Nawet jeśli tragedia w Smoleńsku to najzwyklejszy wypadek- to nieudolność i bierność Polaków rozzuchwali wrogie nam siły.
(...)
10 kwietnia 2010 r. byliśmy o krok od tego, by znów nie mieć nikogo. Wystarczyło, by Jarosław Kaczyński wsiadł na pokład tupolewa, a nie został w domu z chorą matką. Konkretniej: nie mielibyśmy – przynajmniej na zaraz – żadnego wystarczająco doświadczonego męża stanu, by po tej tragedii móc zatrzymać powolne osuwania się Polski, ze zdziesiątkowaną elitą, w posowieckie bagno.
To samo bagno, w którym można dziś bezkarnie zabijać Annę Politkowską, Aleksandra Litwinienkę, Natalię Estemirową, Pawła Chlebnikowa i dwudziestu innych rosyjskich dziennikarzy. Bagno, w którym można, w innych krajach posowieckich, likwidować Georgija Gongadze, Dmitrija Zawadzkiego, Wiktora Hanczara, Dżochara Dudajewa, Asłana Maschadowa i wielu innych. Bagno, w którym mogli w latach 90. zniknąć Michał Falzmann, Walerian Pańko, Jarosław Ziętara.
O taką stawkę toczyć się będzie gra w najbliższych tygodniach. Jeśli Jarosław Kaczyński nie wygra wyborów prezydenckich, takie tragiczne w skutkach dla Polski osuwanie się nieuchronnie nastąpi. Piszę powyższe z pełnym przekonaniem i rozmysłem. Oczywiście nie twierdzę, że do zabójstw politycznych byłoby zdolne kierownictwo którejś z obecnych polskich partii politycznych. Wystarczy w zupełności, że będąc u władzy, nie będą mieć dość siły, by takiemu – naturalnemu w warunkach posowieckich - osuwaniu się państwa się przeciwstawić.
Wystarczy, że wszystkie główne ośrodki władzy przejęte zostaną przez partie, które mają silne związki z wielkim biznesem zbudowanym przez dawne komunistyczne służby specjalne lub w inny sposób wywodzącym swój rodowód z totalitaryzmu. Wystarczy, że z tego powodu budować będą państwo słabe i przeżarte korupcją. Wystarczy, że wszystkie główne telewizje – co wydaje się bardzo prawdopodobne i bliskie - przekazywać będą jeden, zafałszowany obraz rzeczywistości. Wystarczy, że częścią obowiązującej w mediach ideologii stanie się cenzurowanie głosów przeciwstawiających się polsko-rosyjskiemu pojednaniu, rozumianemu nie jako równoprawne, uczciwe partnerstwo, a jako brak sprzeciwu wobec neoimperialnej polityki Rosji w naszym regionie.
Niezależnie, czy był to zamach, czy utrudnianie lądowania, czy też tragiczny wypadek, brak drobiazgowego do bólu śledztwa w tej sprawie to prowokowanie przyszłych zabójstw niewygodnych polskich polityków, dziennikarzy, sędziów. Bo wiadome posowieckie siły mogą w najbliższych tygodniach dostać dowód: skoro Polska nie potrafiła postawić wszystkich swoich sił dla wyjaśnienia sprawy śmierci Prezydenta, to co za problem za rok czy pięć zlikwidować dziennikarza śledczego albo posła, który za bardzo grzebie w dokumentach dotyczących prywatyzacji jakiegoś zakładu.
To jest właśnie osuwanie się państwa, które dzieje się już na naszych oczach. Te zabójstwa polityczne zdarzą się na pewno: taka jest logika posowieckiego obszaru, zdominowanego przez siły rodem z totalitaryzmu.
Piotr Lisiewicz,
Gazeta Polska
03-05-2010
Przypomina się książka Hłaski-" Następny do raju". Ciekawe kto następny.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)