Na odreagowanie znowu będzie o czymś innym, niż tylko o aferze hazardowej z przypadłościami. Pisałem kilka tygodni temu we wpisie pt:. "Turkmeński gaz, czyli czekiści nie wszystkiego dopilnowali", że odmowa handlu gazem z Gazpromem, podjęta przez Turkmenistan, przy zwiększanych zarazem wolumenach eksportu do Chin i Iranu świadczy o poważnych kłopotach, które mogą w niedalekiej przyszłości czekać Rosję na obszarze Azji Centralnej. Był to rodzaj pierwszego ostrzeżenia.
Dziś mamy drugie, już znacznie poważniejsze. Oto na szczyt WNP, który zaczyna się jutro w Kiszyniowie, nie przylecą prezydenci Kazachstanu, Turkmenistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Jeszcze do niedawna byłoby to właściwie nie do pomyślenia. Nie znaczy to oczywiście, że region ten już całkowicie się wyemancypował, ale widocznie środkowoazjatyckie republiki czują się na tyle silne, że pozwalają sobie na coraz więcej wobec Moskwy.
Przyczyną tego, moim zdaniem, może być pojawienie się na horyzoncie nowego, silniejszego patrona, konkurencyjnego wobec Rosji. Potencjał geopolityczny tych państw nie uległ przecież radykalnemu wzmocnieniu w ciągu zaledwie roku. Patronem tym raczej na pewno nie jest Zachód, który swoim modelem politycznym nie jest atrakcyjny dla autokratycznych przywódców krajów Azji Centralnej. Prawdopodobnie jesteśmy zatem świadkami odbijania wpływów politycznych w tym regionie przez Chiny. Na razie zapewne działania Kazachstanu czy Turkmenistanu mają w sobie dużo ze zwykłego azjatyckiego targowania się o jakieś układy, ale sam fakt, że mają one miejsce coraz częściej, a ostatnio zbiorowo, jest wymowny.
Dla Polski taka wiadomość może być dobra o tyle, że rządzona przez czekistów Rosja może stracić jedno z narzędzi swojej polityki imperialnej (surowce energetyczne), co może uczynić z niej bardziej przewidywalnego partnera. Ale z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego wcale nie musi to oznaczać poprawy sytuacji: jednego monopolistę może zastąpić inny.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)