna.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka