3 stycznia 2020 Trump zlikwidował irańskiego generała Kasema Sulejmaniego. Rozpoczęły się wtedy ogromne protesty w Iranie i groźby w kierunku USA. Równe 6 lat po tym wydarzeniu pojmano odpowiednika Putina w Wenezueli, dyktatora Maduro. Wojna z terroryzmem trwa w najlepsze

Ten facet nie był "bohaterem" czy "generałem" w tradycyjnym sensie – to był architekt terroru, odpowiedzialny za śmierć setek amerykańskich żołnierzy poprzez irańskie bomby przydrożne (IED) i ataki proxy w Iraku. Sulejmani stał za szturmem na ambasadę USA w Bagdadzie w 2019 r. i planował kolejne ataki na personel amerykański za granicą.
USA słusznie oznaczyło jego jednostkę, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej – Siły Al-Kuds, jako zagraniczną organizację terrorystyczną. Trump nie czekał na kolejne ofiary – działał zdecydowanie, eliminując "terrorystę numer jeden na świecie", jak sam to określił.To nie był "mord", tylko obrona przed realnym zagrożeniem, co potwierdza Departament Obrony USA.
Efekt? Iran dostał po nosie, eskalacja została powstrzymana, a Bliski Wschód na chwilę odetchnął od jego machinacji. Krytycy, jak ONZ, mogą narzekać na "nielegalność", ale to oni dają przepustkę terrorystom.
Trump miał rację: siła chroni przed słabością.
Dzięki za odwagę, Panie Prezydencie Trump
ps.
W Iranie ten zbrodniarz Sulejmani jest czczony jako narodowy bohater i "męczennik". Co roku organizowane są masowe uroczystości upamiętniające, w tym w Teheranie, Kerman (jego rodzinnym mieście) i innych miejscach. W tym roku (szósta rocznica) odbywają się m.in. wiece, konferencje i wydarzenia w kilku krajach
Iran nadal domaga się pociągnięcia do odpowiedzialności osób związanych z atakiem (w tym Trumpa ), a wydarzenie to pozostaje źródłem napięć na Bliskim Wschodzie.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)