Zwycięstwo Janusza Piechocińskiego zdziwiło wszystkich obserwatorów sceny politycznej. Waldemar Pawlak wydawał się być stałym elementem PSL-u i istniejącej koalicji rządowej. Widać jednak, że aktyw terenowy miał już go dość i obsadził na stolcu szefa partii swojego człowieka. Bardzo to przypomina to zwycięstwo Grzegorza Napieralskiego nad Wojciechem Olejniczakiem. Ot aparat odrywa się od bazy społecznej i baza wymienia szefa aparatu.
Teraz jednak zdziwieni są wszyscy obserwatorzy, dlaczego Janusz Piechociński kryguje się przed deklaracją wejściem do rządu? I dlaczego tak dynamicznie zachęcał Waldemara Pawlaka do pozostania na stołku wicepremiera. Otóż odpowiedź jest prosta.
W tej chwili toczy się przygotowania do szczytu UE, na którym zdecyduje się budżet finansowy na najbliższe lata.
Jak podaje rzecz „Rzeczpospolita” planowane są radykalne cięcia UE w zakresie rolnictwa: Propozycja przygotowana przez przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya przewiduje także redukcję wydatków w drugim filarze wspólnej polityki rolnej, czyli funduszach na rozwój obszarów wiejskich. Tutaj precyzyjne kalkulacje są utrudnione, bo nie ma jeszcze nowych kryteriów ich rozdziału. Ale gdyby zasady pozostały bez zmian w porównaniu z obecnymi ramami finansowymi, to ubytek Polski wyniósłby ok. 2,2 mld euro, czyli 17 proc.
I jak wyglądałby nowy przywódca PSL w świetle obcięcia dotacji na rolnictwo, czyli na członków i sympatyków PSL? Fatalnie. I dlatego Piechociński chciał, aby Pawlak zakończył działania związane ze szczytem UE.


Komentarze
Pokaż komentarze