323 obserwujących
1201 notek
3731k odsłon
  3960   17

Bezczelne i zuchwałe są te pytania do Adama Michnika

Jestem świeżo po lekturze biografii Adama Michnika i dosłownie wstrząśnięty zuchwałością jej autora. Roman Graczyk stanowczo przesadził, przekroczył cienką czerwoną linię, poza którą dociekliwość przechodzi w insynuację. Jak bowiem już dawno orzekł klasyk, niektórym ludziom pewnych pytań się nie zadaje. I do takich ludzi, obok śp. profesora Geremka, należy oczywiście redaktor Michnik. Zważywszy na życiorys Michnika, zadawanie takich pytań, jakie ordynuje mu Graczyk, jest dla niego upokarzające. Tym bardziej, że odpowiedzi na kwestie, które porusza autor biografii, są banalnie proste.

Oto co nurtuje tego całego Graczyka w sprawie udziału Michnika w komisji historyków, powołanej w 1990 roku przez ministra Edukacji Narodowej Henryka Samsonowicza do zbadania zawartości Centralnego Archiwum MSW: "W każdym razie zasadne jest pytanie, co obok zawodowych historyków robił w komisji zajmującej się tak drażliwym obszarem badań człowiek, który - owszem - miał wykształcenie historyczne i był błyskotliwym eseistą historycznym, ale nie zajmował się zawodowo badaniami źródłowymi?". Każdy chyba przyzna, że w tym bezczelnym pytaniu Graczyka zawiera się oczywista, wręcz gombrowiczowska odpowiedź: Adam Michnik wielkim oraz błyskotliwym historykiem jest. Natomiast specjalistów od "badań źródłowych"  to on miał wśród najbliższych  i  to takich, że każda uczelnia może mu  pozazdrościć. To tyle w sprawie kompetencji.

Jednak Graczyk na prostej bezczelności nie poprzestaje, drążąc temat głębiej: "No i drugie pytanie: co w komisji, pracującej nad tak czułymi politycznie kwestiami, robił czynny polityk, w gruncie rzeczy jeden z liderów jednego z nurtów politycznych?". Otóż nie mogę stwierdzić tego z całą pewnością, ale być może Michnik w tym czasie zbierał w w archiwum MSW materiały do swej pracy "Wśród mądrych ludzi", czego konsekwencją jest choćby późniejsze uhonorowanie zasług generała Czesława Kiszczaka.

Dlatego też nie należy przyjmować do wiadomości zuchwałej sugestii Graczyka, jakoby Michnik był politycznym komandosem nasłanym przez środowisko do zniszczenia kompromitujących materiałów: "Natomiast dopuszczenie tam człowieka tak bardzo zaangażowanego politycznie, o tak wyklarowanych poglądach i o tak wyrazistym temperamencie, jak Michnik, wskazuje, że mieliśmy do czynienia z pewnym kamuflażem. Wygląda na to, że Andrzej Ajnenkiel, Jerzy Holzer i Bogdan Kroll byli swego rodzaju parawanem dla wpuszczenia tam Adama Michnika - jedynego w tym gronie człowieka o wysokiej pozycji politycznej i o wielkich politycznych ambicjach, za to bez wiedzy z zakresu archiwistyki". A swoją drogą, skoro tylu zacnych profesorów miało jakoby tworzyć parawan i kamuflaż dla działań Michnika w Archiwum MSW, to musiało chodzić  o rację stanu co najmniej tego środowiska... 

Z kolei prostolinijność charakteru Michnika jest powszechnie znana, zatem równie obrzydliwe jest kolejne z serii pytanie Graczyka, jaki wpływ na antylustracyjne poglądy Michnika miała wiedza zdobyta w Centralnym Archiwum MSW w kwietniu-czerwcu 1990 roku? Odpowiedź jest oczywista. Otóż panie Graczyk, każdy uważny obserwator sceny politycznej dobrze wie, że antylustracyjne poglądy Adam Michnik wyssał z mlekiem matki, o czym świadczy jego droga życiowa. Zatem ta domniemana wiedza, rzekomo wyniesiona z archiwum w teczkach, nie ma tu nic do rzeczy.

Nie mogę przepuścić okazji, żeby dać odpór innym pytaniom w sprawie Michnika, które często pojawiają się w mediach społecznościowych. Przykładowo takie ni to pytanie, ni to zarzut, że delikwent pisał artykuły, eseje i książki w więzieniu, co rzekomo ma świadczyć o cieplarnianych warunkach, jakie stworzyli mu komuniści. Otóż moi drodzy anonimowi nienawistnicy, po pierwsze zakonotujcie sobie raz na zawsze, że Adam Michnik nie tylko wielkim historykiem, ale także wielkim pisarzem jest, a komuniści poznali się na tym literackim diamencie, co należy im zapisać na plus, a nie hejtować pisarza. A męka twórcza była dodatkowym, dobrowolnie nałożonym cierpieniem. Gotowe teksty były potem przemycane na wolność z narażeniem zdrowia i życia przez sekretnych współpracowników.

Poza tym Michnik, bez uszczerbku dla talentu rzecz jasna, podzielił się swoim geniuszem ze środowiskiem dziennikarskim, czego dowodem Gazeta Wyborcza. Jak myślicie, że przesadzam z tym genius loci środowiska, to spróbujcie dokonać takiego numeru: proszę od ręki machnąć spory tekst o powstaniu w Getcie Warszawskim bez użycia rzeczownika Niemcy i jego pochodnych. Jak to zrobicie, to możemy pogadać o sztuce słowa pisanego.

Często powtarzaną kwestią przez różnych prześladowców naszej legendy w tych parszywych internetach jest podróż Michnika po Zachodniej Europie w latach 1976-1977. Jak on dostał paszport, taki niby wróg komuny, inni przecież nie dostawali. Potem się szastał tam z Giedroyciem po Paryżu i Nowakiem-Jeziorańskim, a później wrócił jak gdyby nigdy nic? Jak to możliwe? Otóż normalnie dostał paszport, wy anonimowe buraki! Poszedł do Biura Paszportów, złożył podanie, bo takie były wtedy procedury i poczekał chwilę na decyzję. Każdy wtedy mógł złożyć podanie o paszport, wbrew temu, co się dzisiaj twierdzi o czasach komuny. Tylko trzeba było - analogicznie jak w tej anegdocie o grze w Lotto - wypełnić kwestionariusz. A kiedy już się odpasł na dewolajach, wywczasował w  Paryżach i Szanghajach, to wziął i wrócił na łono matki-komuny. Nie ma tu żadnego drugiego dna.

Natomiast z pytaniami o pobyt w więzieniu wiąże się często podła insynuacja na tych twitterach i fejzbukach, że warto byłoby poznać ile faktycznie czasu spędził nasz bohater w celi, jeśli odliczyć przepustki, amnestie, leczenia i tym podobne przerwy. Tutaj riposta musi być piorunująca, nie będę się liczył ze słowami - odpieprzcie się od redaktora!

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka