Płyty nagrobne, konkatedra, Valletta, fot. autor
Płyty nagrobne, konkatedra, Valletta, fot. autor
Jan Żbik Jan Żbik
78
BLOG

Memento mori w cieniu władzy. Politycy nie chcą pamiętać, że też kiedyś umrą

Jan Żbik Jan Żbik Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

Jedną z najbardziej elementarnych prawd ludzkiej egzystencji jest jej kres. Śmierć nie jest hipotezą ani ideologią – jest faktem ontologicznym. Dotyczy wszystkich bez wyjątku: wierzących i niewierzących, rządzących i rządzonych, moralistów i cyników. A jednak w przestrzeni publicznej, zwłaszcza tej zdominowanej przez politykę, prawda ta ulega systematycznemu wyparciu. Niektórzy politycy zachowują się tak, jakby śmierć była problemem cudzym, odległym, niemal niestosownym tematem. Jakby przypomnienie im o niej było aktem bluźnierstwa, naruszeniem tabu albo wręcz przestępstwem.

Filozofia od swoich początków traktowała śmierć jako klucz do rozumienia życia. Już Platon pisał, że filozofowanie jest „ćwiczeniem się w umieraniu”, a tradycja memento mori nie miała na celu straszenia człowieka, lecz jego urealnienie. Tymczasem nowoczesna władza – szczególnie w wydaniu politycznym – opiera się na iluzji trwałości. Polityk działa tak, jakby jego decyzje nie podlegały ostatecznemu rozliczeniu, ani historycznemu, ani metafizycznemu. Śmierć staje się dla niego niewygodnym przypomnieniem o granicach, których nie chce uznać.

Paradoks polega na tym, że również ateiści – a wśród elit politycznych jest ich wielu – nie są wolni od lęku przed śmiercią. Negacja Boga nie oznacza bowiem negacji nicości, lecz przeciwnie: pozostawia człowieka sam na sam z jej perspektywą. Historia zna liczne przykłady intelektualistów i ideologów, którzy przez całe życie odrzucali transcendencję, by w obliczu śmierci doświadczyć egzystencjalnej paniki. Nie jest to argument przeciw ateizmowi jako stanowisku filozoficznemu, lecz przeciw iluzji, że człowiek może bezkarnie wymazać pytanie o sens ostateczny.

Władza szczególnie nie znosi tego pytania. Przypomnienie politykom, że są śmiertelni, podważa bowiem fundament ich pychy. Uświadamia, że decyzje podejmowane dziś będą miały konsekwencje, których nie da się anulować ani zagadać. W tym sensie pamięć o śmierci ma charakter etyczny: ogranicza samowolę, rodzi odpowiedzialność, wprowadza element pokory. Nic dziwnego, że systemy władzy – zarówno świeckie, jak i ideologiczne – starają się ją neutralizować lub ośmieszyć.

Czy zatem przypominanie o śmierci jest grzechem albo przestępstwem? Z filozoficznego punktu widzenia – przeciwnie. Jest to akt przywracania proporcji między człowiekiem a jego rolą. Grzechem może być raczej wypieranie tej prawdy, ponieważ prowadzi ono do dehumanizacji innych: jeśli ja jestem ponad śmiercią, to inni stają się jedynie środkami do celu. Historia XX wieku aż nazbyt wyraźnie pokazała, do czego prowadzi władza, która zapomina o własnej śmiertelności.

Wiara w Boga – niezależnie od form religijnych – oferuje człowiekowi coś, czego nie daje żadna ideologia: nadzieję, że śmierć nie jest absurdem. Nie jest to dowód na istnienie Boga, lecz argument egzystencjalny: wiara chroni przed całkowitą redukcją życia do biologii i przypadku. Tam, gdzie znika nadzieja transcendencji, zanika również miłosierdzie, bo jeśli wszystko kończy się nicością, to nie istnieje ostateczna wartość osoby.

Politycy także umierają, jak wszyscy  na tym padole łez. I być może największym problemem współczesnej polityki nie jest to, że o tym wiedzą, lecz że robią wszystko, by o tym nie pamiętać. A świat rządzony przez ludzi, którzy zapomnieli o własnym końcu, staje się światem bez hamulców – światem niebezpiecznym. Przypominanie o śmierci nie jest więc aktem nienawiści ani prowokacji, lecz ostatnią formą odpowiedzialnej krytyki władzy.
Polecam mój kanał na YouTube: Jan Żbik

 image

Jan Żbik
O mnie Jan Żbik

Nie mam wiele do powiedzenia. Jedynie mogę polecić mój kanał na YouTube (link): Jan Żbik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo