Na stronie „Rzeczpospolitej” znajduje się informacja, obudowana nagłówkiem: „Biegli jadą do Smoleńska. Będą mierzyć lotnisko”. Czytamy w niej: „Na początku sierpnia prokuratura wojskowa powołała zespół kilkunastu biegłych, który ma opracować całościową ekspertyzę dotyczącą stanu technicznego Tu-154M, jego pilotażu w trakcie lotu do Smoleńska i technicznego przygotowania. Wszyscy biegli, którzy w grudniu wyjadą do Rosji, uczestniczą w pracach tego zespołu”. Dwa miesiące wcześniej kilku polskich biegłych również przyjechało do Smoleńska badać wrak.
To kapitalna wiadomość. Brzmi ona wręcz kuriozalnie w kontekście faktu, że raport końcowy komisji Millera został upubliczniony pod koniec sierpnia 2011r. Czyli najpierw napisano raport, a jakieś tam nieistotne szczegóły typu „opracowanie całościowej ekspertyzy dotyczącej stanu technicznego Tu-154M” postanowiono zbadać później. Dodajmy, nie byle jak później, bo dziewiętnaście miesięcy po katastrofie. Trzymamy kciuki za pomyślne wyniki. Bo cóż innego nam pozostaje?
Z opublikowanego na kanale NiezależnaTV (z datą 24 lutego 2011r.; relacja powielona przez innych użytkowników) wysłuchania polskiego montażysty – Sławomira Wiśniewskiego z TVP Info – dowiadujemy się, że nie został on przesłuchany w charakterze świadka przez jakiekolwiek polskie służby. To, co interesowało prokuraturę, to nakręcony przez niego kilkuminutowy (osławiony już) filmik. Jego relacje incydentalne, jak ta, że widział on we mgle zarys przechylonego na lewe skrzydło samolotu, nie zainteresowały naszych i rosyjskich śledczych. Może jeszcze się zreflektują, więc nie traćmy wiary.
Z informacji publikowanych co jakiś czas przez portal niezależna.pl wynika, że zespół parlamentarny pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza ciągle bada przyczyny wypadku z 10 kwietnia 2010r. Odtworzył on już papierowy model samolotu, na podstawie dostępnych zdjęć i nagrań z miejsca katastrofy. Jego zespół, na bazie badań ekspertów, przyjął również hipotezę, że nie jest możliwym, aby rządowy tupolew zderzył się z brzozą. A jeśli już, żeby ta odcięła kawałek skrzydła. W rzeczywistości jest to bowiem drzewo niezwykle miękkie i o na tyle niewielkim obwodzie, że stwierdzenie „oderwała skrzydło brzózka – ale to nie wina Tuska” wydaje się być nieprawdziwe, zarówno w pierwszej, jak w i w drugiej części. Specjalistą na salonie24 od śledzenia „news’ów smoleńskich” jest bloger FreeYourMind. Tam też odsyłam w sprawie pytań bieżących.
Tymczasem, surfując po Internecie (dokładnie po kanale YouTube) natrafiłem na ogólnodostępne amatorskie filmiki z miejsca katastrofy, zrobione ręką rosyjską. Nie wiem, czy są one znane szerszemu audytorium (zapewne tak). Datowane są na kwiecień i maj 2010r., czyli nie mamy do czynienia z czymś nowym. Widać na nich wyraźnie, jak duży rozgardiasz panował w czasie tuż po katastrofie. A także, jak swobodnie można było sobie dokumentować miejsce zdarzenia (po zakresie tej swobody, wnioskować można, że autorstwo nagrań jest służbowej proweniencji). Jeśli jednak Macierewicz z zespołem podjęli się próby zrekonstruowania samolotu na podstawie rozkładu jego szczątków (co przypomnijmy jest regułą przy badania wypadków lotniczych), to wydaje się, że każde źródło może się przydać.
Materiały dodatkowe:
1. Filmik nr 1,
2. Filmik nr 2,
3. Filmik nr 3,
4. Filmik nr 4,
5. Filmik nr 5,
6. Filmik nr 6.
7. Przesłuchanie Sławomira Wiśniewskiego przed zespołem parlamentarnym A. Macierewicza.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)