Dziennikarz Superstacji (w załączonej poniżej wypowiedzi), którego nie chcę nawet unieśmiertelniać przez podanie nazwiska, znalazł winnych piątkowych rozrób. To Jarosław Kaczyński, który podzielił Polaków. Po raz kolejny więc przychodzi zmierzyć się z iście kretyńskim w swej prostocie zarzutem, że to właśnie PiS dzieli Polaków na prawdziwych i nieprawdziwych (albo dzieli po prostu). „Politycy najpierw naparzają się w studio, a później idą razem pić wódkę. Prosty człowiek przed ekranem telewizora zostaje później z tymi negatywnymi emocjami sam”.
Nie specjalnie jestem przekonany do tego, że Jarosław Kaczyński chleje wódę z kimkolwiek z obozu władzy (a wiadomo, że ludzie z tego obozu wypić potrafią sporo). Zwłaszcza po katastrofie smoleńskiej. No chyba, że większy z niego hipokryta i paranoik, niż to wynika z dzisiejszego wywiadu europosła Kamińskiego we „Wprost” (gratuluję red. Lisowi po raz kolejny zaspokojenia własnych, antykaczyńskich fobii). Z miejsca pozostaje się zastanowić, czy to tylko szef PiS robić ma za gargamela i szwarccharakter polskiej polityki? Nikt inny nie dzielił Polaków? Nikt nie wymyślił „moherowych beretów” (podpowiem, że nieoceniony zasługi w temacie niewymyślania miał tutaj Donald Tusk)? Czy nie kto inny, niż TVN i powiązany z nim onet.pl rozpoczął lansowanie tezy, że na PO głosują „młodzi, wykształceni, z większych miast”, a na PiS (i wtedy jeszcze Lecha Kaczyńskiego) ci „gorzej wykształceni, starsi i z mniejszych miast”? Wykształceńcy Palikota z Krakowskiego Przedmieścia, również wpisywali się w prezydenckie hasło niedzielenia, tylko budowania zgody (choćby i poprzez zelżenie). Jeśliby kto jednak pytał, to oczywiście Jarosław Kaczyński dokonał podziału (co z tego, że medialnego) polskiego kościoła na łagiewnicki (oświecony) i toruński (zacofany). Nieprawdaż?
Stąd o kroku już tylko od stwierdzenia, że rzymska maksyma divide et impera ukuta została przez Jarosława Kaczyńskiego (a imperator ją po chamsku zakosił). A ta druga – jak widać niesłusznie i pobieżnie przypisywana Cezarowi - Alea iacta est (kostki [brukowe] zostały rzucone) – to również sprawka Wielkiego Kaczora. Kaczyński – w zgodnej opinii chóralnie głębiących go autorytetów – jest już nie tylko szefem największej partii opozycyjnej, ale również członkiem Narodowego Odrodzenia Polski, Obozu Narodowo-Radykalnego, a jako 62-latek załapał się nawet do Młodzieży Wszechpolskiej! Zapewne jakimiś konspiracyjnymi kanałami zaszyfrowała do przyjaciół wandali prezes dwuwiersze: „Deptasz dumę narodową / stoisz tam, gdzie stało ZOMO” oraz „Do stolicy bracia w PiS-ie / w mordę można dać Antifie”. No i wrażliwi na polityczną poezję młodzieńcy ruszyli do Warszawy. Owszem, można mieć uzasadnione wątpliwości, czy inteligencja brukostrzałów pozwalała wydukać spod nosa owe fraszki bez wplatania w nie podwórkowej łaciny. Ale wątpliwości takie można mieć tylko przy zdiagnozowanym odchyleniu nacjonalistyczno – prawicowym.
Podział odpowiedzialności jest więc dość krystaliczny. Ani redaktorzy z „Gazety Wyborczej” (z nieocenionym łowcą faszystów Sewerynem Blumsztajnem na przedzie dziennikarskiego peletonu), ani „Krytyka Polityczna” (i sproszeni na jej zawołanie potomkowie morderców z Frakcji Czerwonej Armii), ani pomniejsi Volksdeutsche bezczeszczący polskie mundury, nikt tak jak Jarosław Kaczyński nie odpowiada za zamieszki z 11 listopada (chociaż fizycznie był w nich nieobecny). Bo kiedyś powiedział o ZOMO, że tam stało.
Tej zastępczej polskiej elicie potrzebny jest Kaczyński, jak krwi tlen. Muszą mieć takiego chochoła, wokół którego odpindolą swój taniec. Ta inteligencja (chociaż dziennikarzy zaliczać do grona tzw. inteligentów nie powinno się przez wstrzemięźliwość) zbudowana jest nie dla narodu, ale przeciwko niemu. Nie wyrosła z naturalnej emancypacji najzdolniejszych, ale z emancypacji negatywnej. Im bardziej pluło się na narodowe cnoty, tym prędzej poprzedni ustrój premiował to apanażami. Nie chce mi się w tym miejscu już nawet wspominać o pochodzeniu większości tych osób (spadkobierców dziedzictwa z pewnością nie piłsudczykowskiej, czy endeckiej Polski), bo to bardzo brzydkie grzebać komuś w życiorysach. Ale krótki skan po biogramie wskaże, skąd swoje uprzedzenia do wyimaginowanych faszystów medialni krzykacze biorą. Dzisiaj Naczelnego Faszystę upatrują w Kaczyńskim. Jeśli tego zabraknie, szybko sobie dotworzą nowego.
*


Komentarze
Pokaż komentarze