Nowy "donos" zacznę od nieprzyjemniej sprawy.
Politycy SdPl twierdzą i dowodzą, że cykl debat "Porozmawiajmy o Polsce" organizowanych przez sztab Jarosława Kaczyńskiego to polityczny plagiat - taka inicjatywa i hasło to właśnie ich pomysł, a nie PiS.
Tymczasem czytam w doniesieniach z konwencji programowej SdPl z 20 marca 2010:
"Konwencja programowa SdPl w Ciechocinku zdecydowała o rozpoczęciu kampanii pod hasłem "Porozmawiajmy o Polsce". Działacze ugrupowania, w ciągu najbliższych dziesięciu miesięcy, będą prezentowali w swoich środowiskach założenia programu SdPl, a zebrane opinie zaprezentowane zostaną na zjeździe krajowym partii, który przyjmie ostateczną wersję programu." (źródło PAP)
Czyli owszem Hasło to samo, ale przecież nic dziwnego, że przed wyborami chcemy rozmawiać o Polsce, ale miała to być PREZENTACJA ZAŁOŻEŃ PROGRAMOWYCH, a nie CYKL DEBAT PROGRAMOWYCH. Jest różnica?
- 2 czerwca - Konwencja wyborcza w Elblągu - rozpoczęła się z opóźnieniem przez kłopoty z mgłą (dobrze, że tylko kłopoty). Czekało na niego ponad 1000 osób. Jarosław Kaczyński na początku podziękował za to ,że 21 lat temu właśnie na tej ziemi został wybrany na senatora. Nawoływał, by hasło SOLIDARNOŚĆ znowu miało znaczenie i określał działania państwa. Mówił o problemach korupcji i łapówkarstwa, które ciągle nie są rozwiązane.
Podkreślił, że my Polacy potrafimy działać i robiliśmy bardzo wiele w dużo cięższych czasch. Mówił "Nie wierzmy, że ponieważ jest kryzys, to już nic nie można zdziałać, np. budować urządzeń przeciwpowodziowych czy budować mieszkań dla najbiedniejszych. Przeżywaliśmy czasy trudniejsze i wychodziliśmy z nich zwycięsko”
Problemowi równości i biedy były w tej wypowiedzi mocno zaakcentowane. „jest ciągle problem biedy i to jest wyzwanie dla władzy i dla wszystkich ludzi, którzy się społecznie angażują, dla każdego obywatela”. Kaczyński kilkakrotnie podkreślił: „musimy to wyzwanie podjąć”.
"Wszyscy muszą mieć taką samą szansę. Nie każdy potrafi ją wykorzystać, ale szansę trzeba dać wszystkim.”
A końcowa wypowiedź wywołała owację zebranego na placu w Elblągu tłumu.
„Bardzo wiele polskich dzieci i ludzi młodych tej szansy nie ma. Nie dlatego, że to ich wina, bo dzieci na pewno nie ponoszą winy za miejsce, w którym się urodziły i za sytuację, w której się znalazły, tylko dlatego, że różne mechanizmy społeczne, mechanizmy państwowe działają nie tak jak działać powinny i musimy to naprawić.”
Wbrew opiniom, że Jarosława Kaczyńskiego popierają ludzie starzy, to właśnie ludzi młodych było widać za kandydatem i w tłumie.
- 2czerwca - odwiedziny w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 w Bydgoszczy. Szpital ten jest zadłużony na 135 milionów złotych, załoga obawia się zwolnień grupowych.
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, jest za mało środków na służbę zdrowia. Uważa on, że udział środków publicznych nakładów na system ochrony zdrowia w produkcie krajowym brutto powinien wynosić minimum 6% - tak jak postulował prof. Zbigniew Religa. Kandydat na Prezydenta podkreślił, że obecnie składka zdrowotna, to niewiele ponad 4%.
„Mamy wiele zjawisk patologicznych, które obciążają służbę zdrowia w tym stanie niedofinansowania, np. sprawa leków - nie ma mechanizmów obniżania kosztów leków. Ten szpital w Bydgoszczy kupuje leki za 60 mln zł rocznie i mógłby zabiegać o to, by leki i materiały potrzebne do leczenia były tańsze, ale powstał taki mechanizm gospodarczo-społeczny, który to uniemożliwia” - zaznaczył kandydat na prezydenta.
Jarosław Kaczyński uważa, że sfera finansowa powinna być ściślej nadzorowana przez państwo, żeby nie dochodziło do „grę długami szpitalnymi”.
Kandydat na Prezydenta podczas wizyty w bydgoskim szpitalu nie szczędził słów uznania personelowi medycznemu i podkreślał, że ma teraz szczególnie dużo osobistych okazji do poznawania w praktyce jak funkcjonuje polska służba zdrowia.
„Chciałbym to mocno podkreślić: trzeba temu środowisku nisko się kłaniać i jednocześnie wiedzieć, że ma ogromne sukcesy.”
Wybaczcie Pisiorowej Reporterce, że na koniec się odniosę do wypowiedzi Bronisława Komorowskiego o spocie Jarosława Kaczyńskiego.
"Opowieści o czereśni są więcej warte niż o dębie, które widzieliście w innej reklamówce. Choćby dlatego, że opowieść o czereśni jest po prostu prawdziwa. Nie widzę związku pomiędzy dębem a moim kontrkandydatem. Chyba go nie sadził?" - ironizował podczas spotkania w Londynie Bronisław Komorowski.
Jeśli opowieść o czereśni jest prawdziwa to rodzice BK nie mieli pojęcia o żywieniu matki karmiącej i biedny Bronek, musiał mieć porządną kolkę po "prezencie" tatusia. Kpinę z dębu Bartek pokryję milczeniem, bo to co myślę nie nadaje się do napisania.
C.D.N.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)