Ciągle słyszę, że za poprzednich rządów nie łamano zasad konstytucyjnych. Tymczasem jednym z pierwszych poważnych naruszeń był wybór sędziów dublerów do Trybunału Konstytucyjnego — na stanowiska już prawidłowo obsadzone.
Warto przypomnieć przebieg tych wydarzeń. Najpierw posłowie PiS zaskarżyli do TK przepisy stanowiące podstawę wyboru pięciu sędziów, następnie wycofali swój wniosek, a później posłowie PO złożyli wniosek o tej samej treści. Trybunał potwierdził, że podstawa wyboru trzech sędziów była zgodna z Konstytucją, a dwóch pozostałych — niezgodna. Ściśle mówiąc, TK badał przepisy umożliwiające wybór, a nie bezpośrednio uchwały dotyczące poszczególnych osób. Nie zmienia to jednak znaczenia tego rozstrzygnięcia dla oceny dokonanych wyborów.
Chronologia wyglądała następująco:
25 czerwca 2015 r. — uchwalenie nowej ustawy o TK.
Sejm z większością PO–PSL przyjął ustawę zawierającą art. 137. Przepis ten umożliwiał ustępującemu Sejmowi wybór następców wszystkich pięciu sędziów, których kadencje kończyły się w 2015 r. Problem polegał na tym, że dwa stanowiska miały zostać zwolnione dopiero podczas kadencji następnego Sejmu.
8 października 2015 r. — wybór pięciu sędziów.
Sejm VII kadencji wybrał następujące osoby:
Roman Hauser - poprzednik kończył kadencję 6 listopada 2015 r. - zgodny z Konstytucją
Andrzej Jakubecki - poprzednik kończył kadencję 6 listopada 2015 r. - zgodny z Konstytucją
Krzysztof Ślebzak - poprzednik kończył kadencję 6 listopada 2015 r. - zgodny z Konstytucją
Bronisław Sitek - poprzednik kończył kadencję 2 grudnia 2015 r. - niezgodny z Konstytucją
Andrzej Sokala - poprzednik kończył kadencję 8 grudnia 2015 r. - niezgodny z Konstytucją
Prezydent Andrzej Duda nie odebrał ślubowania od żadnego z pięciu wybranych sędziów.
23 października 2015 r. — wniosek posłów PiS do TK.
Ówczesna opozycja zakwestionowała konstytucyjność szeregu przepisów ustawy, w tym art. 137, który umożliwił wybór pięciu sędziów. Sprawa otrzymała sygnaturę K 29/15. Był to formalny wniosek o kontrolę konstytucyjności ustawy.
25 października — zwycięstwo PiS w wyborach; 10 listopada — wycofanie wniosku z TK.
Posłowie PiS cofnęli wniosek, mimo że TK wyznaczył już terminy rozpraw. Pani Elżbieta Witek tłumaczyła tę decyzję możliwością przyjęcia nowej ustawy o TK przez nowy Sejm. Wojciech Szarama wskazywał natomiast na okres przejściowy związany z organizowaniem nowych władz parlamentu i tworzeniem rządu. Wskutek cofnięcia wniosku TK umorzył postępowanie 25 listopada.
12 listopada — początek nowej kadencji Sejmu; 17 listopada — wniosek posłów PO.
Posłowie Platformy złożyli wniosek merytorycznie tożsamy z wycofanym wnioskiem PiS. Sprawa otrzymała sygnaturę K 34/15. Dzięki temu TK mógł rozstrzygnąć kwestię konstytucyjności przepisów będących podstawą październikowego wyboru.
19–25 listopada — działania nowej większości sejmowej.
19 listopada Sejm uchwalił nowelizację ustawy o TK. Następnie, 25 listopada, przyjął pięć uchwał stwierdzających „brak mocy prawnej” październikowych uchwał o wyborze sędziów. Nastąpiło to przed rozstrzygnięciem sprawy przez TK.
30 listopada–9 grudnia — ponowny wybór i ślubowania.
30 listopada TK wezwał Sejm do powstrzymania się od wyboru sędziów do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Mimo to 2 grudnia Sejm wybrał pięć innych osób: Henryka Ciocha, Lecha Morawskiego, Mariusza Muszyńskiego, Julię Przyłębską i Piotra Pszczółkowskiego. W nocy z 2 na 3 grudnia prezydent odebrał ślubowanie od czterech z nich, jeszcze przed rozprawą w TK. Od Julii Przyłębskiej odebrał je 9 grudnia.
3 grudnia 2015 r. — wyrok TK w sprawie K 34/15.
Trybunał stwierdził, że ustępujący Sejm miał prawo wybrać następców trzech sędziów kończących kadencję 6 listopada, lecz nie miał prawa obsadzić dwóch stanowisk zwalnianych w grudniu, już podczas nowej kadencji Sejmu. Potwierdził też obowiązek niezwłocznego odebrania przez prezydenta ślubowania od prawidłowo wybranego sędziego.
Błąd dotyczący dwóch miejsc nie uzasadniał więc zakwestionowania wszystkich pięciu wyborów. Nowy Sejm mógł obsadzić dwa stanowiska, ale nie miał podstaw do ponownego obsadzania trzech miejsc już prawidłowo zajętych.
