291 obserwujących
1107 notek
3465k odsłon
2693 odsłony

Siła spokoju, czy moc uległości?

Wykop Skomentuj49

Cała postępowa Polska zachłysnęła się karykaturalną troską o Krytykę Polityczną, której rzekomo grozi bezdomność. Burmistrz warszawskiego Śródmieścia unieważnił bowiem konkurs na wynajem lokalu, który sobie upodobało towarzystwo spod znaku świetlanej przyszłości. W związku z tą krzyczącą niesprawiedliwością zwolennicy nowego wspaniałego świata apelują do burmistrza w liście otwartym o unieważnienie unieważnienia. Do Baumanna, Michnika, Kwaśniewskiego, Wajdy oraz innych prominentnych heroldów postępu przyłączył się oczywiście Tadeusz Mazowiecki. Ma on bowiem tę szczególną cechę, że jako katolicki demokrata nie marnuje okazji, żeby wesprzeć lewicę. Choćby to była lewica lewacka i do szpiku kości antynarodowa.

W końcu to w ich lokalu znaleźli schronienie niemieccy bojówkarze atakujący polską manifestację patriotyczną w Warszawie. Zresztą niemieckich lewaków zaprosiło Porozumienie 11 Listopada, koalicja organizacji, w której skład wchodziła Krytyka Polityczna. Tu nie ma wątpliwości, kto jest kim, za kim stoi i czyją rękę myje. Zatem kiedy zdeklarowany katolicki demokrata troszczy się o lewacką organizację promującą totalitaryzmy ideologiczne(w imieniu Porozumienia 11 Listopada występowała na konferencjach prasowych norweska trockistka!), a także dewiacje obyczajowe, to musi się z kimś kojarzyć. W tym kontekście Mazowiecki kojarzy mi się nieodparcie z byłym komunistycznym sekretarzem Leszkiem Millerem śpiewającym niedawno ze związkowcami antykomunistyczną pieśń „Mury”. Podobnie groteskowa sprzeczność pomiędzy światopoglądową deklaracją a czynem. Chociaż bardziej pasuje tutaj określenie żałosna sprzeczność.

Szczególne upodobanie Mazowieckiego do lewicy zauważył już dawno temu Stefan Kisielewski. „Zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło” – napisał o nim w swoim „Abecadle Kisiela”. A to był rok wydania 1990, więc można być pewnym, że Kisiel miał na myśli okres socjalizmu peerelowskiego, co od razu ustawia specyficzny kontekst tego feblika Mazowieckiego. Spolegliwe współdziałanie z władzami komunistycznymi rozpoczął od uczestnictwa w PAX Bolesława Piaseckiego. Głównym celem i założeniem tej organizacji było wspomaganie władzy komunistycznej w pacyfikacji Kościoła Katolickiego w Polsce. Piasecki, przedwojenny przywódca Falangi, miał bezpośredni związek z sowiecką bezpieką i pod jej auspicjami prowadził oficjalną działalność w PRL, zresztą w innej konfiguracji byłoby to niemożliwe.

Tamta rola Mazowieckiego funkcjonuje w powszechnej świadomości głównie w kontekście jego ociekającego lojalnością wobec władzy artykułu, w którym potępia biskupa Kaczmarka. Andrzej Gwiazda peregrynujący po Polsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych opisuje także swoje wrażenia na temat Mazowieckiego: - „Nikt o te sprawy nie spyta, a gdzie się nie pojedzie, dowiaduje się o Mazowieckim takich rzeczy, że włos się jeży. We Wrocławiu opowiadają, że woził z ubecją księży – pewnie nie siłą, tylko perswazją – na zebrania księży-patriotów, poparł aresztowanie prymasa Wyszyńskiego, był zaufanym człowiekiem KC do spraw kleru – jak się zyskało zaufanie Mazowieckiego, komuna dawała paszport”.

Potem przyszedł sierpień 1980, w którym Mazowiecki dołączył do ekspertów doradzających strajkującym robotnikom w Stoczni Gdańskiej. Tamże również wykazał się uległością wobec strony rządowej, co komentował z wyraźnym rozgoryczeniem Bogdan Borusewicz: - „Nasz pierwszy postulat brzmiał: wolne związki zawodowe. Przez Mazowieckiego został sformułowany jako niezależne związki. Dlaczego nie wolne? To było jakieś ustępstwo na rzecz strony rządowej(...)Największy konflikt wywołała propozycja wpisania do porozumienia kierowniczej roli partii, w zamian za uznanie pierwszego postulatu. Oceniłem to jako poważny błąd. Uważałem, że wywoła bardzo szybko następny konflikt, bo ludzie się na to nie zgodzą. Na wpisanie elementu dyktatury do statutu. Druga strona była w takiej defensywie, że zgodziłaby się na pierwszy postulat bez tej „kierownicy”. Ale doradcy uważali, że należy wpisać”.

Słowa Borusewicza potwierdził angielski historyk Timothy Garton Ash, który będąc bezpośrednim obserwatorem wydarzeń w stoczni, prowadził coś w rodzaju kroniki:

Dzień dwunasty: poniedziałek, 25 sierpnia - Dzień denerwującego oczekiwania. Prezydium MKS spotyka się na osobności z Komisją Ekspertów. Mazowiecki pyta, czy MKS jest gotów zaakceptować to, co nazywa „wariantem B”, czyli wycofanie się do stanowiska uznającego zasadniczą demokratyzację istniejących związków. Członkowie prezydium jeden po drugim odrzucają tę koncepcję.

Dzień czternasty: środa, 27 sierpnia - Doradcy strony rządowej, posępniejsi niż podczas pierwszych spotkań, domagają się formuły, w której nowe związki otwarcie zaakceptują „kierowniczą rolę partii”(...)Mazowiecki i Kowalik – pierwszy katolik, drugi socjalista, ale obaj uformowani przez doświadczenie 1956 roku – od razu uznają niezbędność takiego kompromisu, chociaż proponują formułę „kierownicza rola partii w państwie”, aby podkreślić, że partia nie będzie odgrywała tej roli w samych związkach”.

Wykop Skomentuj49
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale