Ciężkie czasy przyszły, o wszystkim trzeba pisać po pięć razy. Niestety pisiory o tej konieczności zapominają. Ja zaś się powtarzam:
J.O. Syzyf odstawia tu syzyfowe prace przekonując nas, że wszystkie komisje badające wypadki lotnicze na świecie są tak durne jak nasza. A może tak być i może to być prawda? Takie czasy.
Rekapitulacja:
Wrócić zatem wypada do problemu rzekomo zbliżonych katastrof lotniczych, które mają być analogią. Wszystkie analogie były pozorne gdyż:
- Proszę wskazać katastrofę analogiczną, w której znaleziono ślady trotylu czy innego materiału wybuchowego.
- Proszę wskazać katastrofę analogiczną, w której mamy do czynienia z oficjalnym dokumentem prokuratury z oględzin terenu, z którego wynika, że bezpośrednio po katastrofie owych zniszczeń naziemnych nie było.
- Proszę wskazać katastrofę analogiczną, zniszczenia naziemne nie mogły być dokonane przez jeden samolot (radiolatarnia, linia wysokiego napięcia).
Nie ma, więc szukanie analogii z innymi katastrofami jest chybione. Szczególnie ten papier z oględzin rosyjskich prokuratorów jest niewygodny. Jeśli oni nawypisywali nieprawdę to jest jeszcze gorzej, niż jeśli prawdę. Materiał dowodowy przekazany przez stronę rosyjską staje się niewiarygodny.
A skoro nic nie wiadomo na pewno, to prac skończyć nie można.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)