330 obserwujących
1236 notek
3813k odsłon
  304   8

Prorosyjska rusofobia, czyli opozycja absurdalna

Kiedy Radosław Sikorski serdecznie przyjmował ministra Siergieja Ławrowa, to bynajmniej nie igrał z ogniem. Ot, zwyczajna dyplomacja. Na zaproszenie Sikorskiego Ławrow dał lekcję polskim dyplomatom, gdyż wtedy był światłem przewodnim i natchnieniem polskiego rządu, a w szczególności ministra spraw zagranicznych. Natomiast kiedy Jarosław Kaczyński spotkał się z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim, to „igrał z ogniem”, bo ponoć „Salvini nie krył fascynacji Putinem”. Ławrow zapewne po mistrzowsku maskował przed Sikorskim fascynację Putinem. A może w ogóle nie był nim zafascynowany, przecież nie ma żadnej ideologicznej przesłanki, żeby w putinowskiej Rosji putinowski minister spraw zagranicznych był zafascynowany Putinem?

Posunięty do kretyństwa absurd tych dwóch, zestawionych razem przykładowych sytuacji jest oczywisty dla każdego. Wtedy jednak Putin był modny nie tylko w Niemczech, zaś Angela Merkel także w Polsce, a ponieważ Rosję i Niemcy łączyła gazowa entente cordiale, to Kaczyński musiał być ogłoszony rusofobem. Nie było innego wyjścia, szef PiS był rażącym błędem w politycznym rachunku zafascynowanych Putinem ówczesnych polskich i europejskich przywódców. Kiedy premier Donald Tusk wraz ministrem Sikorskim umizgiwali się do Władimira Putina, kiedy pod niemiecką egidą jednali się  z putinowską Rosją, taką jaka ona jest, to Kaczyński musiał być piętnowany za rusofobię, nacjonalizm oraz germanofobię i ksenofobię do kompletu.

Dzisiaj Putin jest chorym człowiekiem polityki nie tylko europejskiej, a Rosja powszechnie porównywana z hitlerowskimi Niemcami. Stany Zjednoczone nie chcą pamiętać o resecie z Rosją, Niemcy cierpią z powodu uzależnienia od putinowskiego gazu, francuscy politycy przerzucają się oskarżeniami o proputinizm. Europa z małymi wyjątkami bije się w piersi z powodu zbrodniczej łatwowierności wobec Rosji, jednocześnie usiłując się wyłgać z odpowiedzialności. Albowiem Rosja obecna okazuje się być dokładnie tak samo zbrodnicza jak za Stalina, zaborcza jak za cara i prymitywna jak za Chruszczowa. W tej sytuacji Kaczyński znowu jest rażącym błędem w rachunku – tym razem sumienia – zagranicznych przywódców i polskiej opozycji. Zatem stał się dla odmiany prorosyjskim politykiem, sprzymierzeńcem Putina. Jego rusofobia poszła w niepamięć. Dla niepoznaki tylko wysłał kilkaset czołgów na Ukrainę, a Polskę zbroi, żeby przypodobać się Putinowi. Bo przecież najważniejsze jest, że Kaczyński spotkał się kiedyś z Salvinim, a Orlen sprzedał stacje benzynowe węgierskiemu MOL-owi.

Konstytucja polska była proklamowana świętością i skarbem narodowym, gdy Kaczyński walczył ze zblatowanym przez PO Trybunałem Konstytucyjnym. Co bardziej egzaltowani miłośnicy konstytucji oblekli się w  tiszerty z adekwatną inskrypcją. Kwestionowanie słowa ówczesnego prezesa TK Rzeplińskiego było zbrodnią stanu, więc kiedy Kaczyński wymanewrował w końcu cały ten Trybunał Niekonstytucyjny niczym przysłowiowego chłopa w sądzie, to został ogłoszony zbrodniarzem stanu. W przewrotnym sensie nawet logiczne. Kiedy natomiast Unia Europejska uznała, że polska konstytucja może po zapałki biegać Trybunałowi Sprawiedliwości UE, to Kaczyński jest oskarżany o nacjonalistyczny konstytucjonalizm, Polexit i tym podobne występki. Już nikt z opozycji nie cytuje artykułu 8.1. stanowiącego, że Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. Tym razem Kaczyński mianowany został wyrodkiem europejskim, bo konstytucjonalizm à la polonaise stał się deliktem prawa unijnego, a sama Unia świętością, arką przymierza oraz dziełem bożym.

Kiedy białoruski kacyk nazwoził agresywnego motłochu nieznanego pochodzenia, żeby szturmować granicę i zdestabilizować Polskę, to polski rząd obarczano winą za wszystkie tragedie, które siłą rzeczy musiały się na granicy wydarzać. Natomiast kiedy polski rząd otworzył granice dla milionów ukraińskich uchodźców, to ci sami ludzie nie znaleźli tu najmniejszej zasługi rządu. Kaczyński w tym przypadku przeistoczył się z morderczego dyktatora w starego niezgułę. Żaden absurd nie jest na tyle absurdalny, żeby nie podchwyciła go absurdalna opozycja...

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka