sirene sirene
148
BLOG

Już Wielki Tydzień?

sirene sirene Rozmaitości Obserwuj notkę 0

To już jest Wielki Tydzień? Spojrzała na wypłowiałą kartkę z białym napisem na różowawym tle “This is Holy Week”. Kartka widniała na jednej z szyb domu szeregowego po drodze do rozległego parku na Mitcham Common. Mijając rzędy podobnych, sklejonych ze sobą nędznych domów, tworzących korytarze podobnych do siebie smętnych i ubogich ulic, zobaczyła tylko tę jedną kartkę. Angielska moda na świąteczne ozdabianie domów jakoś ominęła tę dzielnicę. Na całą okolicę tylko ta jedna samotna kartka w oknie… On zmartwychwstanie, by pokonać zło i obudzi nas do życia… On powstaje. Tylko jedna kartka… He is risen… Przypomnienie. A czego się miałam spodziewać w tej krainie opuszczonej przez Boga? Pomyślała przez chwilę i poszła dalej opustoszałą i jakby martwą ulicą. 

Tylko śmieci wirowały. Było ich mnóstwo dookoła, poruszały się w smutnym tańcu albo czaiły się w zakamarkach i połyskiwały w słońcu, wykazując w ten sposób oznaki życia. W tej okolicy śmieci są wszędzie. Śmieci wciśnięte w bramy ogrodzeń, w białe tablice z nazwami ulic, na drogach dojazdowych do posesji, w krzakach i pod krzakami, powiewające na drzewach, wrośnięte, jakby zasadzone gęsto na trawnikach. Wypiętrzone leżą też na tarasach wejściowych do domów, leżą wśród wypełnionych odpadami czarnych toreb, poszarpanych i wybebeszonych przez zwierzęta, a może przez bezdomnych? Leżą pomiędzy czarnymi smukłymi plastikowymi śmietnikami. Jedne śmietniki czekają spokojnie na opróżnienie przez służby porządkowe, czekają w milczeniu dostojnie, wyprostowane i smukłe. Niektóre czekają niepewnie, z chwiejną konstrukcją czarnych pełnych śmieci worków ułożonych w wysoki stos, podtrzymywany śmietnikową pokrywą. Inne, powalone, czasami leżą wprost na ulicach, zapomniane i opuszczone przez swych właścicieli. Czekają już bez nadziei…

Niedawne wydarzenia i problemy życiowe, a ostatnio jeszcze awantury z mężczyzną, z którym dzieliła swój pokój, tak ją zdominowały, że ostatnia czynność, o jakiej chciałaby teraz pomyśleć, to pójść do kościoła. Przecież miała to zrobić, obiecywała Bogu, że się wyspowiada. Na pewno się wyspowiada, jeśli nie zachoruje na ospę wietrzną! Bóg dał jej ten cud! Przysięgała. Ale czas tak pędzi, jak oszalały… Jeszcze nie tak dawno martwiła się tą ospą i szukaniem pokoju w przyspieszonym tempie. Właściwie, już samo znalezienie pokoju w dwa dni graniczyło z cudem… Teraz z nowym impetem ogarnęły ją kolejne problemy. Wiem, Święta Wielkanocne to jest najlepszy moment, ale wyspowiadam się później, jeszcze nie teraz… Nie mam do tego głowy. To musi poczekać. Przecież jestem na zwolnieniu lekarskim. Przeszły jej przez głowę zdania usprawiedliwienia.  

A może Bóg tutaj jest, tylko mu wszystko jedno? Gdzieniegdzie pojawia się jakiś smutny kościół, do wyboru do koloru: jakiś kościół anglikański, a zaraz obok, tuż za rogiem - malutki kościółek rzymsko-katolicki. Dalej idąc kościół nowej nadziei czy wiecznego raju czy czegoś tam jeszcze, licho wie, albo meczet. Eternity Church w Croydon - wielki transparent widnieje na zapyziałym obskórnym budynku przypominającym opuszczony magazyn z czasów PRL. Tutaj Bogu jest wszystko jedno, w co ludzie wierzą. Niech sobie mają jakąś wiarę, albo niech nie wierzą… Może to jest nawet dla niego zabawne, gdy każdy ma tę swoją jedyną prawdę? Taki znudzony wszystkim i wszystkimi Bóg ze swoim specyficznym poczuciem humoru… Nieodgadniony, Wielki Bóg, Pierwszy Poruszyciel, Pierwsza Przyczyna Wszystkiego, Ten który Jest. Wielki Konstruktor Wszechświata, który ma wszystko w dupie… A może to Bóg, który się po prostu nie miesza w sprawy ludzi? Jest ponad to, ponad wszystkim, co oko i umysł człowieka ogarnia, co człowiek jest w stanie pomyśleć. 

Niedostępny, zimny Bóg, jak ojciec, którego nigdy nie miałam. Pomyślała, przechodząc obok bliżej niezidentyfikowanego dziwnie wyglądającego kościoła. Po prostu ktoś obcy, obojętny… Cienka torebka z odchodami psa, kołysała się rytmicznie przytrzymywana przez dwa palce jej prawej ręki. Lewa ręka trzymała z wysiłkiem ultramarynowy uchwyt automatycznej, wysuwanej długiej smyczy. Pies jak zwykle ciągnął niecierpliwie. Tak zawsze bywa, gdy idą razem do parku. W pewnym momencie przystanęła i bez wahania, pewnym ruchem wrzuciła torebkę wypełnioną “porannym psim sukcesem” pomiędzy sztachety jednej z zaśmieconych bram dużej, bliżej niezidentyfikowanej posesji. Śmieci było tam całe mnóstwo i przy tym taka ich różnorodność… Musiały leżeć od dawna, od roku, a może od pięciu lat? Kto to wie? Niczym warstwy w rzeźbach - instalacjach Anselma Kiefera… Długo się nie zastanawiała nad pozbyciem się niewdzięcznego balastu, bo wiedziała, że w okolicy nie ma ani jednego kosza na śmieci. Przecież tutaj tak wszyscy robią, wyrzucają gdzie popadnie. A zresztą, co mnie to obchodzi, ja tu jestem tylko na chwilę… Poszła dalej.

On nosi krzyż na szyi, zawieszony na grubym poczerniałym łańcuchu z masywnymi oczkami. Wielki, ozdobny, trochę staroświecko wyglądający krzyż z ukrzyżowanym na nim umęczonym Jezusem. Jesteś ch…jem! Tak mu kiedyś wykrzyczała. Nie mogła już znieść jego obojętnej wrogości, tych codziennych napaści słownych, tych zjeb…w pojeb…nych, ciot, i innych wytwornych epitetów, którymi ją raczył rano i wieczorem, w czasie, w którym nie był w pracy albo u kolegów. W dodatku postanowił wprowadzić się do niej i przeżyć ten miesiąc zadłużając się u niej i żywić za jej pieniądze. Musiał oddać długi kolegom... Tak ma wyglądać jego pomoc. Pośród tych po..jebów i ch...jów zapominamy, że jest Wielki Tydzień. Napisała w jednym z wielu smsów do niego. Żyjemy w świecie bez Boga, T. Bóg tylko kołysze się ukrzyżowany na łańcuchu na twojej szyi, jak trofeum… Daj mi nadzieję. Daj mi nadzieję, że świat jest lepszy…

 

 

sirene
O mnie sirene

innym razem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości