seaman seaman
61
BLOG

Popis, czyli koncert naszych pobożnych życzeń

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 16

W pamiętnym roku 2005 Polacy gwałtownie zapragnęli powtórki z roku 1980, czyli solidarności.  Celowo napisałem to słowo z małej litery, gdyż właśnie do mitu solidarności jako społecznej i narodowej więzi odwołaliśmy się wówczas, gdy gremialnie oddawaliśmy nasze głosy na POPiS.  Bo po dwudziestu pięciu latach od sierpniowego zrywu zapragnęliśmy urzeczywistnienia legendy, co nie jest żadną ekskluzywną tęsknotą, a raczej klasycznym zachowaniem narodów.

Żeby dociec, skąd to pragnienie tak nagle się wyartykułowało w wyborach, trzeba powrócić do komisji w sprawie afery Rywina, słusznie zwanej komisją założycielską IV RP.  Przede wszystkim dlatego, że przed tamtą sławetną komisją ponownie i z całą wyrazistością uwidocznił się ten cudownie prosty podział z lat komuny - podział na NAS i ONYCH.  Po ponad dziesięciu latach burzliwej transformacji, gdy pozacierały się dawne granice, kryteria, animozje i sojusze, gdy nasze udręczone polityczne zmysły już straciły kompletnie rozeznanie, kto swój, a kto obcy, stary podział okazał się balsamem na niezabliźnione jeszcze rany, rozczarowania i zawiedzione nadzieje.

Dodatkową okolicznością sprzyjającą była jednoczesna kompromitacja przed komisją rywinowską tak zwanej michnikowszczyzny, czyli części dawnej opozycji sfraternizowanej z postkomunistami, chociaż po prawdzie należałoby użyć słowa zbratanej.  Po drugie, dalekosiężną konsekwencją wizyty Rywina u Michnika okazała się spalona ziemia po lewej stronie sceny politycznej, czyli stronie kilkudziesięcioprocentowego wówczas SLD, a na tej ziemi, już prawie niczyjej, pozostał zdezorientowany elektorat do wzięcia, a przynajmniej jego większa część.

Tak więc Polacy nagle ujrzeli szansę na ziszczenie mitu, który zadziałał podobnie jak klasyczne mity narodowe – w odpowiednich warunkach i okolicznościach narzucił się ludziom w sposób oczywisty.  Nic to, że nie było już solidarności w narodzie znękanym codziennością walki o byt w czasach transformacji ustrojowej i gospodarczej.  Nic to, że los z właściwą sobie przekorą skusił nas wówczas światłem odbitym, refleksem dawnej chwały - rzuciliśmy się na oślep głosować na POPiS, który uosabiał NAS w dawnym podziale.  Czego to ja sobie nie wyobrażałem po zwycięskich wyborach i jakie zmiany w konstytucji już prorokowałem – jak dzisiaj pomyślę, to mnie pusty śmiech ogarnia i zażenowanie.

Tymczasem w POPiS-ie było wszystko i wszyscy.  Byli Kaczyńscy, Dorn i Rokita, i Tusk i Komorowski, i Marek Jurek z Macierewiczem; była opozycja posierpniowa i przedsierpniowa, antykomunistyczna , antyfaszystowska, niepodległościowa.  Tylko tego jednego nie było, tej jedynej rzeczy, na której nam zależało - nie było tam za grosz solidarności.

Być może zabrzmi to w sposób egzaltowany czy pretensjonalnie, ale nie mam lepszego określenia – był tam wilk w owczej skórze, a mam oczywiście na myśli Platformę Obywatelską.  Mogę to napisać, ponieważ w roku 2005 oddałem w wyborach parlamentarnych głos na partię Donalda Tuska i do dzisiaj mam zgagę, chociaż teraz już tylko śladową.

Dosłownie na drugi dzień po ogłoszeniu wyników wysłuchałem wręcz kuriozalnych wywiadów prominentów PO, które zachwiały moją „popisową” naiwnością.  W pełnych arogancji wystąpieniach dawali upust swojej złości i frustracji z powodu przegranej i trwało to jeszcze kilkanaście dni, zanim mi w końcu zaświtało w skołatanej łepetynie, że nigdy nie było żadnego POPiS-u, że istniał tylko w moich pobożnych życzeniach, a jedna ze stron tego skrótu, czyli Platforma, nie miała nawet tego w planie.

Dla mnie osobiście to był koniec w dotychczasowym myśleniu o POPiS jako realnej możliwości politycznej. Od tej pory jest jeszcze jednym wspomnieniem z kategorii „wishful thinking”.  Mam ich już sporą kolekcję.

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka