36 obserwujących
634 notki
729k odsłon
  1126   1

Gwiezdne Wojny: koniec odwilży

Rajanek (czyli reżyser Ostatniego Jedi, drugiej części trylogii sekłeli)  ma jednak stworzyć nową trylogię. W połączeniu ze zwolnieniem cary Dune z Mandalorianina mamy niedobry obraz sytuacji: Mandalorianin to taki ich NEP, czyli krótkotrwała odwilż: Disnej powiedział do Favreau: Towarzyszu Favreau wicie-rozumicie rewolucja zagrożona, siły reakcji podnoszą łeb, hejtują Rajanka i sekłele. Nakręćcie serial który polepszy nasze notowania, żeby sens był, bohaterowie, emocje, fabuła. No i nakręcił no i notowania Disneja wzrosły czyli teraz mogą dokręcić śrubę i dalej rewolucję kontynuować. A Favreau wykończą za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne. Powyższe to dobry powód do przypomnienia zaserwowanych nam przez Rajanka treści:

motto:
"Tak dużo pytań a tak mało odpowiedzi" - szeryf Nottingam.

Rozpocznijmy od tego fragmentu napisów początkowych filmu Ostatniego Jedi (reżyser Rajan Johnson).

Najwyższy Porządek

sprawuje niepodzielną władzę.

Po zdziesiątkowaniu

pokojowo nastawionej Republiki

Najwyższy Wódz Snoke

wysyła swoje siły

do pełnego przejęcia kontroli

nad Galaktyką.

Teraz już tylko Ruch Oporu,

dowodzony przez generał Leię Organę,

stoi na drodze tyranii, wierząc,


Dowiadujemy się z niego, że Snołk zajmuje galaktykę.

imageOczyma wyobraźni widzimy miliony statków zajmujące tysiące planet. Skąd tyle tego mają? A czemu Nowa Republika nie ma? W każdym razie nie widzimy najważniejszej akcji, widzimy zaś jak Order skupia swą uwagę na jakiejś dziurze gdzie siedzi Rebelia, nazywana dla niepoznaki Ruchem Oporu. I tu mamy drugi problem: nie wiadomo czemu te grupka jest tak ważna? Czemu los Galaktyki ma od nich zależeć, skoro mają tylko parę myśliwców i  itp innych okręcików? A ta garstka na końcu? Czemu ma być zaczynem? Grupka podobnej wielkości może się zebrać gdziekolwiek i będzie tak samo dobrym zaczynem albo i lepszym, bo nie obciążonym absurdalnymi wpadkami.  Dalej mamy enigmatycznych przyjaciół w Rubieżach Odległych: czy oni mają faktycznie start do Orderu zajmującego Galaktykę? Wątpliwe. Swoją drogą tutaj by się przydał niszczyciel-Gwiazda Śmierci bo raz by pyknął i pozamiatane.

Przejdźmy teraz do początkowej bitwy: Nie ma pomysłu na okręty Imperium (nazywanego jakimś tam Orderem) które nic nie robią. A mogłyby strzelać, gonić itp. Mamy zniszczenie pancernika (Dreadnaughta - nazwa kompletnie bez polotu). I tu trudno o jednoznaczną ocenę: jakie znaczenie ma zniszczenie pancernika, skoro FO ma miliony takich? A Rebelia ma tylko kilkanaście/dziesiąt myśliwców i bombowców. Tutaj pojawiają się logiczne wartości nieustalone: jeśli zniszczenie pancernika nie ma sensu to i cała rebelia i po co nam to puszczają?

Przy okazji zniszczenia Dreadnaughta mamy polemikę z normalnością: Dowodzenie polega m. i. na podejmowaniu trudnych decyzji i szarż. Weźmy atak torpedowych Devastratorów podczas Bitwy o Midway: wszystkie prawie zginęły ale ich poświęcenie pomogło nurkującym Dauntlessom w skutecznym bombardowaniu. Czy też rzuca się oddział w celu uporczywej obrony. Oddział zostaje wybity  ale przeciwnik jest powstrzymany i zyskujemy czas na kontrę. Poe zadział prawidłowo bo porównajmy straty: kilkanaście załóg i gruchotów po stronie Rebelii a wielki pancernik po stronie Imperium.

Czy tutaj podświadomość przebije się do nadświadomości? Jednak nie. Podświadomość widza rejestruje te niuanse, ale pozostają one w dużej mierze tam. Czasami tak jest, że nie podoba się film ale nie umiemy wyartykułować dlaczego? I tu zaszedł taki przypadek. Filmowa ocena faktów jest niezgodna z faktami i ludzie nie kumają, co się dzieje. Działania sensowne są traktowane jakby były bezsensownymi i na odwrót.

Pojawia się Snołk i w sumie nie wiadomo dlaczego skupia uwagę swą na jednym małym stateczku?

Tymczasem w Mando zrobili reset, który postulowałem: nie da się sensownie prowadzić akcji wedle zasady "wincyj": większe Gwiazdy Śmierci, Imperia, Imperatorzy itp. Ponieważ Bombelek fundamentalnie jest pomyślany sensownie przeto takie ekscesy jak brak plandeki od Żuka itp uchodzą mu płaczem. Weźmy dla porównania bezsensowny odcinek siódmy sezony drugiego  The Believer: niby ma jakiś sens bo porywają transporter aby wśliznąć się do bazy ale: Imperium nie wiadomo dlaczego wozi wybuchowy towar lądem, zamiast w jakiś pojazd wsadzić i powietrzem przewozić. Pojazdy transportowe są puszczane bez osłony. Mają szyby więc na kołach jadą. Jak wiadomo w Mandalorianinie szyby nie łączą się z napędem antygrawitacyjnym, albo to, albo tamto. Dlaczego?

Z kolei napastnicy nazywani są piratami i mają napęd antygrawitacyjny ale nie mają blasterów, tylko dzidy. Nie zachowują się też jak piraci bo atakują z determinacją, nie kradną tylko chcą wysadzić. Widać tu ból scenarzysty, który się silił. Ale mamy dylemat Mandusia, który musi zrezygnować ze zbroi. Mamy egzystencjalne dyskusje w kabinie. Mamy w końcu scenę w kantynie oraz dramat bohatera, który musi zrezygnować z wartości na rzecz ratowania Bombelka. Porąbanego oficera imperialnego mamy. I te przeżycia umożliwiają przejścia do porządku nad niedociągnięciami. W Ostatnim Jedi nic takiego nie ma, wszyscy bredzą jak potłuczeni. Baboły fabularne serialu są niższego rzędu niż te filmowe.

Miało być o kobitkach ale już jest długo więc babeczki przesuwam. Podsumowując wydźwięk notki: Widz na dzień dobry dostał w kły falą nonsensów i nawet jeśli świadomie ich wszystkich nie zarejestrował to weszły mu w podświadomość i się wybijają do świadomości od czasu do czasu. Nie ma tam nic fajnego, co usprawiedliwiłoby w oczach widza nędzą fabularna sekłeli.

Pytanie: Jakby to wyglądało, gdyby Favreau  sprawował kontrolę fabularną nad sekłelami?

https://naekranie.pl/aktualnosci/star-wars-rian-johnson-trylogia-film-rey-kylo-1613477936

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura