36 obserwujących
635 notek
729k odsłon
  1110   1

Gwiezdnowojenne zaufanie

Finałowy odcinek drugiego sezonu Mandalorianina odwraca trendy. 44 minuty  jak u Mickiewicza. Coś ten Mickiewicz musiał kojarzyć jednak. Trzyminutowe tzw "cameo" odbudowało zaufanie do marki.

Gwiezdne Wojny, doprowadzone na skraj przepaści polityką Disneja, mają szansę na restytucję. Trylogia sekłelozy została przyjęta chłodno i nie daje fundamentu pod kontynuację opowieści. Kolejna rezurekcja Imperatora Palpatine nie wchodzi w grę. Nie potrzebowałby on bowiem kolejnej Gwiazdy Śmierci tylko sam by rozwalał planety tymi swoimi piorunami. A ci by go musieli rozjechać walcem i na szatkownicę. I tak by to nie pomogło, bo by się sklejał po pewnym czasie. Nie ma tu żadnej przyszłości dlatego nie ma w ogóle tematu kontynuacji sekłeli. Gdzie są w ogóle moi psychofani? Ile to miało do powiedzenia, jak się mądrzyło, jak objaśniało, jak to, jak sio. I się skończyło, w Disneju zaszły bowiem tzw zmiany personalne i ktoś się musiał puknąć w główkę z przyczyn następujących: wojna z fanami, ideologicznie słuszna, powoduje jednak poważne straty finansowe idące w miliardy. Lewaki mają problem z uświadomieniem sobie istnienia ludzi o normalnych poglądach ale w Disneju biznesmeni są i musieli dojść do wniosku, że robienie filmów dla pięciu widzów (a pięć milionów niech się męczy) jest bez sensu.

image

Lepiej zrobić film dla pięciu milionów a niech piątka się męczy. I tak powstał serial Mandalorianin, o którego kreacji krążą legendy: a to Kennedy dostał szlaban i zakaz dzwonienia do Favreau z czymkolwiek, a to miotała się żądając, żeby Grogu był dziewczynką itp. A to wspomniany Jon Favreau dostał wolną rękę i kompletnie wyautowali Kennedy. Nie wiem jak było ale faktycznie powstał twór otwarty na fanów. Pogląd, że pierwszy sezon to był taki balon próbny znajduję słusznym. Nie wiadomo było, czy po niekwestionowanym sukcesie sekłeli jest sens w ogóle tykać Star Warsów. Czy może poczekać trzeba 5-1- lat aż wyrośnie nowe pokolenie widzów. Mieliśmy tam kompletnie poboczną historią i dało się to skasować bez żadnego problemu. Gdyby nie chwycił serial. Okazało się jednak, że chwycił i w drugim sezonie mamy niestety już fabułę nawiązującą do główniejszych opowieści. Moje wnioski fabularne sformułowałem tutaj:

https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/1098817,mandalorian-vs-discovery-dwa-oblicza-kultury-popularnej

dlatego daruję sobie teraz znaczną część dygresji. W drugim sezonie szukali Jedi, który zajmie się szkoleniem Baby Yody, który ma na imię Grogu. A kto był jedynym takim Jedi w owym okresie? Ano Luke Skywalker. Czyli szukali Luka, chociaż nie wiedzieli że akurat jego szukają. Podobnie fabuła Przebudzenia Mocy oparta była na szukaniu Luka. Przypadek? Nie sądzę.


Wygląda to tak, jakby Filoni i Favreau nie tracili czasu na jakieś jałowe debaty, tylko postanowili pokazać, jak kontynuacja Powrotu Jedi powinna wyglądać. Powinna spełnić kilka warunków, które stawiałem na moim blogu od lat: nie da się stosować metody "wincyj": większe Gwiazdy Śmierci, większe Imperium, większy Imperator. Trzeba zrobić reset i zacząć od mniejszej, kameralnej historii. I zrobili mniejsza kameralną historię z dobrze zbudowanym czarnym charakterem czyli Moffem Gideonem. Wydarzenia rozgrywające się na ekranie są zrozumiałe dla widza. Roboty nie powinny gadać ze sobą bo jest WiFi. I te małe mechagodzille (mroczni szturmowcy) nie gadają. Może przez Gogle Translatora się zapoznawali? Czuję się usatysfakcjonowany zastosowanymi rozwiązaniami fabularnymi.

image

Z sekłalami był zaś taki problem, że odbiór kolejnych części był coraz gorszy. Nawet jeśli ktoś dawał ocenę dodatnią na plus to Przebudzenie dostawało osiem na dziesięć, Ostatni Jedi zaś już tylko 6/10 a Odrodzenie to ogólna katastrofa. Patrząc na wszystkie 5 filmów to Solo wypadł słabo a Skywalker to katastrofa. Serial pokazał, że dobry film przyciągnie widza, który będzie zadowolony. A końcówka, ostatni odcinek to atomowe uderzenie które na IMDB miało ocenę 9,9/10 co oznacza, że praktycznie każdy oceniający dawał ocenę 9 albo 10. Niesamowity entuzjazm zapanował zatem. Teraz ma 9,8/10 ale co to zmienia? Szok. Sukces osiągnięty dzięki polemice z założeniami sekłeli. Tak, jakby chcieli je zelżyć do reszty i pokazać, jak to powinno być zrobione na różnych płaszczyznach twórczych. I tak:

Toksyczni fani

Problem toksycznych fanów został rozwiązany. Nie ma toksycznych fanów, podobnie zniknęła ksenofobia i wszelaki rasizm. Lewaki tak tu biadały a wystarczyło dobry film zrobić i już.

image

Kobiety decyzyjne

Przy okazji Ostatniego Jedi mieliśmy do czynienia z typowo lewicowym dyskursem wykluczenia: jak ktoś zauważył, że słabo napisane postacie, kiepski scenariusz, boleść scenarzysty itp. to było, że boi się silnych kobiet  w roli decyzyjnej, że incel, ze patriarchalizm, że simp (?!?). Czemu Jyn Erso nie jest uznana za Mary Sue - tego już dialektyką podlane intelekty wytłumaczyć nie potrafią.

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura