Weekendowa konwencja wyborcza PiS była niewątpliwie sukcesem. Zarówno organizacyjnym jak i merytorycznym.
Polska prawica zjednoczyła się wreszcie pod jednym szyldem - PiS, i to było najważniejszym przesłaniem i informacją płynącą z Sali Kongresowej w stolicy. Okazało się, że i tak silne intelektualnie PiS otrzyma 'zastrzyk' idei i wiedzy z profesorskiego środowiska zrzeszonego wokół ruchów i organizacji powstałych na bazie spuścizny śp prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego. To bardzo dobra wiadomość.
PiS umacnia swoją pozycję na scenie politycznej jako formacja sięgająca od profesora po zwykłego rolnika. Jest więc ugrupowaniem o trzonie inteligenckim z programem dla wszystkich grup społecznych. Co więcej - i co bardzo ważne w warunkach kraju postkomunistycznego - jedyną dużą partią w Polsce odcietą od postkomunistycznej oraz lewackiej ideologii i ludzi z tymi nurtami związanymi. Warto też dodać, że obecnie Prawo i Sprawiedliwość jest wyłącznym depozytariuszem pierwszej Solidarności - 10mln niegdyś ruchu.
W zamyśle Donalda Tuska, sprawa sobotniej konwencji miała wyglądać jednak inaczej. Stąd też jego poranna wypowiedż o debatach. Oczywiście wszystko zostało skorelowane z posłusznymi mediami, które temat dęły. Jaroslaw Kaczyński w swym znakomitym przemówieniu odpowiedział też na bolączki szefa rządu ws debaty. Ale nie odpowiedział tak, jak zapewne Donald Tusk sobie życzył.
A w życzeniu DT oraz jego medialnych pomagierow, prezez PiS miał się zgodzić na debatę lub nie. Każda opcja byłaby szeroko komentowana i napewno przykryłaby relacje z konwencji. Co wiecej, nieważne co by prezes z tych dwóch wyborów nie wybrał, zawsze by przegrał. Jak by się zgodził, okazałoby się, że skoro Tusk chce rozmawiać o kryzysie a Kaczyński się na to godzi, to obaj są za ów kryzys w Polsce na równi odpowiedzialni. Nieważne stałoby się to, kto tę dziurę w budżecie zrobił przez ostatnie 4 lata, a pozycje Kaczynskiego i nieudacznika Tuska już na starcie debaty zostałyby zrównane.
Prezes przegrałby też gdyby debacie powiedział 'nie'. Polityk unikający rozmowy - to nie wygląda za dobrze, a już napewno w czarnym swietle dla prezesa przedstawione by zostało w telewizorniach.
Ale Jarosław Kaczyński w pułapki Tuska pijarowców od pewnego czasu nie wpada. Jasno stwierdził w sobotę, że chce rozmawiać o Polsce i ma nadzieję, że ministrowie Donalda Tuska zgloszą się do centrum dyskusyjnego PiS i tam porozmawiają z fachowcami o Polsce oraz o tym co przez te 4 lata dla Polski zrobili. Premier Kaczyński wyraził też nadzieję, że podobnie postąpi sam Tusk, jeśli oczywiście ma odwagę.
Można? Można.
Po przegranych wyborach prezydenckich, prezes PiS odsunął ludzi którzy mu źle radzili. Są dzis oni albo w PO albo PJN. Symptomatyczne, i potwierdzajace, że prezes miał rację, choć wielu także na prawicy mówiło: 'Co on robi, niszczy PiS!' Odkąd PiS jest PiSem, a nie próbuje być prawicową wersją PO, zyskuje nawet w sondażach, które staraja się przecież niszczyć medialnie partię Kaczyńskiego.
PO posługuję się topornym pijarem. Zniżanie się do ich poziomu i wchodzenie w buty szyte przez media to duży błąd. A te buty utkane są ze strachu, że jeśli będziesz stanowczy i ideowy, a a czasem nawet ortodoksyjny - to damy ci taki wycisk w Faktach TVN oraz innych radiach Zet, że popamiętasz każde słowo, zobaczysz!! Prezes PiS z tych butów wyskoczył, i przeniósł dyskusje o Polsce na poziom twardych faktów i twardego, krytycznego spojrzenia na władzę. Czyli na poziom, z którym mogą zidentywfikować się szerokie grupy Polaków. Wszakże sfera faktów coraz dotkliwiej dotyka nas dzień po dniu, i życie w pijarowskim matrixie kiedyś sie skończy.
Niżej zamieszczam film z konwencji PiS, a w nim najważniejsze fragmenty wypowiedzi premiera Kaczyńskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)