296 obserwujących
1122 notki
3505k odsłon
2721 odsłon

Z tysiąca dętych afer nie da się zbudować propozycji dla Polaków

Wykop Skomentuj100

Ostateczne zatopienie PiS miało nastąpić w rezultacie rewelacyjnego materiału Gazety Wyborczej o miliardowych interesach Jarosława Kaczyńskiego w deweloperce. Przy czym należy zaznaczyć, że uwzględniam wyłącznie okres po zwycięskich dla PiS wyborach 2015. Przed tym terminem PiS ulegał ostatecznym rozwiązaniom wielokrotnie, choćby w twórczości medialnej Jacka Żakowskiego, czy w spuściźnie literackiej spin doktora Michał Kamińskiego. Zatopienie PiS z powodu szemranych biznesów Jarka jednakowoż nie nastąpiło i nikt z Czerskiej nie potrafi wyjaśnić, jakim cudem ta partia uszła z życiem. To jeden ze starszych przykładów z panoramy rzekomych afer, które miały ostatecznie zatopić PiS. Najnowszym jest oczywiście jednokierunkowa korespondencja Marka Falenty z Jarosławem Kaczyńskim.

List jak list, można powiedzieć. Nie dziwota, że tonący Falenty chwyta się szefa PiS. Przecież to samo robi Gazeta Wyborcza, która w analogiczny sposób broni się przed upadkiem, wymyślając niestworzone androny na temat Kaczyńskiego. Ma więc Falenta głośnych poprzedników w tym procederze, lecz skuteczność tej metody jest żadna, biorąc pod uwagę choćby ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego. No, ale skoro farmazon Falenta został przez obrońców demokracji uznany za oficera największych nadziei, to już ich problem, w końcu chcącemu nie dzieje się krzywda, jak mówili starożytni Rzymianie.

Po wyborach europejskich nieco zmieniła się narracja totalnych, którzy dość zgodnym chórem klepią teraz nową mantrę, a mianowicie, że nie należy obrażać wyborców PiS, lecz atakować samą partię i jej kierownictwo na czele z Kaczyńskim. Ten swoisty„porządek miłosierdzia” ustanowiony przez totalnych pozwala więc nadal mieszać PiS z błotem w dowolnych proporcjach i to nie podpada pod mowę nienawiści. Jednakże nawet to drobne ustępstwo na rzecz pisowskich wyborców jest z oburzeniem oprotestowane, choćby w Polityce: „Skoro wyborcy PiS mają rację, wybierając tę partię, to PiS też ma rację, łamiąc konstytucję”.

Nie bez kozery wybrałem powyższy cytat, bowiem odzwierciedla on największy obecnie problem totalnej opozycji, a mianowicie niespożytą wiarygodność PiS w zestawieniu z całkowitym brakiem wiarygodności opozycji. Według opozycyjnych mediów PiS bije rekordy nieuczciwości, korupcyjności, nepotyzmu. Ba! - także zdrady – vide: Macierewicz przedstawiony jako ruski agent. A jeszcze stare – można już powiedzieć, że odwieczne - zarzuty łamania przez PiS konstytucji, deptania demokracji i niszczenia praworządności. I co z tego? Ano, wszystko na nic, załamują ręce nieszczęsne cyngle: opisywanie afer przynosi odwrotne efekty, pisowcom rośnie, totalnym spada.

I tu jest pies pogrzebany - wszystko o czym napiszą czerskie media w kontekście PiS zyskuje w nich miano afery. Premier kupił działkę – afera gruntowa premiera. Kaczyński odmówił finansowania pod stołem – afera Srebrnej. Film o kościelnych pedofilach – afera PiS. Teraz zapewne Falenta awansuje w Gazecie Wyborczej na strażnika konstytucji, bo napisał bzdurny list do szefa PiS, więc mamy aferę Kaczyńskiego. Na zasadzie pudeł rezonansowych powtarza się plotki, zmyślenia i pomówienia, a nuż coś przylgnie.

Prymitywny mechanizm produkowania afer zawsze był i jest ten sam. Przypomnę tylko przykład pierwszej z „afer” przypisywanych obecnej władzy, którą było rzekome upolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego przez PiS. Tymczasem upolitycznienie TK jest zapisane w konstytucji – tej samej konstytucji, która jest obecnie świętą księgą totalnej opozycji. W ustawie zasadniczej zapisano bowiem, że sędziów TK wybierają politycy, czyli posłowie. Tak postanowił generał Jaruzelski podczas stanu wojennego: wiecie, rozumiecie towarzysze, musimy mieć Trybunał Konstytucyjny, żeby pilnował konstytucji, a także nie zaszkodzi mieć zaufanych towarzyszy w Trybunale, żeby pilnowali wyroków Trybunału. Koniec kropka i tak jest do tej pory, że każda partia  w Polsce nie tylko wystawia swoich kandydatów do TK, ale też korzysta z ich obecności tamże, vide: sędzia Rzepliński et consortes z rekomendacji PO, którzy na skinienie premiera Tuska uznali środki zgromadzone w OFE za pieniądze publiczne, a nie prywatne. I wtedy nikt nie wspominał o upolitycznieniu TK.

Problem totalnej opozycji polega na tym, że owe pisowskie „afery” są aferami jedynie dla nich. Z tych afer nie wynika nic poza hałasem i rwetesem czerskich mediów. Nie ma żadnych dowodów, bo takich czytadeł jak redaktora Piątka nikt - włącznie z jego mocodawcami - nie traktuje serio. Nagrania Kaczyńskiego potwierdziły jedynie jego rzetelność i uczciwość. Większość wyborców zwyczajnie nie daje wiary dętym aferom tworzonym na Czerskiej i gdzie tam jeszcze. Mniejszość zapewne także nie wierzy, lecz udaje, że wierzy, aby pognębić niechciany PiS. Po drugie, afery w sensie semantycznym uległy dewaluacji na skutek nadużywania ich w totalnym procederze totalnej opozycji. Platforma, a potem Koalicja Europejska wciskała wyborcom ten aferalny kit tak długo i namiętnie, że elektorat po prostu dostał mdłości. Ludzie przestali zwracać uwagę na kolejne wymysły czerskich, uznali je za rytuał tego środowiska, co swoją drogą jest ciekawostką: oszczercze pamflety orężem ludzi mieniących się liberałami i państwowcami.

Dlatego, gdy Polityka biada, że PiS stał się aferoodporny, a nawet że owe afery paradoksalnie wzmacniają rządzących, nasuwa się wniosek, że rozpacz podyktowała te słowa. Cóż to bowiem za naród, który konsekwentnie od lat popiera partię przeżartą do szpiku kości aferami, korupcją, przeniewierstwem, zdradą? A z drugiej strony, u elektoratu pojawia się zbiorowa refleksja, że tych afer po prostu nie było; że opozycja to blagierzy, przebierańcy i kombinatorzy, którzy usiłują bat na rząd ukręcić z przysłowiowego gówna. No i mają w rękach, to co mają.

Pięknie tę niezborną szamotaninę opozycji ujął antypisowski przecież Aleksander Smolar, pytany o możliwość koalicji Wiosny, SLD i Razem: Z trzech kryzysów nie można zbudować niczego nowego.

To są święte słowa, chociaż Smolar święty nie jest w żadnym calu. Z braku programu nie można uczynić cnoty. Deklaracja szukania pomysłu nie zastąpi koncepcji dla Polski. Z tysiąca dętych afer nie da się zbudować propozycji dla Polaków. 

Wykop Skomentuj100
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka