seaman seaman
52
BLOG

Komisja pod wezwaniem nieświętego Urbana

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 9

Mój setny wpis na tym blogu przekornie pragnę zadedykować partii Donalda Tuska oraz jemu osobiście, gdyż to oni dostarczają mi najbardziej atrakcyjnych tematów.  Pod jednym względem należy podziwiać konsekwencję Platformy Obywatelskiej - tak jak kiedyś chciała się dzielić swoimi podwyższonymi standardami, tak dzisiaj pragnie użyczyć innym zszarganej reputacji.

Dzisiaj wiemy już na pewno, czego chwyta się premier w obronie mocno nadwyrężonej opinii swojej i najbliższych współpracowników.  Analogia do tej metody tkwi dość głęboko w przeszłości, kiedy to usiłowano wmówić Polakom, że wszyscy jesteśmy po trosze umoczeni w komunę, skoro żyliśmy w PRL-u.  Szczególna teoria panświnizmu, testowana właśnie przez Donalda Tuska, to znana z tamtych czasów ogólna teoria panświnizmu, a zmodyfikowana przez niego na potrzeby komisji śledczej.

Tym sposobem Platforma chce wmówić publiczności, że jeśli wszystkie rządy uczestniczyły w tworzeniu prawa hazardowego, to każda formacja ma swojego Grześka, Miro czy Zbycha.  Z jednej strony to nie powinno dziwić nikogo, gdyż premier et consortes zdążyli nas przyzwyczaić do niebotycznych krętactw i złamali tyle zasad, że nie ma już mowy o szoku poznawczym.  Z drugiej strony, takie postawienie problemu zakłada równość wszystkich uczestników gry, a to jest nowość.

Sprawy zaszły tak daleko, sytuacja stała się na tyle kompromitująca, że Platforma zrezygnowała z podkreślania swojego odrębnego statusu partii wyjątkowej na naszej scenie, partii najwyższych standardów moralnych.  To już przeszłość.  Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.  W natłoku afer hazardowej, stoczniowej, Czorsztyna, misiaków, ZUS-u, Sawickiej  i innych trudno nawet wyłowić tę, która zapoczątkowała utratę renomy Platformy jako partii poza wszelkim podejrzeniem.  Dzisiaj deklaracje o przywiązaniu do wysokich standardów wywołują wesołość nawet wśród sympatyków.

Sam premier Donald Tusk, twarz, marka i symbol PO jest w środku hazardowego kotła, podejrzany o spowodowanie przecieku w celu ostrzeżenia swoich kolegów przed podsłuchami CBA.  Potrzeba chwili jest nagląca do tego stopnia, że trzeba walczyć o elektorat najbardziej uległy wobec dotychczasowej propagandy, który do tej pory szedł w ciemno za premierem – dzisiaj nawet oni co najmniej podejrzewają, że król jest nagi.

Przesłanie Donalda Tuska jest w związku z tą sytuacją zupełnie nowe, już nie ma mowy o wyższości Platformy nad wszelkimi innymi formami życia politycznego w Polsce.  Nowe przesłanie jest proste, a nawet prostackie – jesteśmy tacy sami jak inni, a przynajmniej nie gorsi, wcale się nie wyróżniamy pazernością, wszyscy podobnie postępują lub postępowali.  I to jest bardzo poważny symptom, bo sam fakt rezygnacji z tak skwapliwie kiedyś hołubionego statusu partii wyjątkowej świadczy, jak się Platforma obawia tej komisji i jaką cenę gotowa jest zapłacić.

Już samo przeforsowanie takiego, a nie innego kształtu komisji hazardowej, jako narzędzia do badania historii legislacji, uświadomiło wyborcom, że jest coś ogromnie ważnego do ukrycia.  Nawet ci najmniej wyrobieni pojęli, że gdyby było inaczej, to komisja zajęłaby się Rychem, Zbychem, Grześkiem – wyjaśniłaby sprawę w trymiga i na wiele miesięcy przed wyborami prezydenckimi premier miałby spokój. Ale tak się nie stało i każdy widzi dlaczego.

Dzisiaj wyborca Platformy ma uwierzyć, że Jarosław Kaczyński knuł przy hazardzie, chociaż ostrzegał go Mariusz Kamiński, a Przemysław Gosiewski mimo tych przestróg bezczelnie lobbował dla Totalizatora, czyli skarbu państwa.  Wyborca Platformy ma przyjąć za dobrą monetę tezę, że gdy CBA pisało analizę dla premiera z PiS-u, to było dobrze, a gdy dla premiera z PO to była pułapka.

Nieszczęśnicy ci mają zaufać, że gdy dzisiaj partia domaga się konfrontacji Kamińskiego z byłym premierem, to ma rację, ale pamiętać jednocześnie, że rację miała też miesiąc temu, gdy sprzeciwiała się konfrontacji obecnego premiera z tym samym Kamińskim, bo to „zawodnicy różnej klasy”. 

Męczennicy polityki zaufania mają przełknąć bzdurę, że gdy pisowski członek komisji tylko formalnie uczestniczył kiedyś w legislacji, to jest konflikt interesów, a gdy przewodniczącemu z PO formalną wizytę w sprawie ustawy hazardowej składał biznesmen z torbą pieniędzy, to nie ma konfliktu interesów.

Doszczętnie już zmaltretowany elektorat PO ma wreszcie uwierzyć, że jest rzeczą normalną, gdy szef CBA, Mariusz Kamiński, zmienia swoją wiarygodność, jak nie przymierzając kameleon barwę - jeszcze tydzień temu był uosobieniem faszystowskiej piątej kolumny w rządzie Tuska, dzisiaj powołują się na niego autorytety moralne salonu jak na Katona Młodszego.

Donald Tusk chyba bardzo liczy, że Kali mu uwierzyć, ale wygląda na to, że  Kali nie wytrzymać psychicznie.

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka