sirene sirene
403
BLOG

Nienawiść

sirene sirene Rozmaitości Obserwuj notkę 8

Dzisiaj jeszcze bardziej niż zwykle czuję się w tej Great Britain jak w więzieniu. Wszystko mnie dosłownie wkurwia. Słowo wkurza byłoby tu nieadekwatne. Czy ten dureń musiał brać niezapowiedziany dzień wolny akurat wtedy co ja? Cieszyłam się na te dwa dni wolne... Dwa dni prywatności... Czy nie mogę mieć chociaż jednego dnia dla siebie i nie widzieć tej jego twarzy robiącej głupie miny?
Dobrze, że zaraz jadę do centrum Londynu, wyrwę się z tego mieszkania. Mam nadzieję, że jutro pójdzie do roboty, i będę miała chociaż pół dnia prawdziwej samotności.
Długo tak nie wytrzymam. Wiem… muszę wytrzymać. Wytrzymam, ile będzie trzeba... Ale nie będę przynajmniej udawać, że lubię to miejsce i że się cieszę, że tu jestem...
Nienawidzę tego miejsca! Nienawidzę ludzi, psów, domów, pogody. Nienawidzę tego głupiego “how are you”!! Nienawidzę tej codziennej szarzyzny. Nienawidzę tych sklepów, tych wszystkich niby super modnych River Island, H&M itp itd. z ciuchami dla dziwek lub aspirujących pseudo-artystek. Nienawidzę tych zawsze zatłoczonych Oxford Street i Regents Street, gdzie czuję się w tym tłumie jak żebraczka, której prawie na nic nie stać. A kogo tak naprawdę stać? Nienawidzę tych brudnych supermarketów dla tutejszej biedoty, aroganckich czarnych twarzy i tępych biedaków na benefitach, matek - idiotek prowadzących swoje zaniedbane dzieci. Nienawidzę tych małych przemądrzałych ślicznotek córeczek, które będą się kurwić jak ich bezmyślne mamuśki. Nienawidzę tych rozwydrzonych hałaśliwych  bachorów w mundurkach, okupujących każdego ranka i popołudnia wagony pociągów w drodze do szkoły. Nienawidzę tej mody na tatuaże, tej tandety dookoła i badziewia.
Wyjechałam z Polski, myśląc, że nie będę musiała więcej oglądać zużytych pampersów zdobiących krzewy i chodniki, a teraz sama muszę takie pampersy zbierać i nie tylko, bo taką mam tu pracę. Ludzie tutaj to lenie i brudasy.
Czy oni mnie lubią? Przynajmniej tolerują... Może nawzajem udajemy jakąś tam sympatię? Wyjadę stąd, wyprowadzę się, przynajmniej z tego miejsca, gdzie teraz mieszkam na osiedlu komunalnym w bloku z dykty, gdzie wszystko słychać. Zmienię pracę, a przede wszystkich sprzedam wreszcie te obrazy, które namalowałam. Po to tu przecież przyjechałam...
Nienawidzę też głuchych odgłosów wrzucania worków ze śmieciami do metalowego pojemnika, który stoi niedaleko mojego okna. Nienawidzę odgłosów zamiatania codziennie rano, które przypominają mi o mojej pracy.
Nienawidzę też sąsiadów. Nienawidzę tych murzyńskich tam-tamów, to niby disco, które wdziera się w moją przestrzeń nieproszone i natrętne. I nienawidzę, szczerze nienawidzę tego języka, który słyszę dookoła mnie... Ten okropny brytyjski bulgot wydaje mi się nieznośny. Jak tu porównywać np. z pięknym językiem włoskim? Nawet ten wrogi niemiecki brzmi dużo lepiej. Właśnie słyszę zaśmiewającą się głośno sąsiadkę białą Angielkę w sile wieku, która żyje z benefitów. Jej główne zajęcie to pogaduszki i spacery z tym piekielnym hałaśliwym pieskiem. "Good boy, dobry piesek". Zamknij wreszcie mordę! Dobrze?
Mam dzisiaj wizytę u laryngologa. No i co mi on pomoże? Ostatnim razem zachwycał się moimi "pięknymi strunami głosowymi". Tak, niepotrzebnie pochwaliłam się wysokim sopranem, że mogę śpiewać wyżej niż Królowa Nocy Mozarta... Brałam w Londynie lekcje zimą, ale musiałam zrezygnować. Złą porę roku wybrałam, gdy najwięcej choruję. Nie mam siły, nie mam zdrowia. W czym mi ten lekarz pomoże? Zbada uszy, w których mi ciągle szumi i dudni? Pomoże mi na zawroty głowy? Da mi sterydy, odetkam nos na trochę. Ale sterydy nie pomagają, jeśli jestem ciągle chora.
A właściwie, nie mam ochoty iść do tego lekarza. Mam to w nosie. Na co mi ta cała opieka lekarska? Co ma być to będzie. Może pojadę do sklepu z przyborami malarskimi zamiast do przychodni? Tak, tak zrobię. Nienawidzę szpitali. Albo może posiedzę w domu, w cieple, to lepsze niż lekarz.
Powinnam zmienić klimat i tryb życia, i tę pracę. Wtedy poczuję się lepiej. Przynajmniej od jakiegoś czasu tak dużo już nie chodzę na wietrze i deszczu. Jeżdżę samochodem. I pracuję z nim, z moim landlordem, aż do porzygania...
Jedyna myśl mi pozostaje i tego się trzymam - nie poddawać się. Przetrwam, a w końcu opuszczę to miejsce. Jeśli nie Europa, to może kiedyś Ameryka Północna, może Kanada mimo że zimna? Tam, gdzie kiedyś żyli Indianie... A potem… kto to wie… Do Piekła? Ale Piekło mam za życia.

 

sirene
O mnie sirene

innym razem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości