A w Polsce? Cóż, ogromna większość naszych lasów nizinnych to sadzone lasy sosnowe, a w górach (już nie tak ogromna) świerkowe, ale leśnik lub botanik bez trudu odróżni siedlisko boru od boru mieszanego, czy innych leśnych siedlisk na podstawie roślinności runa właśnie. To prawda, że rosnące tam sosny są sadzone, ale są sadzone z nasion drzew miejscowego pochodzenia, to prawda, że poszczególne kwadraty lasu są jednowiekowe, co nie wygląda ładnie, ale nadal rośnie tam to, co i tak rosłoby bez udziału człowieka. Nie jest prawdą, że podczas przecinek leśnicy usuwają inne gatunki drzew: usuwają drzewa gorzej rosnące i gatunki niepożądane, np. inwazyjne, a takie np. dęby tylko na siedlisku borów mieszanych i bogatszych mają szansę wygrać konkurencję o światło i przyrost z sosną. Bory mieszane to 18% naszych lasów, siedlisk bogatszych jest jeszcze mniej.
Nasze „monokultury leśne” mają charakter ekstensywnej uprawy i zachowały wiele cech lasu naturalnego, czego o widzianych przeze mnie lasach w Ardenach nie da się powiedzieć.
Powyższy wykład nie uwzględnia jednego czynnika: dynamiki sukcesji roślin na terenach leśnych: np. dąb rośnie wolniej od sosny, ale jest bardziej długowieczny, zatem w lasach długo nieeksploatowanych będzie stanowił istotną domieszkę także na siedliskach ubogich. Ponadto dęby na terenach suchych żyją jeszcze dłużej: rosną słabiej, ale jeśli któremuś uda się przetrwać konkurencję z sosnami, w końcu dorośnie do rozmiarów drzewa najwyższego piętra lasu; nie ulega wątpliwości, że nasze pierwotne lasy, także na siedliskach ubogich były „bardziej dębowe” niż lasy sadzone. Tego jednak nie da się pogodzić w 100% z gospodarką leśną.
Statyczne ujęcie pojęcia „typ siedliskowy lasu” pomija jeszcze fakt naturalnego płodozmianu: dęby dobrze wysiewają się pod sosnami, bo sosna niespecjalnie zacienia dno lasu, jako jedyne szlachetne drzewa liściaste dobrze znoszą duże zakwaszenie gleby sosnową ściółką, ale ze swym potężnym systemem korzeniowym wyjaławiają glebę, a ściółka dębowa w przeciwieństwie do bukowej nie bardzo ą użyźnia, co z kolei nie przeszkadza mało wymagającym sosnom i pokolenie dębowe zostaje zastąpione przez sosnowe (w uproszczeniu, oczywiście).
Leśnicy podczas przecinek w młodych, sadzonych lasach oszczędzają dęby, jak mogą, ale i tak nie więcej niż gdzieś tak w 1% przypadków mogą znaleźć dębową samosiejkę, która może wytrzymać konkurencję na przyrost z sadzonymi sosnami. Owszem, istnieje możliwość zwiększenia udziału gatunków liściastych, ale cena ekonomiczna jest zbyt wysoka: zminimalizowanie wyrębów. Wtedy naturalne procesy wtórnej sukcesji leśnej doprowadzą w borach po 200 latach, a w grądach po ok. 450 do powrotu naturalnego składu gatunkowego lasu.
Nie jest zatem tak, że las gospodarczy jest ostrym przeciwieństwem lasu naturalnego, a monokultura, monokulturze nierówna, o czym łatwo się przekonać jadąc np. na zachód Europy. Ale w Belgii, czy Holandii wcale nie jest jeszcze najgorzej (podobnie jak w Niemczech). Prawdziwymi mistrzami w nieodwracalnym niszczeniu przyrody okazali się mieszkańcy Wysp Brytyjskich, ale o tym ani bloger threeme nie chce pisać, ani Komisja Europejska się tym zajmować.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)