Moją notatkę na temat reakcji portalu natemat.pl na atak na „powszechnie nielubianego” na łamach „salonu 24.pl” Grzegorza Miecugowa chciałbym rozpocząć od mojego wyraźnego sprzeciwu wobec przemocy fizycznej stosowanej wobec kogokolwiek i w jakikolwiek formie. Przemoc fizyczna nie powinna być elementem naszego życia społecznego.
Kiedy dowiedziałem się o o wywiadzie portalu natemat.pl z gościem który spoliczkował red. Miecugowa przypomniał mi ktoś zupełnie. Oto Dżochar Carnajew, jeden z domniemanych sprawców zamachu terrorystycznego w Bostonie swego czasu trafił na okładkęnumerze amerykańskiego pisma muzycznego „Rolling Stones”. Z długimi kręconym włosami i lekkim zarostem opisany jest następująco „Zamachowiec. Jak popularny, obiecujący uczeń został sprowadzony na złą drogę przez swoją rodzinę, stał się radykalnym islamistą i potworem”.
Na fakt umieszczenia Carnajewa na okładce „Rolling Stones” zareagował jeden z policjantów biorących udział w jego aresztowaniu. Powiedział on „Prawda jest taka, żegloryfikowanie twarzy terrorysty to nie tylko obraza rodzin osób zabitych na służbie, ale także bodziec dla osób gotowych zrobić wszystko, by ich twarz pojawiła się na okładce pisma takiego jak „Rolling Stone””.
Nie jest to pierwszy terrorysta, który, stał się obrazem mass-mediów. Znany jestkult lewicowego rewolucjonisty, Che który został zaadaptowany przez show-biznses Koszulki i inne gadżety z wizerunkiem Che stały się w wielu krajach dochodową produkcją, sama zaś postać pojawiła się w licznych filmach, grach komputerowych, piosenkach i książkach, podnosząc zwykle ich sprzedaż. Ta forma kultu Che wyraźnie odbiega od jego pierwotnej wersji i przekształca tę postać w rodzaj pół-mitycznego idola mas.
Bardzo podobną rzecz zrobił portal natemat.pl naszego ukochanego Tomka Lisa. Otóż portal opublikował ze sprawcą napadu na red. Miecugowa. Niejaki Tomasz Golonko
Czy nie jest takie samo gloryfikowanie przemocy tak samo jak zrobił to „Rolling Stones”. Czy nie jest to robienie medialnej gwiazdy z młodego łobuza.
Oczywiście nie jako jedyni, takich gloryfikacji jest całe mnóstwo ale dlaczego mamy tego jedynego nie zauważyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)