Donald Tusk rzeczywiście naładował akumulatory na Śląsku. Podczas debaty był wyraźnie świeższy i luźniejszy niż Jarosław Kaczyński. Bardzo sprawnie reagował na pojawiające się wątki w dyskusji. Punktował celnymi ripostami. Wypada jednak zauważyć, że Tusk w niewielkim stopniu przedstawił propozycje Platformy, skupiając się na atakowaniu premiera. Ataki te w wielu momentach były oparte na ogranych hasłach. A to prawo jazdy, a to koalicja z Samoobroną, a to emigracja. Po raz kolejny była też mowa o "polskim cudzie". Wszystko to fortele, którymi łatwo się posłużyć, ale które też łatwo zdezawuować. Zastanawiam się tylko dlaczego Jarosław Kaczyński, tak jak i w ogóle politycy w tej kampanii, nie starają się tego zrobić.
Na próżno szukać w wypowiedziach polityków wyjaśnienia rzeczywistych motywów wyjazdu Polaków do Irlandii czy Anglii. Szczególnie ugrupowania mocno pro europejskie jak LiD czy PO można w tej kwestii wypunktować. Emigracja następuje z przyczyn ekonomicznych, na wskutek otwarcia granic i możliwości legalnej, dużo lepiej płatnej pracy w krajach UE. Czyż nie tymi argumentami posługiwali się politycy przed referendum unijnym w Polsce? Cudów nie ma. Podając przykład Irlandii, Estonii czy Słowenii, nie bierze się pod uwagę wielkości ani liczby mieszkańców tych krajów. Nikt nie mówi Polakom, że cudów nie ma i nic nie zmieni się nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Szczególnie w blisko 40-milionowym kraju. Nikt nie podnosi 45-lat PRL-u. Okresu, w którym gospodarka kraju została daleko w tyle za zachodem Europy i z czego wynikają oczywiste dysproporcje w zarobkach, poziomie życia etc.
W piątkowy wieczór Jarosław Kaczyński miast przytoczyć te fakty, wolał prześcigać się z Tuskiem w demagogii. Powtarzał okrągłe hasła które słyszeliśmy już w debacie z Kwaśniewskim. Przerzucał sie z rywalem oskarżeniami o kłamstwa. Generalnie formuła debaty pozwalała na powiedzenie dosłownie wszystkiego bez konieczności i możliwości weryfikacji faktów.
W sondażach i w ogólnym odbiorze zwycięzcą debaty jest Donald Tusk. Nasuwa się jednak pytanie, czy to zwycięstwo będzie miało realny wpływ na wyborczy wynik? Twarde elektoraty PO i PiS pałają do siebie zbyt duża niechęcią aby w tych grupach nastąpiły jakieś znaczące zmiany preferencji wyborczych. Tusk może pozyskać jednak część głosów ludzi albo niezdecydowanych, bez określonego światopoglądu, bądź też ludzi, którzy nie mieli w ogóle zamiaru uczestniczyć w wyborach. W przypadku wygranej w poniedziałek debaty z Aleksandrem Kwaśniewskim, PO może tez zyskać trochę głosów szczególnie młodej części elektoratu LiD.
Tusk odrabia straty, Tusk jest w gazie. Rozważania ekspertów czy publicystów nie będą miały większego wpływu na wynik wyborów. W odczuciu wyborców, tych negatywnie nastawionych do rządów PiS, nikt tak dobrze nie potrafi "dokopać" Kaczyńskim jak Donald.
ps. Ciekawe czy hipotetyczny premier Tusk, jeździłby na spotkania prowadząc samochód i rezygnując z "kogutów" i ochrony BOR-u...
ps2. Nie pisałem tu kupe czasu. Od Stycznia. Pozdrawiam.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)