
Obojętnie w jakim terminie premier, czy prezydent uda się na wypoczynek, zawsze znajdą się krytycy tego wyboru i często zrobią aferę z niczego, co nie jest praktyką godną pochwały. Skoro wszyscy mają być równi wobec prawa, to prawo pracy dotyczy także polityków i nie ma powodu, żeby z urlopu nie korzystali. Taka zasada byłaby bliska ideału, jednak po pierwsze nie żyjemy w świecie doskonałym, a po drugie od każdej reguły istnieją wyjątki, czego najlepszym przykładem są urlopy Donalda Tuska.
12 stycznia 2011 roku rosyjska komisja MAK ogłosiła raport końcowy dotyczący przyczyn katastrofy smoleńskiej z dnia 10 kwietnia 2010 roku. Konkluzja raportu przygotowanego przez „generalicę” KGB Tatianę Anodinę była ze wszech miar fałszywa, druzgocąca i upokarzająca dla Polski. W raporcie stwierdzono, że winni katastrofy są wyłącznie polscy piloci, których do lądowania w krytycznych warunkach zmusił pijany polski generał Andrzej Błasik. Na tej samej konferencji prasowej rosyjska komisja podeptała również wszelkie normy etyczne i moralne, odtwarzając nagranie z ostatnich chwili życia pilotów i pasażerów. Zachowanie Rosjan, pomimo podziałów politycznych, wywołało wielkie oburzenie, a odtworzenie nagrań z kokpitu nikt nie miał odwagi bronić.
W tym samy czasie Donald Tusk spędzał urlop na nartach we włoskich Dolomitach, chociaż wiedział, że lada chwila MAK przedstawi swój raport. Po wybuchu afery w Polsce na Tuska spadała potężna fala krytyki i to praktycznie ze wszystkich stron, co zmusiło premiera do przerwania urlopu i powrotu do Warszawy. Po powrocie w pośpiechu zorganizowano konferencję prasową, która w założeniu miał być ostrą ripostą skierowaną pod adresem MAK, jednak nic z tego nie wyszło, Rosjanie przedstawili swoją wersję i to ta wersja poszła w świat, o tym, co ma do powiedzenia Donald Tusk usłyszeli wyłącznie Polacy i to nie wszyscy. Przerwany urlop też nie trwał długo, Donald Tusk przybył do Polski po 27 godzinach od ogłoszenia raportu MAK, a po dwóch dniach znów odleciał w Dolomity, co rzecznik Paweł Grać kuriozalnie tłumaczył koniecznością przywiezienia rodziny do Polski.
Beztroskie i cyniczne zachowanie Donalda Tuska z 2011 roku, całkowicie potwierdza, że istnieją wyjątki od słusznej reguły dającej politykom prawo do urlopu, ale to wcale nie był wyjątek. Parę dni temu premier znów się wybrał na narty w Dolomity, nie przejmując się tym, że na szczycie w Davos miały zapaść kluczowe decyzje i wszyscy czekali na to, co Donald Trump powie w sprawie Grenlandii, ceł i Rady Pokoju. Prezydent Karol Nawrocki oczekiwał od rządu jasnego stanowiska, czy Polska ma przystąpić do rady, czy też nie, ale doczekał się jedynie banalnej notki od urzędnika MSZ niskiego rzędu, że taka decyzja wymaga zgody rządu i parlamentu. Donald Tusk odezwał się dopiero wówczas, gdy prezydent Karol Nawrocki koncertowo i samodzielnie wybrnął z trudnej dla Polski sytuacji, ale jak zwykle zrobił to w swoim „stylu”, w którym kłamstwo miesza się z prowokacją.
https://x.com/donaldtusk/status/2014299170622886214
Narty dla Donalda Tuska były ważniejsze od geopolitycznych rozstrzygnięć, ale i krajowe problemy polityczne nie zrobiły na nim większego wrażenia. Koalicyjna Polska 2050 sieje zgorszenia od wielu tygodni, ośmiesza się brakiem wyboru nowego przewodniczącego, a politycy tej partii publicznie wywlekają brudy i przekazują mediom prywatną korespondencję z kłótniami zwolenników poszczególnych frakcji. Nie jest to wyłącznie problem samej Polski 2050, bo ten żenujący spektakl przekłada się na funkcjonowanie koalicji rządowej. W tej chwili opinie czołowych komentatorów politycznych są zgodne, Polska 2050 jest już politycznym trupem, który musi się rozpaść i tylko nie wiadomo na ile kawałków. Donald Tusk tego kryzysu w żaden sposób nie skomentował i urlopu nie przerwał, dlatego w jego przypadku szusowanie w Dolomitach nie jest wypoczynkiem, ale stałym symbolem „pracowitości” i odpowiedzialności za Polskę.
https://www.patrzymy.pl/to-nie-urlop-ale-symbol-pracowitosci-i-odpowiedzialnosci-donalda-tuska/


Komentarze
Pokaż komentarze (8)