0 obserwujących
32 notki
51k odsłon
7104 odsłony

Jak doprowadzono do powstania kartelu na rynku aptek?

Wykop Skomentuj7

Niewiele się o tym mówi. Temat nie jest nośny, znany głównie wtajemniczonym zapaleńcom i co bardziej aktywnym aptekarzom. Do mediów nie ma raczej szans się przedrzeć. Prawnicy unikają go jak ognia, a nawet jeśli pojawi się już śmiałek by wgryźć się w materię, swoją robotę zarzuca w połowie drogi. Chodzi o kartel; niedozwolony na gruncie prawa farmaceutycznego monopol aptek sieciowych, jaki wytworzył się na przełomie kilkunastu ostatnich lat na rynku farmaceutycznym w Polsce.

Cel – demonopolizacja rynku

Gdy w 2001r. zmieniano prawo farmaceutyczne, uformowane je w taki sposób, aby możliwe było funkcjonowanie na rynku aptek sieciowych. Były to wówczas nowe organizmy gospodarcze, pojawiające się dopiero w obrocie; nie tylko zresztą u nas, ale i w Europie Zachodniej (we Włoszech, w Holandii, czy w Szwecji). Zmienione wówczas prawo było zaprzeczeniem fundamentalnej dla farmaceutów zasady „apteka dla aptekarza”. W nowej rzeczywistości prawnej placówką apteczną – nie jedną, ale nawet wieloma – zarządzać mógł ktokolwiek, byleby tylko zatrudniał farmaceutę na stanowisku kierownika.

Od razu jednak pojawiły się pytania. Czy takie rozwiązanie nie spowoduje infiltracji polskiego rynku przez zagraniczne podmioty i obcy kapitał? Koncerny farmaceutyczne mogłyby bowiem bez ograniczeń wchodzić nań, dokonywać na nim wrogich przejęć, stosować nieuczciwą konkurencję i wiązać się z hurtowniami farmaceutycznymi. Z tych też przyczyn posłowie zamieścili w art. 99 pr. farm. swoisty „wentyl bezpieczeństwa”; tzw. próg „jednego procenta”. Zabroniono również jednoczesnego prowadzenia apteki ogólnodostępnej i hurtowni farmaceutycznej. Na samym początku jednak – co warto podkreślić – ustawodawca wahał się, na jakiej granicy zatrzymać dopuszczalny limit koncentracji aptek. Ale wyjaśnijmy najsamprzód o co w całej tej regulacji chodziło?

Jeden procent, czyli próg koncentracji

Celem zablokowania ekspansji na polski rynek aptecznym przez podmioty zagraniczne, czy po prostu jego zawłaszczenia przez wielkich graczy, wprowadzono przepis, który stanowił tzw. negatywną przesłankę, uniemożliwiającą wydanie zezwolenia aptecznego wnioskującemu przedsiębiorcy, który na terenie kraju kontrolował już co najmniej 10% wszystkich aptek. Do maja 2004r. nie mówiło się jednak o „podmiotach kontrolowanych”; ustawa używała sformułowania „podmioty zależne” (prawne definicje obu tych podmiotów różnią się znacznie). Od kwietnia 2007r. ustalono ostateczne brzmienie przepisu art. 99 pr. farm. Stanęło na stwierdzeniu, że podmiot kontrolujący na terenie województwa (a więc – już nie kraju) więcej, aniżeli 1% ogólnej liczby aptek, nie może dostać zezwolenia na prowadzenie kolejnej apteki. W założeniu norma ta nie miała sprawiać trudności, czy komplikacji.

Z października 2004r. pochodzi opinia prawna podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia – Rafała Niżankowskiego, która stwierdza, że wprowadzone wyżej rozwiązania, mają na celu chronić polski rynek farmaceutyczny przed przejęciem przez duży kapitał z zachodu, jak również zapobiegać jego zmonopolizowaniu. Pismo to stwierdza również, że przekroczenie ustawowych limitów ochronnych „jednego procenta” jest na gruncie prawa farmaceutycznego podstawą do cofnięcia zezwolenia aptecznego nawet dla podmiotu, któremu takie zezwolenie już wydano.

Tak to miało działać w stanie idealnym. Ustawa ustawą, założenia założeniami, a praktyka sobie. Rynek aptekarski miał pozostać w intencji ustawodawcy konkurencyjny i zróżnicowany. Wychodzono bowiem w owym czasie z jak najbardziej słusznego przypuszczenia, że konkurencja między aptekami i niedopuszczenie do wytworzenia się karteli poprawi sytuację samych pacjentów. Minęło jednak kilka lat, niemalże dekada. Jaki obraz wyłania się nam znad jurydycznej fasady, stworzonej wówczas?

Zawłaszczenie rynku, czyli gdy prawo jest tylko na papierze

Jak wskazują dane za rok 2012r. rynek apteczny w Polsce został w zasadzie przejęty w 50% przez sieci. Tymczasem, jeszcze na początku dekady owych tworów gospodarczych w zasadzie nie było w obiegu. Zdarzają się województwa, w których jedna sieć apteczna skupia w swoich rękach ponad 120 (!) aptek. W lubelskim, w na terenie którego to województwa funkcjonuje ok. 740 aptek ogólnodostępnych, funkcjonują „sieciówki” kontrolujące po 50, 20, czy 15 aptek, w sytuacji w której ustawowy limit „jednego procenta” stanowi tutaj co najwyżej aptek osiem. Jak to możliwe, zapyta ktoś? Jak do tego doszło, że wydający zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej nadzór farmaceutyczny, działający przecież w każdym województwie i kontrolowany z poziomu Warszawy, wydawał przez lata kolejne kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt zezwoleń podmiotowi, któremu w świetle prawa zezwolenia wydać nie mógł? Jak to się stało, że zakładana przez ustawodawcę ochrona rynku aptecznego przed kartelizacją doprowadziła do skutków całkowicie odwrotnych?

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka