Kupiłem, byłem tygodnik „Newsweek”. Nie, nie, aby chciał tą chałę czytać, czy chociaż przeglądać obrazki ale dla zamieszczonego tam filmu, który jest jednym z moich ulubionych („Full Metal Jacket”). Chała zaraz wylądowała w koszu, ale obrazek z okładki obejrzałem. A tam ulubieniec mediów, nadzieja miłośników konopi i lewicowego liberalizmu, nazwany mesjaszem Lewicy, Janusz Palikot upozorowany na ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. Przypuszczam że pan Janusz z lubością i zachwytem skorzystał z propozycji wejścia na miejsce Boga. Można by powiedzieć „Wreszcie odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu”.
Upozorowanie jednakże niebyło dokładne, ponieważ Panu Januszowi brakowało korony cierniowej oraz oznak zadany mu (Jezusowi) tortur. Poza tym Pan Janusz wyraźnie był zadowolony (czemu trudno się dziwić), Jezus zapewnie tak zachwycony przy ukrzyżowaniu nie był.
Okładka ta skłania mnie do zaznaczenia sporych różnic które różnią obie osoby:
- pan Janusz dąży do zdobycia władzy, Jezus zaś taką władzę odrzucał;
- pan Janusz jest członkiem establishmentu politycznego i ekonomicznego, Jezus nie był częścią establishmentu żydowskiego.
- pan Janusz nie jest przywódcą prześladowaną mniejszością a jest hołubionym celebry tą, a Jesus był przywódca prześladowanej mniejszości;
- pan Janusz jest uwielbiany przez tłumy, a Jezus na ziemi miał niewielu uczniów;
- w końcu Pan Janusz jest tylko człowiekiem, zaś Jezus jest Bogiem, i to Pan Janusz będzie odpowiadał przez Jezusem za to jak Go parodiował.
Tak wiec Janusz Palikot nie tylko bezmyślnie parodiuje Jezusa, ale też w ogóle go nie przypomina. Za okładką Newsweeka kryje się, więc podwójne kłamstwo.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)