Nie, nie zawiesiłem bloga jak swego czasu Azrael, tylko pochłonęła mnie szara rzeczywistość, związana z pisaniem magisterki i tym podobnymi rzeczami. Inna sprawa, że w polityce nie wydarzyło się od czasów wyborów nic nieprzewidywalnego. Kaczyński, zgodnie z tym, co wcześniej pisałem, nie zrobił bydła i powierzył misję tworzenia rządu Tuskowi, który bez problemu dogadał się z Pawlakiem. Awantury wywoływane przez PiS w sprawie marszałków czy Sikorskiego do przewidzenia, upychanie swoich ludzi po różnych stołkach też do przewidzenia - w sumie nic, na co warto było zwrócić większą uwagę.
No i mamy od dzisiaj nowy rząd. Rząd, w odróżnieniu od poprzedniego raczej bezbarwny i, poza Sikorskim, pozbawiony indywidualności. Nie jest to jakaś jego wada - w końcu ministrowie są od sprawnego administrowania, a nie od konferencji prasowych, czego w poprzedniej kadencji było aż nadto - ale też anonimowe twarze punktów PO nie będą nabijać. Zresztą Tusk, obejmując urząd premiera, sam się postawił w trudnej sytuacji - w sumie był oczywistym kandydatem i nie wypadało mu tego nie zrobić, ale w kontekście wyborów prezydenckich może to być błąd strategiczny. Dlatego w 1993 z dobrym skutkiem premierem nie został Kwaśniewski, a w 1997 z gorszym Krzaklewski, do rządzenia natomiast poszedł Miller i jak to się skończyło, sami wiemy. Teraz do wyborów zostały 3 długie lata. Nie wiem, jak się sytuacja potoczy, ale jeśli Tusk będzie premierem aż do końca, to sądząc po losach jego poprzedników, utrzymanie wysokiego poparcia może być bardzo trudne.
*A z czego to cytat, zgadnijcie, robaczki? ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (3)