Władymir Władymirowicz nie ma ostatnio najlepszego okresu. Na początek tydzień temu wybory regionalne w Rosji zakończyły się najgorszym od dłuższego czasu wynikiem jego Jednej Rosji. Tzn. wszędzie wygrała ona wybory, ale tylko w połowie miejsc osiągnęła większość bezwzględną (ponad 50%). Ponieważ rok wcześniej w innych regionach wygrała z wynikiem 90%, spadek jest znaczny. Oczywiście wiadomo, że koncesjonowana opozycja parlamentarna tak naprawdę współpracuje z rządem, tak więc system władzy nie jest zagrożony, ale można postawić tezę, że osobista charyzma premiera Federacji Rosyjskiej zaczyna słabnąć.
Po wyborach przetoczyła się przez kraj fala protestów (właściwie to toczy się dalej...). Szczególnie gorąco jest na "kresach" Imperium, czyli w obwodzie kaliningradzkim i na Dalekim Wschodzie, gdzie na antyrządowe demonstracje przybywa po kilka tysięcy ludzi (rzecz dość dawno, jeśli nie liczyć protestów na tle ekonomicznym w 2005 roku, nie widziana). Do tego pojawiają się komentarze ad personam, adresowane do urzędującego premiera - włącznie z hasłami typu "Putin do dymisji", czy "Putin, idź się powieś!". To już jest ewenement na dużą skalę.
No i wreszcie Marina Salije, która pracowała z Putinem w urzędzie miasta St. Petersburga na początku lat dziewięćdziesiątych, niespodziewanie udzieliła wywiadu kilku gazetom (w tym Los Angeles Times) ze swojego domu pod Pskowem, w którym się ukrywa (nie wiadomo ponoć dokładnie gdzie). Kiedyś, zanim Putin został prezydentem, oskarżyła go o korupcję, potem miała "zapaść się pod ziemię", ponieważ "obawiała się o życie". Ciekawe, swoją drogą, co ją przekonało, że akurat teraz może sobie pozwolić na takie wystąpienia, bo oficjalna wersja, że poszło o film biograficzny o Anatoliju Sobczaku, który wzbudził w niej złość, brzmi mało prawdopodobnie.
W każdym razie mamy do czynienia z ciekawym zjawiskiem, które trzeba pilnie obserwować, bo może prowadzić do istotnych przetasowań w obozie władzy w Moskwie - albo co najmniej do zmiany polityki wizerunkowej.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)