Wczorajszy wyczyn posłów Platformy w komisji śledczej zażenował nawet Wojciecha Czuchnowskiego z Gazety Wyborczej, a to już jest sztuka nie lada, bowiem w kwestii pognębienia partii Kaczyńskich do tej pory można było nań liczyć, jak nie przymierzając, na Zawiszę Czarnego. Gazeta pisze o bólu Platformy badającej własną aferę oraz kompromitacji, ale przecież każdy wie, że Platforma to Donald Tusk.
Zatem to przede wszystkim jemu przedtem „nie przeszkadzało, że Kempa zasiada w komisji ds. śmierci Barbary Blidy, mimo że była przyboczną Ziobry w resorcie sprawiedliwości, gdy zginęła Blida. Ani że Wassermann jest w komisji Olewnika, choć jako nadzorca służb w rządzie PiS stykał się z tą sprawą".
Od siebie dodam tylko taką pocieszną dygresję na temat wrażliwości Platformy na argumenty Biura Analiz Sejmowych. Otóż, na początku listopada Biuro zarzuciło niekonstytucyjność uchwały PO o powołaniu komisji hazardowej. Wówczas to śledczy oficer największych nadziei Platformy, czyli Sebastian Karpiniuk wyraził się, że „zakres prac komisji nie powinien budzić wątpliwości, a zastrzeżenia prawników sejmowych mają charakter polemiki estetycznej lub są natury technicznej”. To tyle na temat przywiązania partii Donalda Tuska do opinii Biura Analiz Sejmowych.
Nie wierzę ani trochę, że paru posłów z drugiego garnituru Platformy harcuje sobie a muzom w komisji, która ma dla premiera życiowe wręcz znaczenie. Całą historię należy raczej rozpatrywać w kontekście stanu emocjonalnego, żeby nie powiedzieć psychicznego Donalda Tuska, a nie awanturnictwa, braku skrupułów i cynizmu drugorzędnych postaci Platformy w komisji.
Rzecz w tym, że premier z Sopotu, na użytek mediów i publiczności wyluzowany, faktycznie jest targany wściekłością, że ktoś w ogóle miał czelność zakwestionować długo hołubioną legendę o nieskazitelności Platformy pod jego przewodem. A co za tym idzie nieskazitelności moralnej jego samego. To nie jest pierwszy raz, gdy następuje niekontrolowany wypływ charyzmy Donalda Tuska, podobnie było w przypadku ustawy medialnej.
Wtedy również wszyscy głowili się nad niebywałą arogancją Platformy, która uniemożliwiła przyjęcie tej ustawy i przełamanie prezydenckiego weta. Ileż to było wersji i analiz przyczyn postępowania Platformy, która miała publiczne media w gruncie rzeczy „na widelcu”, a sprawę pokpiła w idiotyczny sposób. Wówczas to złożono to na karb nieudolności tej partii, tymczasem przyczyna była osobista charakterologiczna przypadłość Donalda Tuska, który nie jest w stanie znieść zakwestionowania jego decyzji nawet w najdrobniejszym szczególe.
No i od czasu do czasu wychodzi mu to jak słoma z butów – wszyscy pamiętamy szok ludzi z SLD po tym, jak premier wpadł do Sejmu jak ślepy huragan i jednym wściekłym gestem przewrócił stolik z dogadaną z nimi ustawą medialną.
Przypadłość premiera polega z grubsza na tym, że znajduje się permanentnie w emocjonalnym kotle i coraz częściej musi sobie folgować, żeby po prostu nie zwariować – ludzka rzecz, tylko nikt nie wie, jak to się może rozwinąć. Bo premier państwa to nie jest jakiś pan Piegłasiewicz z Psiej Wólki, który może sobie wariować w domu co miesiąc, najwyżej go żona z łóżka za karę wyrzuci i będzie miał ciche dni.
Podobnie jest teraz z odwołaniem pisowskich ludzi z komisji hazardowej – Donald Tusk po prostu musi od czasu do czasu dać ujście wezbranej nad miarę fali, którą jego zwolennicy nazywają charyzmą, a inni widzą tylko długo tłumioną wściekłość wodza, którego miłość własna została boleśnie podrażniona.
Byłoby jednak dobrze dla nas wszystkich w tym kraju, gdyby premier wziął przykład z pana Piegłasiewicza i dawał upust swoim emocjom w Sopocie przy oglądaniu Eurosportu.
http://wyborcza.pl/1,75968,7333275,Kompromitujaca_zagrywka_PO.html
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,77367,7270360,Zielinski__Biuro_Analiz_Sejmowych_ma_watpliwosci_do.html
http://www.glos.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1647&Itemid=76
Inne tematy w dziale Polityka