seaman seaman
71
BLOG

Ktokolwiek widział Donalda Tuska czytającego...

seaman seaman Polityka Obserwuj notkę 33

...w dniach 11-16 września 2009 roku tajne pismo od szefa CBA, niech się zgłosi do sejmowej komisji śledczej.  Jedna z najbardziej jaskrawych sprzeczności pomiędzy kancelarią premiera, a CBA w aferze hazardowej wystąpiła w dniu 16 września ubiegłego roku.  Mariusz Kamiński twierdzi, że tego dnia podczas spotkania w KPRM zapytał Donalda Tuska "jaka w tej sytuacji jest jego odpowiedź na rekomendacje szefa CBA, które przedstawił w piśmie z dnia 10 września 2009 roku.

Premier miał wówczas odpowiedzieć Kamińskiemu, że pisma tego ,,nie czytał" - w związku z tym nie może udzielić odpowiedzi".  Dla jasności, pismo zawierało rekomendacje co do:
„- przywrócenia pierwotnych założeń projektu ustawy o grach i zakładach wzajemnych,
- wyjaśnienia wszelkich okoliczności nagłej zmiany decyzji Ministra M. Drzewieckiego co do celowości pobierania dopłat od hazardu,
- ustalenia zakresu odpowiedzialności i wyciągnięcia konsekwencji wobec osób pełniących funkcje publiczne w związku z ich zakulisowymi, bezprawnymi działaniami podczas prac nad rządowym projektem ustawy hazardowej”.

Zatem według wersji Mariusza Kamińskiego, premier przez 5 dni nie przeczytał tajnego pisma, oznaczonego uwagą "do rąk własnych".  Bardzo ciekawa historia - w środku niszczycielskiej dla rządu afery premier nie zainteresował się tajną korespondencją od służby specjalnej, która tę aferę tropiła. Można śmiało się zastanawiać, czy to jest w ogóle do wiary. 

Prawdę mówiąc, jest tylko jedno wiarygodne wytłumaczenie, jeśli się odrzuci groteskową możliwość, że pismo zawieruszyło się gdzieś w kancelarii – znając jego treść, premier musiałby wyciągnąć natychmiastowe konsekwencje wobec zamieszanych osób, czyli faktycznie ujawnić już wtedy aferę, albo nic nie zrobić, czyli narazić się na zarzut zaniechania.  Natomiast jeśli pisma nie przeczytał, to nie mógł się odnieść i w tej kwestii jest czysty.

Sprawa staje się jeszcze bardziej ekscytująca, gdy zapoznamy się z wersją kancelarii premiera sporządzoną w kalendarium przez koordynatora służb specjalnych Jacka Cichockiego. Okazuje się, że w tym dniu, 16 września, Tusk pyta Kamińskiego, czy otrzymał wezwanie do prokuratury oraz ...udzielił mu zgody na urlop.  Ani słowa na temat pisma z rekomendacjami od CBA, nie ma żadnej wzmianki, czy premier coś czytał na ten temat lub nie czytał.   W kalendarium kancelarii jest tylko zapis w dniu 11 września : - "Tego dnia do KPRM trafia również drugi materiał informacyjny CBA poświęcony osobom zaangażowanym w działania wokół zmian ustawy (materiał z klauzulą „Tajne" )".

Co ciekawe, pismo z prokuratury rzeszowskiej o postawieniu zarzutów Kamińskiemu przyszło do KPRM 14 września, czyli trzy dni po otrzymaniu korespondencji od szefa CBA.  I to pismo od prokuratora Donald Tusk na pewno przeczytał, znalazł czas, co potwierdza właśnie Jacek Cichocki, cytując w kalendarium kwestię pytania Tuska o wezwanie Kamińskiego do prokuratury.  Natomiast nie ma w kalendarium żadnego śladu, jak odniósł się premier Tusk do pisma Kamińskiego o rekomendacjach w sprawie afery hazardowej.  Taka ciekawostka przyrodniczo-biurokratyczna, można powiedzieć.

Nie ma wątpliwości, że jeśli dojdzie do konfrontacji wyżej wymienionych przed komisją, to musi być poruszony również ten temat.  Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to jedna z tych beznadziejnych sytuacji określanych frazą „słowo przeciwko słowu”,  ale jeśli się trochę głębiej zastanowić, to niekoniecznie musi być nie do rozwikłania. 

Pismo od CBA zostało dostarczone do sekretariatu KPRM, zapewne otrzymało numer, są jakieś procedury i tryb postępowania w przypadku korespondencji w ogóle, a w szczególności tajnej i do rąk własnych premiera. Co za tym idzie, są osoby, które temu pismu nadały bieg, które je fizycznie  przekazywały, dostarczały, pośredniczyły według jakiegoś określonego porządku, aż w końcu wręczył ktoś pismo premierowi, a ten je przeczytał...albo nie przeczytał.

Osoby te pozostawiły pewnie ślady w dokumentach, pokwitowaniach, dziennikach korespondencji i tym podobne.  Zatem to wszystko jest do odtworzenia w komisji śledczej , wezwanie i przesłuchanie tych osób jest wykonalne i możliwe bez specjalnego wysiłku umysłowego, nawet dla logika niepraktykującego z komisji.

Dla Mariusza Kamińskiego fundamentalność całej tej kwestii polega na tym, że słysząc takie dictum od premiera, że nawet nie przeczytał informacji od niego, miał pełne prawo spodziewać się, że sprawa jest zamiatana pod dywan i w związku z tym przekazał informacje do wiadomości prezydenta, Sejmu, Senatu.

Z drugiej strony, jeśli premier pismo czytał, to musiał się do niego odnieść, czyli podjąć jakieś kroki w ciągu kilku dni pomiędzy otrzymaniem korespondencji a zapytaniem Kamińskiego w tej kwestii.  Jakkolwiek zareagował, również powinien być konkretny ślad i konsekwencje jego działania.  Krótko mówiąc, żeby wiarygodnie zaprzeczyć słowu Mariusza Kamińskiego, Donald Tusk musi się wykazać czymś więcej niż słowem.

seaman
O mnie seaman

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka