
Śmierć jest jednym z niewielu doświadczeń, wobec których człowiek pozostaje bezradny. Nie poddaje się ona ani rozumowej analizie, ani technologicznemu postępowi, ani światopoglądowym deklaracjom. Jest faktem absolutnym, granicą, która dotyczy wszystkich bez wyjątku. Właśnie dlatego śmierć nieustannie rodzi pytanie o Boga — nie jako abstrakcyjny problem metafizyczny, lecz jako egzystencjalne wołanie o sens.
Nie można wykluczyć, że Bóg istnieje. Ta możliwość, nawet jeśli nie daje się ująć w ramy dowodu, towarzyszy człowiekowi szczególnie intensywnie w obliczu przemijania. Czas płynie nieubłaganie, a wszyscy — niezależnie od przekonań, pozycji społecznej czy intelektualnych aspiracji — podlegają temu samemu losowi. Śmierć zrównuje ateistów i wierzących, sceptyków i mistyków, myślicieli i ludzi czynu. W jej obliczu odpadają maski, a pewność siebie światopoglądów często ustępuje miejsca lękowi.
Znamiennym świadectwem tej prawdy była dla mnie historia wybitnego ateisty, profesora filozofii, którego odwiedziłem w hospicjum u kresu jego życia. Człowiek, który przez całe lata krytykował religię i negował istnienie Boga, w obliczu śmierci ogarnięty był głębokim strachem. Drżał na myśl o Tym, w którego istnienie nie wierzył. Wspominam to wydarzenie nie po to, by kogokolwiek potępiać — nie mam do tego prawa — lecz aby ukazać, jak krucha bywa ludzka pewność, gdy zostaje skonfrontowana z ostatecznością. Jego dorobek filozoficzny pozostaje dla mnie cenny do dziś, a ta historia jest raczej lekcją pokory niż argumentem w sporze światopoglądowym.
Wiara w Boga nie jest ucieczką od rozumu ani prostym lekarstwem na lęk. Jest jednak egzystencjalnie pożyteczna, ponieważ chroni człowieka przed doświadczeniem absolutnej nicości. Chroni przed wizją świata, w której życie jest jedynie przypadkowym epizodem materii, skazanym na całkowite i bezpowrotne unicestwienie. Ateizm może budować etykę i odpowiedzialność, lecz nie potrafi zagwarantować odpowiedzi na pytanie o ostateczny sens istnienia wobec nieuchronnej śmierci.
Należy przy tym wyraźnie odróżnić Boga od religii. Religie są historycznymi i kulturowymi próbami wyrażenia tego, co nieskończone, i jako takie bywają niedoskonałe, a czasem wręcz zniekształcające swój przedmiot. Krytyka religii nie jest jednak równoznaczna z krytyką Boga. Boga nie można oceniać według ludzkich instytucji ani praktyk. Jeśli istnieje, przekracza wszelkie kategorie i sądy; jeśli nie istnieje, człowiek i tak nigdy nie osiągnie absolutnej pewności. W obu przypadkach granice ludzkiego poznania zostają wyraźnie zaznaczone.
Wiara w Boga rodzi nadzieję, że ponad prawami fizyki i biologii, które nieuchronnie prowadzą ku śmierci, istnieje sens i cel ludzkiej egzystencji. Nadzieję, że życie nie jest absurdem, lecz drogą, której znaczenie wykracza poza doczesność. Z tej perspektywy wyrastają współczucie i miłosierdzie — przekonanie, że każdy człowiek posiada wartość niezależną od użyteczności, sukcesu czy siły. Bez tej nadziei ludzkość ryzykuje utratę fundamentów, na których opiera się jej człowieczeństwo.
Śmierć nie udziela odpowiedzi, ale zmusza do zadania pytania sobie o Boga.
Polecam mój kanał na YouTube (link): Jan Żbik



Komentarze
Pokaż komentarze (3)