Pan Robert Sowa - właściciel niesławnej restauracji "Sowa i Przyjaciele" twierdzi, że jego lokal był regularnie sprawdzany przez stosowne służby pod kątem wykrywania podłuchów.
Informacja to drobna i w całej aferze łatwa do przeoczenia. Ale ciekawa z kilku względów.
1) Skoro ABW wiedziała o tym, że lokal ten jest miejscem, gdzie toczą się prywatne rozmowy wagi państwowej, to mozna z dużym prawdopodobieństwem założyć, że wiedziały o tym wszystkie wywiady (i "nasze" i obce) i agencje operujące w Polsce. Innymi słowy - wiedzieli o tym wszyscy zainteresowani.
Coś takiego jest sporym zagrozeniem bezpieczeństwa narodowego. Dlaczego ABW nic z tym nie zrobiła?
2) Skoro kontrole były regularne i nigdy niczego nie wykryto - to musi rodzić pytanie o poziom fachowości naszego ABW i BOR. Bo podsłuch był zainstalowany i nagrywał przez długi czas.
No chyba, że to był podsłuch założony przez ABW, a "kontrole" były tylko po to aby wymienić baterie w mikrofonach. Taka mozliwość rodzi szereg niewygodnych pytań.
Najbardziej niewygodne: Kto właściwie rządzi Polską?



Komentarze
Pokaż komentarze