Dzisiejszej debaty nie oglądałem, gdyż poszedłem na nowy Grindhouse i bawiłem się z pewnością zdecydowanie lepiej. Co do opinii o niej - wbrew entuzjastycznym głosom mówiącym o dominacji Tuska, nie sądzę, by stała się ona zwrotnym punktem kampanii. Nawet jeśli lider PO wdeptywał premiera w ziemię, mało kogo z wyborców PiS przekonało to do przejścia na stronę Platformy - mało już jest niezdecydowanych wahających się między PO a PiSem. Zwolennicy Tuska zostali uwiedzeni przez nienaganny strój, pewność siebie i kąśliwe pytania, a fanów Kaczyńskiego ujęła jego postawa prostego człowieka mierzącego się z potęgą elit. I tyle, każdy został przy swoich zdaniach, a fanatyczny elektorat obu stał się jeszcze bardziej fanatyczny. Pojedynek na skalę "Iliady" to zdecydowanie nie był
Teraz ciekawe, jaki układ zadziała w debacie Tusk-Kwaśniewsk: czy zgodnie z logiką, skoro Tusk pokonał Kaczyńskiego, to tym bardziej rozprawi się z Kwachem, czy będziemy mieli model papier-nożyce-kamień. Osobiście wolałbym ten drugi, bo w takim przypadku w końcu z tego nadmuchiwanego show wyszłoby coś ciekawego. W ostateczności zawsze można liczyć na zmagania byłego prezydenta z chorobami tropikalnymi i jego efekty w rodzaju przemęczenia goleni, potoków elokwencji, czy tego, co prezydent Bush senior zrobił kiedyś premierowi Japonii.
PS. A Wyborcza i Dziennik dalej swoje - w Wyborczej nad olbrzymimi portretami Kaczora lamentuje tym razem Majewski, a Dziennik obsobacza Korwin-Mikkego ze wszystkich możliwych stron. Doskonale przewidywalne.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)