Podobny mechanizm zastosowano wobec Krajowej Rady Sądownictwa. Konstytucja przewiduje czteroletnią kadencję jej wybranych członków. Przed zmianami sędziowscy członkowie Rady sprawowali funkcje w ramach indywidualnych kadencji, rozpoczynających się i kończących w różnych terminach.
PiS nie zlikwidował KRS jako instytucji, lecz ustawą zakończył przed czasem mandaty jej dotychczasowych członków będących sędziami i przekazał Sejmowi wybór ich następców. Jednocześnie zastąpił kadencje indywidualne jedną wspólną, czteroletnią kadencją. Uzasadnieniem tej zmiany było orzeczenie TK z 20 czerwca 2017 r., kwestionujące dotychczasowe rozumienie kadencyjności. Jednak zmiana zasad przyszłych wyborów nie oznaczała automatycznie prawa do skrócenia już trwających mandatów.
W ten sposób większość parlamentarna uzyskała decydujący wpływ na wybór sędziowskiej części tego konstytucyjnego organu. PiS i Solidarna Polska, w tym Zbigniew Ziobro, zyskali więc narzędzie politycznego oddziaływania na Radę, która powinna stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.
Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. poprzednia władza zaczęła też „betonować” poszczególne stanowiska. Tak oceniam zmiany dotyczące kierownictwa prokuratury. Prokuratora Krajowego oraz pozostałych zastępców Prokuratora Generalnego powoływał premier na wniosek Prokuratora Generalnego, po uzyskaniu opinii Prezydenta RP. Natomiast ich odwołanie wymagało pisemnej zgody prezydenta.
Nie oznaczało to, że prezydent sam nominował tych zastępców. Uzyskał jednak możliwość blokowania ich odwołania, a tym samym ograniczania wpływu nowego Prokuratora Generalnego na skład własnego kierownictwa. Czy w jakimkolwiek przedsiębiorstwie szef mógłby skutecznie kierować zespołem, gdyby odwołanie jego zastępców zależało od zgody kogoś spoza tego przedsiębiorstwa?
Kolejnym przykładem było ograniczenie kompetencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. PiS nie zlikwidował tego konstytucyjnego organu, lecz odebrał mu udział w obsadzaniu władz publicznej radiofonii i telewizji. Uprawnienia te przekazano ostatecznie Radzie Mediów Narodowych — instytucji, którą uważam za polityczną protezę służącą przejęciu kontroli nad mediami publicznymi.
Zmiana przebiegała w dwóch etapach:
W styczniu 2016 r. kompetencje te przekazano ministrowi Skarbu Państwa, jednocześnie wygaszając mandaty dotychczasowych członków zarządów i rad nadzorczych.
W lipcu 2016 r. przejęła je nowo utworzona Rada Mediów Narodowych.
W mojej ocenie był to zamach na niezależność mediów publicznych, które podporządkowano ówcześnie rządzącym.
Dzisiejsza opozycja ciągle przekonuje, że prawo unijne nie jest polskim prawem, i z lekceważeniem odnosi się do orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jej przedstawiciele zdają się zapominać — albo udają, że zapomnieli — o zobowiązaniach, które Polska przyjęła, przystępując do UE.
Warunkiem członkostwa było spełnienie tzw. kryteriów kopenhaskich, ustalonych przez Radę Europejską 21–22 czerwca 1993 r. w Kopenhadze. Obejmują one:
- Warunki polityczne: stabilne instytucje gwarantujące demokrację, praworządność, prawa człowieka oraz poszanowanie i ochronę mniejszości.
- Warunki gospodarcze: funkcjonującą gospodarkę rynkową i zdolność sprostania konkurencji w UE.
- Zdolność wypełniania obowiązków członkowskich: przyjęcie i skuteczne stosowanie prawa UE, wymagające odpowiednio sprawnej administracji i instytucji.
W odniesieniu do sporu o TK szczególnie istotne jest kryterium praworządności. Choć kryteria kopenhaskie dotyczą przystępowania do UE, obowiązek przestrzegania wspólnych wartości, w tym zasad państwa prawnego, nie wygasa po uzyskaniu członkostwa. Wynika również z traktatów, które Polskę obowiązują. Jednak o tym obecna opozycja nie chce słyszeć.
Warto też przypomnieć rolę polityków prawicy w przyjęciu traktatu lizbońskiego. Jego treść uzgodniono jeszcze w okresie rządów Jarosława Kaczyńskiego. Sam traktat podpisali 13 grudnia 2007 r., już po zmianie rządu, premier Donald Tusk i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, w obecności prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Parlament wyraził zgodę na ratyfikację w 2008 r., a 10 października 2009 r. prezydent Lech Kaczyński podpisał akt ratyfikacji.
PS I tak zaczęło się niszczenie praworządności w Polsce. W takiej atmosferze pan min. Ziobro - ze swoją grupą lizusów - zaczął niszczyć w naszym Kraju praworządność.


Komentarze
Pokaż komentarze