0 obserwujących
43 notki
28k odsłon
519 odsłon

Życie wyryte na cynowym kubku. Wstrząsająca historia

Marek Sikorski, "Życie wyryte na cynowym kubku" - książka o męczeństwie księdza Andreasa Faulhabera
Marek Sikorski, "Życie wyryte na cynowym kubku" - książka o męczeństwie księdza Andreasa Faulhabera
Wykop Skomentuj

Gdy Andreas Faulhaber przebywał w więzieniu, odwiedził go brat Augustyn. Przyniósł mu brewiarz, książeczkę o Arnoście z Pardubic, krzyż oraz duży cynowy kubek. Kubek ten znajdował się do 1945 roku w muzeum w Kłodzku, później los o nim zaginął (rozmiary kubka: 11,5 cm wys., średnica dolna 8,5 cm, górna 11,5 cm).

Andreas Faulhaber wiedział dobrze, co go czeka. Smutny i osamotniony chciał zostawić ślad mówiący o jego życiu, cierpieniu i nieszczęściu. W celi przebywał bez żadnych praw przysługujących więźniom, nie miał nawet papieru do pisania. Koniecznie chciał zostawić coś, co mogłoby usprawiedliwić jego osobę i wyjaśnić historię jego cierpienia. Postanowił wyryć na cynowym kubku kilka scen ze swojego życia. Ponieważ nie miał w celi żadnego noża lub jakiegoś rylca, wykorzystał sprzączkę od buta i przy jej użyciu wyrył na kubku kilka scen. Oto one: pierwsza przedstawiała jego dzieciństwo, druga sceny ze służby kapłańskiej, trzecia moment aresztowania. Obok tych scen, otoczonych ozdobnym ornamentem, wyrył jeszcze trzy medaliony w kształcie serca: pierwszy przedstawiał nauczanie młodzieży w szkole, drugi spowiedź w konfesjonale, lecz trzeci medalion pozostał pusty, niedokończony.

Ksiądz Faulhaber nie dokończył swojego dzieła. 30 grudnia 1757 roku o godzinie 9 rano oddział 300 żołnierzy czekał już przed szubienicą na skazańca. Przed egzekucją odczytano rozkaz o wyroku śmierci podpisany przez króla Fryderyka II. Na oczach tylko zgromadzonych żołnierzy, bo nie dopuszczono mieszkańców Kłodzka, założono sznur na szyję nieszczęśnika i wyrok wykonano.

Jak na ironię zabrakło nawet wolnego miejsc na szubienicy i ksiądz Faulhaber powieszony został obok zwłok pewnego szpiega. Powieszono go bez posługi duchownej, bez sakramentów i spowiedzi, uczyniono tak, aby zhańbić człowieka. Zabroniono też pogrzebania jego zwłok.

Wieść o śmierci księdza Faulhaber wstrząsnęła miastem. Jeden z dezerterów, którzy go oskarżali, przyznał się, że jego zeznania były fałszywe. Jego sumienie obudziło się jednak za późno.

Dwa lata i siedem miesięcy wisiały na szubienicy zwłoki księdza Faulhaber. Dopiero dnia 28 czerwca 1760 roku, gdy do Kłodzka wkroczyły wojska cesarzowej Marii Teresy, zdjęto z szubienicy jego zwłoki. Lekarska komisja oraz cesarscy urzędnicy stwierdzili, że zwłoki nie uległy rozkładowi. Przetrwały tak długo bez rozkładu! Czyżby był to cud? Może los tak chciał, aby zwłoki zamordowanego księdza musiały tak długo czekać, aż do powrotu katolickiej armii cesarzowej Marii Teresy, aby zostały pochowane według katolickiego obrządku?

Fakt, że jego zwłoki nie uległy rozkładowi, zadziwił wszystkich mieszkańców ziemi kłodzkiej. Nawet ta sprawa była głośna w Wiedniu, znana była samej cesarzowej Marii Teresie. Przypomnijmy z historii, że w pierwszej połowie XVIII wieku Kościół rozpowszechniał kult św. Jana Nepomucena — męczennika i ofiary spowiedzi. Jego ciało po odkryciu grobu nie okazało się zachowane bez rozkładu, ponoć nawet język był w dobrym stanie (oczywiście trudno to współcześnie zweryfikować, bo dawne orzeczenia komisji kościelnej były zwykle na granicy wiary religijnej, a nie stwierdzenia naukowego).

Można śmiało mówić o pewnym porównaniu między św. Janem Nepomucenem a księdzem Andreasem Faulhaber. Ci dwaj byli męczennikami spowiedzi, a ich ciało po męczeńskiej śmierci nie uległy rozkładowi. Czyżby nasz ksiądz był drugim Janem Nepomucenem? Historia powtarza się! Zwłoki księdza Andreasa Faulhabera uroczyście pochowano 2 lipca 1760 roku w kościele Wniebowzięcia NMP w Kłodzku.

Wiadomo, że w 1929 roku specjalna kościelna komisja dokonała przeglądu miejsca pochówku ksiedza Faulhabera i czyniono starania o jego beatyfikację.

A co stało z cynowym kubkiem? Wiemy, że był jeszcze do 1945 roku w Muzeum Kłodzkim, a później ślad po nim zaginął. Dziś po wielu latach od tragicznej śmierci tego męczennika, zastanówmy się nad przyczyną, dla której wyrył on na kubku sceny ze swojego życia. Każdy chyba przyzna, że jest w tym coś osobliwego.

Ksiądz Faulhaber był artystą — to wiemy, oczywiście też był teologiem i znał Biblię. W kilku jej miejscach znajdujemy słowa o kubku goryczy symbolizującym ofiarę oraz cierpienie. „Zerwij się, zerwij, powstań Jeruzalem, któreś piło z ręki Pana kubek jego gniewu, wychyliło do dna kubek odurzającego napoju” (Iz 51,17), „To i on pić będzie samo czyste wino gniewu Bożego z kielicha jego gniewu i będzie męczony w ogniu i siarce wobec świętych aniołów i wobec Baranka" (Ap 14.10). Być może właśnie Biblia natchnęła go do wyrycia swojej goryczy i rozpaczy na kubku?

Niniejszy tekst opublikowałem w 1993 roku w mojej książce pt. "Na granicy legendy i wiary" oraz w innej mojej książce, wydanej w 1994 roku w Niemczech, pt. "An der Grenze der Legende und des Glaubens".

Wszelkie prawa zastrzeżone!

Na mój temat zob.:

www.marek-sikorski-autor.blog.pl

 

Życie wyryte na cynowym kubku. Wstrząsająca historia

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura