Nie udało się. Akcja internetowo - medialna WFF „Godzina dla Ziemi” poniosła spektakularną klęskę. Szeroko reklamowana w meinstreamowych mediach akcja miał skłonić co najmniej 100.000 osób do „włączenia” poprzez kliknięcie odpowiedniego elementu na stronie internetowej akcji. Wtedy to miało by wydarzyć się kilka celebryckich happeningów.
Włączyło się zaledwie ok 61.000. I tak:
-
Kora nie skosi trawy:
-
Szulim i Piróg (bez względu kim są) nie przepłynął Wisły na tratwie z butelek pet;
-
Kinga Rusin nie zdobędzie Pałacu Kultury i Nauki w szpilkach.
-
Jakiś Jankes nie poprowadzi imprezki na rowerze.
To wszystko skłania do postawienia powtórnie pytania:
Jak żyć Panie Premierze?
Nie mam pojęcia kim jest Szulim, Piróg i Jankes, a Kingę Rusin kojarzę jakoś z Wiadomościami z lat 90, a Korę z powodu jej psa który jakoby był jakoś powiązany z handlem narkotykami. Nie mam wiec żadnego powodu aby żałować iż te opisane „impreski” się nie odbędą. Jednak klęska akcji interntowo - medialnej „Godzina dla Ziemi” skłania mnie do przekonania coś w kraju w którym mieszkam zmienia. Jeszcze rok lub dwa lata temu można było by bez trudu znaleźć 100.000 osób chcą „uczestniczyć” w tej propagandowej akcji, aby w ten sposób poczuć się lepszymi i aby się poczuć częścią „celebrycko- medialnej elity”. Teraz takich osób jest zaledwie ok 61 tys. osób. Pytanie tylko czy jest to świadomość że takie akcje tylko działalnością propagandową bez żadnego wpływu na otaczający nas świat czy kryzys już tak nam dopiekł że wszystko mamy w d...?



Komentarze
Pokaż komentarze (5)