Jak powiadał pewien filozof, który zanim został Prorokiem Rewolucji i Nowego Wspaniałego Świata, pisywał satanistyczne poezje, "historia powtarza się dwa razy: pierwszy raz jako tragedia, drugi raz jako farsa".
Dwa tygodnie temu opublikowałem w S24 tekst pt: "Socjalizm XXI wieku, czyli energetyczne mocarstwo bez prądu", który wywołał pewną burzą. Na blogu lewica.pl powstał nawet cały komentarz, którego Autor raczył był ze mnie zakpić, obnażając przy okazji pokaźnych rozmiarów ignorancję ekonomiczną oraz lenistwo intelektualne, polegające na tym, że nie sprawdził moich afiliacji naukowo-analitycznych, które z dobrej woli umieszczam w opisie tego bloga. Ale do rzeczy.
Otóż problemy społeczne Wenezueli pozostają nierozwiązane, kwestie infrastruktury energetycznej takoż, ale nie przeszkadza to prezydentowi Chavezowi zbroić się po zęby w Rosji. Z Caracas do Moskwy wrócił właśnie premier Władymir Putin i przekazał informacje o kontraktach zbrojeniowych, jakie podpisał w Wenezueli. Są dość imponujące. Od 2005 roku Boliwariańskie Siły Zbrojne zakupiły od rosyjskich producentów sprzętu za 4,4 mld USD, w tym m.in. 100 tys. karabinów automatycznych AK-103 (najnowsza modernizacja systemu Kałasznikowa), 24 myśliwce wielozadaniowe Su-30 i 51 śmigłowców różnych modeli. W zeszłym tygodniu podpisano kontrakty na kolejne 5 mld USD, które mają obejmować między innymi trzy łodzie podwodne i 92 czołgi. Oczywiście ma to wszystko szerszy kontekst geopolityczny, związany m.in. z bliskimi relacjami wojskowymi między Kolumbią a USA, itd., ale uderzające jest co innego. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że miały już miejsce wspólne manewry morskie między flotą wenezuelską a rosyjską na Morzu Karaibskim, może się okazać, że do czynienia z czymś podobnym do sytuacji z wczesnych lat 60. XX wieku, która zakończyła się w końcu kubańskim kryzysem rakietowym. Ponieważ Wenezuela i Kuba są częścią pewnego wspólnego układu geopolitycznego, można zakładać, że mamy "powtórkę z rozrywki".
Ale to nie jedyne deja vu. Jak pod jednym z moich wpisów zauważył p. Grzegorz Rossa, narodowy socjalizm też poszedł w zbrojenia i w efekcie wojnę, bo groził mu krach finansowy. Jeśli ktoś pamięta jeszcze PRL i Sowiety, to na zasadzie kolejnych studiów przypadku można dowieść, że co do zasady socjalizm jako ustrój państwowy jest do znudzenia powtarzalny.
Dwa zdania podsumowania (nawet nie czuję, kiedy rymuję):
1. Ciekawe, czy w przypadku Wenezueli jest to pierwsze, czy drugie powtórzenie historii ("repeta" oczywiście w skali regionu geopolitycznego Ameryki Północnej i Karaibów)?
2. Ciekawe wreszcie, co na takie praktyki wszyscy lewicowi krytycy poprzedniego mojego wpisu? Czy miłujący pokój Chavez zacznie wyzwalać imperialistyczną Kolumbię (raczej się nie odważy)? A jeśli nie, to dlaczego wywala w błoto (=niepotrzebne zbrojenia) tyle miliardów dolarów, zamiast wesprzeć wenezuelską biedotę jakimś darmowym programem pomocowym?
poprawki:
14:33 -zmieniłem zgodnie z uwagą Wierzby "pistolety maszynowe" na "karabiny automatyczne" :-).



Komentarze
Pokaż komentarze (15)