Głównym podejrzanym o organizację zamachu stała się Partia Pracujących Kurdystanu (PKK), ruch polityczny i separatystyczny dążący do uzyskania autonomii a nawet niepodległości Kurdystanu. Niedługo po wydarzeniach w Ankarze grupa przyznała się do zamachu, określając go jako „akt poświęcenia”. PKK prowadzi przerywane zbrojne powstanie przeciwko Turcji od 1984 roku, odpowiadając za liczne ataki, w tym zamachy bombowe w miastach, jak ten w Stambule w 2016 roku, oraz masakry ludności cywilnej, na przykład w 1987 roku, kiedy to w wiosce Pınarcık zginęło 32 osoby. Organizacja ta jest uznawana za organizację terrorystyczną zarówno przez Turcję, jak i m.in. Stany Zjednoczone oraz Unię Europejską. Grupa działa głównie w południowo-wschodniej Turcji oraz północnym Iraku, a jej wpływy sięgają także niektórych obszarów Syrii i Iranu.
Co więcej, liczne komórki PKK funkcjonują w kilku europejskich państwach. To m.in. z tego powodu Turcja początkowo blokowała dołączenie Szwecji i Finlandii do sojuszu NATO, żądając od rządów tych państw rozprawienia się z lokalnymi działaczami PKK. Już kilka godzin po tragicznych wydarzeniach w Ankarze, tureckie wojsko przeprowadziło odwetowe naloty na cele PKK w Iraku oraz Syrii. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan, uczestniczący w szczycie BRICS w Kazaniu w dniach 22-24 października, zwrócił się do prezydenta Rosji Władimira Putina o pomoc w wywarciu wpływu na rząd syryjski, by ten współpracował z Turcją w zwalczaniu bojówek PKK. Zamach na terenie firmy TUSAS może doprowadzić zatem do dalszej destabilizacji pełnego konfliktów Bliskiego Wschodu, a marzenia o unormowaniu się stosunków na linii Turcja-PKK oraz ewentualnej większej autonomii Kurdów, będących jedną z najliczniejszych grup etnicznych na świecie, być może zostały pogrzebane.


Komentarze
Pokaż komentarze