Zaczął tanecznym ruchem półobrotowym nadgarstków myć podłogę w kolejnym poszarzałym od brudu budynku. Patrzyłam na niego odrętwiała wspominając ostatnie spotkanie z szefową. "Tylko jedno piętro" szczęknęła z przekonaniem szefowa. To miała być zachęta dla mnie w odpowiedzi na mój komentarz, że nowe miejsce, w którym mam pracować teraz, jest wielkie i jest tam dużo budynków. "Tylko jednopiętrowa klatka..." powiedziała. Osiem przed południem, dziesięć po południu, co daje osiemnaście plus trzy spore budynki trzypiętrowe z siecią korytarzy jak labirynty. Tak sobie poprawiłam warunki egzystencji. Nie wiem, gdzie Lee widzi to moje "łatwiejsze życie" teraz.
Łatwiejsze życie... Może prostsze - tak mu odpowiedziałam. Prostsze jest teraz o tyle, że przebywam prawie cały dzień tylko z nim, nawet nie muszę specjalnie zakładać prywatnych ubrań, bo i tak nigdzie nie wychodzę poza pracą. Mam ten swój ciemno zielony polar, zielony waciak, szaroburą za dużą o dwa numery zimową kurtkę przeciwdeszczową, uniwersalne czarne spodnie robocze...
Powoli się do niego upodabniam, jeszcze powinnam zacząć chodzić tak jak on, takim ruchem wahadłowym, jakby kulejąc. Zastanawiałam się, czy jego ciało porusza się w ten sposób przytłoczone życiem. Przecież dwadzieścia lat w tej pracy jako caretaker musiało zrobić swoje. Ale jednocześnie jest w nim jakaś niespożyta energia. To nie jest chód, jaki widziałam u starej Rosjanki - sprzątaczki w pewnym trzygwiazdkowym hotelu na Streatham Hill. Jej chód był ociężały, zmęczony, posuwisty, a całe ciało trzymając się niepewnie w pionie, jakby ledwo zwyciężało z siłą grawitacji. Mój landlord przeciwnie... Napędza go jakby niewyczerpana siła, tylko nogi nie nadążają, zbyt ciężkie. Czy on chciał robić coś innego w życiu?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)