Nie będę relacjonować debaty, bo każdy kto chciał obejrzał ją sam, a jak nie obejrzał to może sobie o ją poczytać.
Nie będę jej też analizować, bo mądrzejsi ode mnie się tym zajęli.
Chcę tylko napisać moje wrażenia.

To był nokaut. Podejrzewam, że podobnie wyglądałby i poprzednia debata gdyby Kaczyński zrozumiał, że rozgrywka z PO to wolna amerykanka. Jedyną zasadą jest tu łamanie zasad.
Tym razem Jarosław był rozluźniony i spokojny, chociaż czujny, bo po Bronisławie można się spodziewać różnych numerów.
Ale Komorowski tym razem miał ze sobą tylko Konstytucję RP, którą dał do podpisania Kaczyńskiemu. Uważam to za błąd, bo pokazał, że jego konkurent ma dobrą wolę.
Po debacie sprawiał wrażenie lekko zamroczonego, a w.w. Konstytucji trzymał się do końca jak ostatniej deski ratunkowej.
Ciekawe też jest to co się działo pod gmachem TV.
Zjawili się tam:
- Palikot piętrusem, pośpiewał, pohałasował i chyba zniknął, bo po debacie już go nie było.
- Kobiety, o ile feministki to całkiem kobiety, walczące o parytety. Też chyba pokrzyczały i poszły.
- Kibice Legii, którzy byli bardzo krytyczni wobec właściciela klubu spółki ITI i oni chyba poczekali na Kaczyńskiego.
- sztab PiS ze zwolennikami i Januszem Rewińskim. Były tam też m.in. zwolenniczki Jarosława Kaczyńskiego, które wcześniej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie spotkały się pod hasłem „Dziewczyny z Facebooka głosują na Jarka!". Ta grupa czekała za prezesa i zgotowała mu owację i mały wiec.
Jak przy tym wypadł Komorowski w towarzystwie ochroniarzy i oczywiście Konstytucji z podpisem Kaczyńskiego, która ściskał jak świętość? Nie będę nic sugerować, zostawiam to inteligencji obserwatorów.
Dlatego uważam, że to był NOKAUT.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)