Co to znaczy być fair? Co to znaczy być uczciwym? Takie pytania stawiałam sobie od dawien dawna, jak jeszcze byłam dzieckiem. I nie czułam się ani fair ani uczciwa. Mówiąc szczerze, czułam się winna. Czułam się zdrajcą.
Nie przyszło mi wtedy do głowy, że to dorośli stworzyli mi taki pogmatwany świat, taki świat, w którym można się było tylko zagubić albo stracić głowę. Taki świat, że w zasadzie już na wstępie można byłoby powiedzieć Bogu “Nie, dziękuję, poproszę o inny zestaw zdarzeń i ludzi. Po co, Boże, mam przychodzić na ten świat? Przecież tam się żyć nie da…”.
Co to znaczy być uczciwym? Gdy żyjesz w dysonansie poznawczym, nie jest to tak prosto stwierdzić. Gdy rodziców nie ma, nigdy ich nie widziałaś razem, chyba że na zdjęciach. Gdy mieszkasz z dziadkami, a pomiędzy obiema rodzinami albo nawet w obrębie tych samych rodzin panuje coś w rodzaju wojny albo dziwnej ciszy. Dochodzą do tego jeszcze drugie żony, a najpierw kochanki, dziadków i ojców, mężowie matek, i każdy ma swoje zdanie i swoją opinię. A ty nie wiesz. Jednym się skarżysz, jak ci źle u tych okropnych dziadków, jak to babcia znowu się obraziła, i się nie odzywa. Gdy jednak wracasz po weekendzie do domu, do tego niby rodzinnego domu, który cię niby wychowuje, tam zaśmiewasz się z rodziną do rozpuku, jaki to ten drugi dziadek idiota, prostak niewykształcony, a ta jego żona, to aż szkoda gadać, takie tłuste prymitywne babsko bez gustu i w dodatku kłamczucha… Kuzynka ze strony matki by dodała jeszcze, że to złodziejka kołder i… mężów.
Tak więc od małego uczysz się obgadywać. Rodzina ojca powie mi: “Nie krzyw się, bo jesteś brzydka, gdy robisz dziwne miny, zupełnie jak twoja matka”. Rodzina matki: “Oj, ty to jednak do tego swojego ojca jesteś podobna z twarzy”, i nie wygląda to na komplement. Moja mama była przynajmniej oryginalna, bo twierdziła przez pewien czas, że jestem Chinką.
Od małego też możesz doświadczać, jak to jest być ofiarą prawdziwego donosu rodzinnego. Gdy rozmawiasz z ciocią, którą chcesz kochać jak starszą siostrę, której nigdy nie miałaś. Rozmawiacie, śmiejecie się razem czy też skarżycie się w trakcie spotkań konspiracyjnych w kuchni i mówiąc ściszonym głosem, jak to okropnie jest w tym domu, jaka ta babcia okrutna i jaka jednocześnie biedna i nieszcześliwa, i że ta praprababcia to dopiero była cholera… Potem, na przykład na drugi dzień, ta właśnie babcia się na ciebie obraża i są ciche dni, bo jej córka - informatorka doniosła o rozmowie… Po wielu latach usłyszałam przeprosiny, gdy ja tych donosów nawet nie pamiętam...
Donosiciel. U nas w pracy, w firmie, jest ktoś, kto lubi donosić, a wręcz oczerniać kolegów po to, by ich kosztem robić lepsze wrażenie na menagerach. Jest powszechnie nielubiany, mimo że wszyscy udają, że go darzą sympatią. Pracuje już dziesięć lat w firmie. Wywozi śmieci ciężarówką. Przystojny, młody Polak, silny, postawny, o ładnej twarzy i trochę za wysokim głosie jak na ten wzrost. Kolega Anglik powiedział mi, że on tak obgaduje innych, bo liczy na awans. “Bo, wiesz, za kilka lat Henry przechodzi na emeryturę”. Zaśmiewa się i siorpie przy tym nosem… “On liczy na jego miejsce i awans, ale nie wie, że tego miejsca nie będzie… Zlikwidują je. Henry tak naprawdę ma niewiele pracy i nie potrzeba w firmie kolejnego menagera”.
Biedny donosiciel o zbyt wysokim głosie i smutnych niebieskich oczach.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)