sirene sirene
270
BLOG

To jest, k..., literatura

sirene sirene Rozmaitości Obserwuj notkę 2

To jest, k…wa, literatura, a nie kącik porad budowlano - medycznych. Pomyślała ze złością. Może powinnam zamieścić napis na blogu, zamiast “Beware of dogs” napisać “Beware of literature” albo “Beware of writers”. Uwaga, tutaj to jest literatura, naprawdę, przynajmniej się staram, żeby była… albo: uważaj, czytelniku, bo tu gryzą…

Zastanawiała się dalej. Zamknęła oczy i skierowała twarz ku słońcu, pochłaniając trochę darmowego ciepła.  Wiosenne promienie przedostały się przez pofalowany przezroczysty panel werandy, następnie przez szybę w jej pokoju, spoczęły na twarzy i wniknęły do zatok, lekko je rozgrzewając. Co za ulga, jak przyjemnie… Ludzie, wysuwając twarze ku słońcu, zachowują tę niewinną szczerość. Robienie min czy przyjmowanie różnych póz do słońca mija się z celem... Pomyślała przez chwilę i zakaszlała przeciągle i dudniąco. 

Nie jestem przecież szczytem intelektu, ale czasem mam wrażenie, że tym ludziom to trzeba tak łopatologicznie wszystko napisać i pokazać i jeszcze wyjaśnić dodatkowo. Przecież ja tak prosto piszę, już prościej się chyba nie da… A może to jest zbyt prosto i dlatego czytają to tak wprost wszystko, tak bezrefleksyjnie? Za bardzo wprost? Co tu robić? 

Tak sobie myślała i zamknęła oczy w kierunku słońca. Pod powiekami mała okrągła plamka w kolorze indygo zaczęła  przemieszczać się w dół. Ujrzała oczami wyobraźni obraz z “Odysei kosmicznej 2001”. Na Ziemi pojawił się czarny prostokątny tajemniczy słup z jakąś magnetyczną siłą w sobie.  Wokół tego słupa zaczęły się zbierać małpy i te małpy od kontaktu z tym słupem, od tej siły w nim, albo od tego kształtu tak dziwnego w naturze, złożonego z samych linii prostych, zaczęły się stawać coraz mądrzejsze i upodabniać do Homo sapiens. Nie pamiętam, to chyba jakoś tak było. Nie mam pamięci do filmów. Ta moja pamięć… Przed jej oczami rozgrzewanymi słońcem widniała czerwono pomarańczowa pulsująca plama, sieć złocistych żyłek i mrugających ciemniejszych plamek. Chłonęła promienie.

No nic. Nie ma co się tak nadymać, bo zaraz pęknę. W sumie, ktoś dobrze napisał, skrótowo, “antybiotyki, punkcja, diatermie i seks”. Operację zatok i nosa już przerabiałam, więc punkcja raczej odpada. Mam zrobione przez profesora specjalne dodatkowe dziurki gdzieś tam w środku, więc zatoki mają się oczyszczać same… Tak zrozumiałam, prawie go nie słuchając. Wtedy bardziej się zastanawiałam, czy zauważył kolor moich długich paznokci błyszczący i bordowy albo czerwono- miedziany. Profesor… Ciekawe, co u niego. Domyślam się. Widziałam go niedawno na zdjęciach, postarzał się. To już dziesięć lat minęło. Zajrzałam na jego stronę, przy okazji listu, jaki wysłał do niego mój laryngolog z Anglii. Ten laryngolog, który się tak zachwycał moimi strunami głosowymi. Napisał zupełnie niespodziewanie list do mojego profesora z Polski, podał w nim mój adres, napisał o wysokim sopranie i tak dalej. Dobrze, niech sobie profesor myśli, że tu śpiewam, że robię karierę za granicą... Po co ma znać prawdę, że sprzątam? Taki był mną zachwycony, a ja nim. Jeszcze by miał jakieś wyrzuty sumienia. Nie, raczej wątpię, uroniłby najwyżej jedną łzę…
 
Diatermie… Jakie ładne słowo. Domyślam się, że to nagrzewanie. Diatermie naturalne czyli przytulanie. Przytulanie i seks… takie 2 w 1 jak szampon z odżywką wash&go. Tak, tak teraz traktujmy relacje międzyludzkie… Seks to zdrowie, a ten człowiek po drugiej stronie, to taki szczegół, mało znaczący…Taki dodatek do życia.

Ja już tego doświadczyłam i niestety byłam tym dodatkiem dla zdrowia i na chwilę. Tak jakoś wyszło. Powinnam się była urodzić brzydsza, przynajmniej ten problem by odpadł i miałabym święty spokój, a może nawet ktoś by się zakochał dla mnie, dla mojego charakteru, choć w opinii wielu mam fatalny, czy chociażby dla mojego poczucia humoru, albo dla mojego głosu? Pewnie przesadzam, pewnie ktoś się zakochał, może bez wzajemności albo nie miał odwagi albo to było nierealne.

W sumie, pięknością to ja nie jestem, ale i to, co mam, wystarczyło by być dodatkiem… Dawno, dawno temu, za siedmioma górami... jakiś gej, o przepraszam, chyba bisex, porównywał mnie z podziwem do Marylin Monroe. Tak, mam jej wzrost 165 cm i ten uśmiech dziecka… Tak, znało się to środowisko homo, bi… i innych. Jak się śpiewa w różnych chórach, tego się chyba nie uniknie... Ale opowieści o gejach i złamanych przez nich sercach czy też o profesorach - sławach medycznych i różne inne bajki zostawiam na inny czas albo na wieczne nigdy. 

Wszystko jest bez sensu. On się nie odzywa, a miał dzisiaj wrócić. Po tym wszystkim? Po tej awanturze? Przecież mi oświadczył, że mnie nie kochał, nie kocha i nigdy nie pokocha. Nie on pierwszy tak powiedział… Pomyślała gorzko. Może dlatego to już na niej nie robi wrażenia...

Jedne z najgorszych słów w życiu kobiety… nie kocha. Ale ona nadal czeka, czy on wróci. Przecież potem rozmawiali. Nieważna jest literatura, twórczość, ani nic innego. Może to odezwał się w niej silniej niż zwykle ten naturalny instynkt kobiety po czterdziestce… ostatnia szansa na prokreację. 

sirene
O mnie sirene

innym razem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości