1.02.2012
Ciężko. Ciężar na sercu. W głowie huczy, w uszach. Przymglenie umysłu, niemożność pomyślenia, napisania czegokolwiek. Uwstecznienie, skurczenie.
Bezmyślność i letarg.
Kolejny dzień taki sam, jak kolejny dzień i kolejny.
Wszystko takie samo.
Praca. Boli tyłek, nuda, ziewanie, koleżanka gra w grę. Kolejny raz rozmowa o pogodzie. Udaję kogoś. Znów ta maska spokoju, obojętności. Wcześniej - to udawane przejęcie pracą. Sama siebie wtedy przekonałam.
Kiedy powiem naprawdę DOŚĆ?
Jeszcze miesiąc, jeszcze dwa.
Takie trwanie.
Starzenie widzę na twarzy i straszny, przenikający smutek w oczach, w ustach, w brwiach.
Muszę włożyć wysiłek, żeby twarz miała wyraz bez smutku.
Teraz przysypiam. W pracy przysypiałam. Czekam do weekendu, żeby tydzień szybko minął. Te pięć dni.
Żeby życie szybko minęło.
Muszę wreszcie pisać od serca.
DOŚĆ TEGO.
A ten strach, taki wielki - co będzie, gdy rzucę pracę? Co będzie, gdy nie dam rady rysować?
Muszę spróbować.
MUSZĘ.
Już podjęłam decyzję. Wyjeżdżam. Zamykam tu sprawy. I wyjeżdżam.
W biurze jeszcze minimum przez luty popracuję, dopóki nie zarejestruję samochodu i dopóki nie będę miała dowodu rejestracji.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)