Minister w Kancelarii Premiera Rady Ministrów – Tomasz Arabski – ma tę jedną cnotę, o której większość jego towarzyszy partyjnych, rządowych i wszelakich podejrzewać nie sposób. Zachował dziewictwo medialne. Są dwie strony tegoż zagadnienia. Jedna utrudnia łganie jak pies i przekonywanie, że „czarne jest białe” i nazad. Jest też i druga, która ułatwia odszkicowanie postaci danego polityka przez tzw. prostego widza.
W programie „Piaskiem po oczach”, mimo że w TVN, to Arabski dostał jednak obuchem po ryju. Miał wybór: albo mówić bez sensu, za to cenzuralnie i kłamliwie, albo powiedzieć prawdę. Chłopina w mediach na co dzień nie bryluje, więc wybrał opcję pierwszą. Z nadzieją, że słoma z butów nie wyjdzie. Wyszła.
Tak samo jak Zbycho (poseł Zbigniew Chlebowski) poleciał w wewnątrzpartyjnych notowaniach za spocenie się na konferencji prasowej, udowadniającej własną niewinność (sic!), tak samo miałko Arabski wypadł u Piaseckiego. Nie jego wina, nie chciał, nie wiedział. Do wyboru, do koloru. Z największą satysfakcją obserwowałem jednak wypowiadaną frazę, która szła w tej tonacji: „Trzeba być niespełna rozumu, żeby twierdzić że chciano obniżyć bezpieczeństwo prezydenta RP”. Nie chodzi o treść. Mówi to człowiek Platformy – nie spodziewajmy się cudów. Chodzi o intonację.
A ta była paskudna. Gdyby rzecz wypowiedziana była przez premiera di tutti cappi słowa z ust Ukochanego Przywódcy wylatywałyby ospale, z akcentem na przedostatnią sylabę i wytłuszczeniem brzęczącego „r”. Tymczasem u Arabskiego lipa. Bez maku. Bez pasternaku.
Szczelna propagandowa fortyfikacja rozbryzgała się. I widz TVN mógł się naocznie przekonać, ile warte są (czyli, że funta kłaków) zapewnienia osoby odpowiedzialnej za koordynację sekcji cywilnej i wojskowej wizyty Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, że ten czuje się niewinny. Ups…


Komentarze
Pokaż komentarze (16)