Nie wiemy, o co poszło? O wódkę, apanaże, tytuły, czy kolejność pod żyrandolem. Pewność mamy tylko co do jednego – prezydent Komorowski chce bronić ulg prorodzinnych. Mamy więc wojnę w rodzinie. Zapowiada się nie lada gratka, a i jatka też, bo przy okazji. To chyba pierwsza deklaracja (daj Bóg, oby nie tak trwała jak poglądy) pana prezydenta, z którą się zgadzam, popieram i wspieram. Jeśli trzeba poręczyć, to śpieszę pod Belweder na musztrę. Non possumus, drogi Bronku!
Miło wiedzieć, że jak już się obedrze Bronisława Komorowskiego z paździerza jego dość swoistego wyglądu, kontrowersyjnych manewrów kadrowych, lekko imbecylowatych wypowiedzi, czy żenujących wpadek to zostanie (Ci najbardziej nielubiący prezydenta twierdzą, że nie zostaje nic – paskudy!) zwykły wąsaty wujek, z którym chciałoby się „przechylić jednego” u cioci przy szyneczce i paluszkach. Chyba stąd owe 70% poparcia, jakim się cieszy urzędująca głowa państwa (kto nie lubi pić z wujkiem?).
Czasami się zastanawiam jak prezydent, jako wzorcowy katolik, łączy swoje przekonania, politykę i wiarę w Jedynego. Już dzisiaj, chociaż Bronisławowi Komorowskiemu życzę wieku sędziwego, został on unieśmiertelniony przez swój aforyzm: „jestem katolikiem, czyli jestem za życiem, czyli jestem za in vitro”. Ale chyba mimo wszystko rozdarcie sumienia jest u niego kapkę mniejsze, niż u księdza Stryczka. Kapłana, który wyraził wczoraj wolę liderowania Sojuszowi Lewicy Demokratycznej.
Czyż nie byłoby to ciekawe, godne i sprawiedliwe? Stworzyć z SLD partię katolicko-lewicową? Przechrzcić dawnych ubeków na prezbiterów, partyjnych betonów na zakonników w sandałach, a Oleksemu z Millerem wydzielić osobną diecezję ubecko – sądecką do zarządu? I wtedy dopiero byłaby to Nowa Lewica!
Tylko nie wiem, co na to wszystko papież, ostatnio podupadający i chorowity (szybkiego powrotu do zdrowia, Beniu!) Jak się wkurzy, a drzewiej Namiestnicy Piotrowi mieli taki obyczaj, to może zapalonego na polityczny projekt duchownego pozbawić koloratki. Więcej, jak się dowie o tym, jakie to – nie przymierzając – herezje głosi nasz prezydent, to może go nawet wykluczyć z grona wiernych (a nas maluczkich pozbawić posług ze stułą)! Coś mi do ucha mówi, że Donald – jeśli potrzeba – nie wahał się będzie użyć i Stolicy Piotrowej, aby zahamować prezydenckie weto. Taką cenę się płaci za wychylenia spod oświetlenia, drogi Bronku.
I cóż byłoby później? Czy Bronisław Komorowski ogłosiłby się głową Kościoła katolickiego w Polsce? A księdza Stryczka mianował arcybiskupem Warszawy i Wszechpolski (o ile tytułu nie oprotestowaliby zawczasu Łowcy Faszystów z Czerskiego Jaru)? Być może weto pod ustawą znoszącą prorodzinne ulgi nie jest warte schizmy w polskim kościele. Komu wówczas zaprzysiągłby wierność kardynał Dziwisz, ks. Boniecki wraz ks. Sową? Jak wtedy rozdział państwa od nowego kościoła uzasadniałby prof. Środa i pomniejsze autorytety? Czy wówczas red. Terlikowski nie zrobiłby frondy (tej prawdziwej, a nie pisanej) przeciwko nowemu zwierzchnikowi?
Niemożliwe? Już z mniej błahych powodów dzielono religię i tworzono nowe. Kłócono się już o dopuszczalność konsekracji przaśnego chleba przy uczcie eucharystycznej, czy też możliwość anulowania małżeństwa królowi, któremu w oko wpadała urodziwa białogłowa (nie bez znaczenia, że młodsza). Nie ma co kusić losu, bo i patrząc na konsekwencje to strach się bać. A jeśli chodzi o ustawy, to alleluja i do przodu… Bronku!


Komentarze
Pokaż komentarze