sirene sirene
107
BLOG

Co jest realnością?

sirene sirene Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Cały czas mam jakieś symptomy. Cierpię na przykład na swoistą chorobę morską, mam zawroty głowy i nudności. Jak chodzę na spacery robi mi się niedobrze, albo gdy uwijam się zbyt szybko na klatkach schodowych schylając głowę w dół, cały świat zaczyna się kręcić i być dziwnie niepewny. Może nierealny? To jakiś sen, te klatki schodowe. Tam chyba nie ma mnie…

W poczekalni u lekarza pierwszego kontaktu. “Ooo, cześć!” Widzę znajomą wielką Polkę o farbowanych blond włosach, która mieszka na tym moim blokowisku z niskim mężczyzną w średnim wieku, wyglądającym na Araba. Ta Polka chodzi na “spotkania akitańskie” ze swoim psem rasy akita. Od razu przechodzę do rzeczy. Już nie będę wszystkiego przytaczać. Zaczynam rozprawiać o ospie, i o tym mieszkaniu, i że szukam pokoju, i że jest ciężko, tak bardzo ciężko… Ona nie lubi mojego landlorda, który nie zbiera kup rozmiarów ludzkich po swoim piesku. Słucha mnie z ukontentowaniem… I już na starcie dobija mnie. “Ospa? To już masz, na pewno, nie ma szans, żebyś nie miała. I po co ta panika…? Ja na to kilka razy chorowałam.” Przebąkuję niepewnie, że może jednak te 10% nadziei mam… “Najwyżej 6%” - babka kwituje krótko. Piszę “babka”, a ona może jest młodsza ode mnie… Coś zaczyna rozprawiać, że na tym osiedlu musi być mnóstwo wolnych pokoi, tam gdzieś, na górze, ktoś mieszka. Nic nie rozumiem, gdzie, co, kto? Na tarczy w poczekalni pulsuje czerwonymi literami jej nazwisko, rozmowa się urywa i już się urwie na dobre. Babka znika.
 
A zresztą, pies to w mordę lizał, wcale nie chcę zostać na tym osiedlu. A to mnie dobiła, a tak się cieszyłam, że czuję się jakby lepiej, że może jednak nie… Mama powiedziała przez telefon, że modliła się za mnie pół dnia. Ona, która niespecjalnie się modli… To dało mi nadzieję. Boże, wysłuchasz jej słów? Ile warta jest modlitwa chorej kobiety, która tyle w życiu wycierpiała? Ona już miała swoją karę za grzechy…

Wchodzę do gabinetu. Dzisiaj nie przyjmuje mój doktor. Jest jakiś Murzyn, bardzo się śpieszy. Ucina krótko mój wstęp, że przyszłam z różnymi problemami. No tak, kolejka… Nie chce mnie słuchać, a ja jego. I tak sobie rozmawiamy. On postanawia zrobić mi testy na obecność przeciwciał wirusa ospy, w przyszłą środę będą wyniki. Ja na to, że w przyszłą środę to już mi wszystko jedno, to samo się okaże i co mi to da? Patrzy na mnie tym swoim niewidzącym wzrokiem, jak na obiekt z symptomami, kawałek mięsa właściwie, z małżowinami usznymi, dziurkami od nosa i gardłem, a nie jak na istotę ludzką. Coś tam mi świeci w te uszy. Nie patrzy w oczy, nie mówi do mnie. Mówi do jakiejś karykatury człowieka. Coś mi tłumaczy jak dla prymitywa. Może takie ma doświadczenia, bo ci ludzie tutaj nie błyszczą specjalnie inteligencją, albo są to imigranci, którzy nie mówią dobrze po angielsku. Może sam jest imigrantem z czarnej Afryki? Albo czuje się kimś lepszym, bo urodził się tutaj i mówi po angielsku z tym szczególnym akcentem. Albo się wyuczył tego akcentu, żeby udawać... “No i co się pani tak boi tej ospy? Dobrze jest zachorować, lepiej teraz niż w starszym wieku. Pani za dużo czyta. Po co pani czyta o komplikacjach?” Wygarnęłam mu krótko, jak umiałam. Zabrałam te recepty, tego jego skierowania zapomniałam. Niech sobie je wsadzi…

Najważniejsze, że uciekam z tej zony skażenia. Wyjeżdżam! Pakuję w pośpiechu rzeczy, mój pies aż popiskuje przejęty. Uciekamy, piesku! Wykończę się nerwowo tutaj, a ty ze mną. Czy Lee dotknął lodówki? Zaczął robić pranie w kuchni. Właśnie się kąpał po tygodniu, teraz do łazienki na pewno nie wejdę… Otwieram drzwi w nietypowych miejscach, żeby ominąć jego odciski palców. Właściwie powinnam mieć specjalny szczelny kombinezon z szybką w miejscu twarzy, jak na filmach. Brakuje mi tego kombinezonu i strefy dezynfekcji pomiędzy moim pokojem a resztą mieszkania. Na pożegnanie huczy mi muzyka. Bardzo niskie basy przenikają cienką ścianę dzielącą mnie od mojego sąsiada. Słuchamy z psem ciężkiego rapu. Żegnajcie! Wypierdalamy stąd czym prędzej!

Leżę wreszcie w hotelu. Ogarnia mnie spokój. Biorę tabletki usypiające, które mają wyleczyć moje zawroty głowy, poprawić jakiś balans w uszach. Czuję, że ogarnia mnie chyba gorączka. Świat się staje taki nierealny jakby zamglony. Nie wiem, czy to ospa mnie ogarnia, czy to tabletki. Wziąć więcej tych tabletek… łatwo byłoby popić… takie są małe… od razu wszystkie naraz, całe opakowanie… Tylko zasnąć, i wreszcie odpocząć.
Chciałabym zasnąć albo się obudzić gdzie indziej…

sirene
O mnie sirene

innym razem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości