Kilka lat temu śp. Maciej Rybiński ucieszył się, na łamach „Rzepy” iż PWN wydało „Konstytucję wolności” Friedricha Augusta von Hayeka. Zaproponował przy okazji żeby rozdać wśród parlamentarzystów po egzemplarzu tego ważnego dzieła. W swoim niepodrabianym stylu argumentował, że koszt takiej dystrybucji nie byłby wcale wysoki gdyby przy rozdawaniu egzemplarzy pominąć posłów niepiśmiennych. Od tego czasu poziom alfabetyzacji w polskim Parlamencie chyba raczej drastycznie nie wzrósł, ale za to na polskim rynku pojawiło się tłumaczenie kolejnego, tym razem znacznie krótszego, dzieła wybitnego austriackiego myśliciela. Mowa oczywiście o tytułowym eseju „Intelektualiści a socjalizm”, które na rynek wypuściło młode wydawnictwo Prohibita. Wprawdzie już w latach 90. trudu wydania podjął się lubelski Instytut liberalno-konserwatywny, jednak wówczas nakład był tak niewielki, że od lat esej ten był prawdziwym białym krukiem niedostępnym na allegro ani w bibliotekach.
Hayek twierdzi, że „typowy współczesny intelektualista nie musi posiadać specjalnej wiedzy o niczym szczególnym, nie musi być nawet specjalnie inteligentny, aby pełnić swoją rolę jako pośrednika w szerzeniu idei. Do jego miana kwalifikuje go szeroka gama tematów, o których może w każdym momencie mówić albo pisać oraz pozycja albo zwyczaje, dzięki którym zaznajamia się z nowymi ideami wcześniej niż ci, do których sam się zwraca” (s. 13). Czytając te słowa przed oczyma od razu stają całe zastępy tzw. profesorów telewizyjnych, którzy z racji bycia zawsze pod ręką bez zażenowania wypowiadają się w mediach na każdy temat.
Autor „Konstytucji wolności” udziela odpowiedzi na zasadnicze pytanie, dlaczego większość tzw. intelektualistów to ludzie o poglądach socjalistycznych. Jego zdaniem wynika to głównie z tego, iż socjalizm ze swojej natury jest opcją bardziej kuszącą, bowiem proponuje wizję całościowej przebudowy społeczeństwa. Tym samym wielu intelektualistów już na starcie swojej kariery skłania się ku tej opcji, bowiem dla młodego człowieka w momencie gdy kształtują się zręby jego poglądów atrakcyjniejsza wydaje się być myśl utopijna, ponieważ „spekulacje na temat ogólnych zasad umożliwiają grę wyobraźni ludziom nieświadomym wielu faktów współczesnego życia” (s. 27).
Ktoś mógłby zapytać kobo obchodzą te całe intelektualisty skoro nikt ich nie czyta i nie słucha. Otóż w rzeczywistości nie jest wcale tak kolorowo. Intelektualiści nie docierają ze swoim przekazem do szerokich mas, ale udaje im się docierać do kluczowych grup jakimi są specjaliści z tak ważnych dziedzin jak prawo, ekonomia, psychologia czy socjologia. Specjaliści i praktycy rzadko szukają bowiem rzetelnych informacji na temat spraw wykraczających poza ich wąską specjalizację. W efekcie wiedzę tę czerpią z mainstreamu akademickiego i medialnego, który jest w znacznym stopniu opanowany przez socjalistów. F.A. Hayek puentuje, że „dziś w większości świata zachodniego nawet najbardziej zawzięci przeciwnicy socjalizmu czerpią z socjalistycznych źródeł wiadomości o większości spraw, o których nie mają informacji z pierwszej ręki. Powiązanie większości praktycznych propozycji z ich ogólniejszym socjalistycznym podłożem nie bywa oczywiste na pierwszy rzut oka; w konsekwencji wielu ludzi uważających się za zdecydowanych przeciwników tego systemu idei staje się w rzeczywistości jego skutecznymi głosicielami.” (s. 18)
Tekst jest na pewno wart przeczytania zwłaszcza dlatego, że pomimo iż powstał ponad 60 lat temu (1949 r.) nie stracił nic ze swojej aktualności, a wiele tez w nim zawartych może się dziś wydać oczywistą oczywistością. Pomimo takiego upływu czasu od napisania tego eseju sytuacja wciąż wygląda podobnie by nie powiedzieć, że wygląda gorzej. Dawniej tzw. intelektualiści musieli oddziaływać na specjalistów z innych branż, by tamci (choćby nieświadomie) oddziaływali na uczniów i wyżej postawionych znajomych aby w ten sposób wywołać efekt kuli śnieżnej. Dziś wystarczy, że pokażą się w telewizji lub napiszą w gazecie czytanej przez większość dziennikarzy by móc zacząć skutecznie propagować swoje koncepcje.
PS. Odliczając okładki i przedmowy esej liczy sobie jedyne 25 stron netto tak więc, do dzieła Panie i Panowie posłowie:). Od czegoś trzeba zacząć!


Komentarze
Pokaż komentarze (12)