0 obserwujących
88 notek
182k odsłony
  1503   0

Książka serwisowa - i co z tego, że jej nie ma?

 Dzisiejsze media donoszą, że oto Rosjanie przekazali ileś tam ton dokumentów, ale... nie było w nich książki serwisowej samolotu. Jako taka książka istnieje, gdyż przewodniczący komisji trzymał w ręku jej ostatnią stronę. Oczywiście, nieprzekazanie książki budzi niepokój po polskiej stronie i wyjaśnienia po rosyjskiej. A książka podobno ważna w celu ustalenia napraw i usterek jakich doznawał TU-154.

A ja się w tym wszystkim pytam: „I co z tego, że tej książki nie przekazalI”? Przecież do cholery mamy wiek XXI, komputery, IPhone'y i pamięci przenośne!
Nie posiadam samochodu, ale popytałem. Mój brat jeździ Mazdą kilkuletnią i twierdzi, że wszystko co dotyczy jego samochodu jest „w komputerze” – każda naprawa, przegląd, usterka itp. A zatem gdyby miał jakąś fantazję sobie sprawdzić co tam wymieniali mu dwa lata temu to może poprosić w salonie o wydruk. I po sprawie.

Oczywiście. Rozumiem, że mowa tu o nowym samochodzie i może spora część firm nadal używa tradycyjnych książeczek, ale...TU-154 to był samolot rządowy, nasze Air Froce One!

Dane dotyczące wszelkich usterek, wymiany części, zmian i tego typu tam modernizacji powinny znajdować się w jakieś wojskowej bazie danych!

Czy ja mam rozumieć, że jedynym dokumentem, w którym zapisywanotakie informacje był jakiś skoroszyt znajdujący się tylko na pokładzie tego samolotu?

Czy mam rozumieć, że odbierając samolot z przeglądu czy naprawy, kapitan tuż przed odlotem truchtał jeszcze z tą książeczką do lotniskowego majstra? Majster zapraszał do kanciapy z brudnymi szybami i plakatem z gołą babą na szafce i  umorusanymi od smaru rękami szybko coś wpisywał, a potem przybijał stempel warsztatu? A na odchodnym rzucał: „a i jeszcze wam chłopaki uszczelke przy turbinie wymieniłem, bo troche sie starły, to tak „gratis od firmy”, hahahaha”. Czy tak to niby było? Czy mam rozumieć, że przez te 20 lat używania TU154 nikomu z tych pajaców zasiadających w różnej maści departamentach i urzędach nie przyszło do głowy, by coś takiego jak książkę serwisową samolotu rządowego prowadzić w formie elektronicznej? Przecież oni sami tym samolotem latali! W takim razie oznacza to, że za bezpieczeństwo lotów najwyższych osób w państwie odpowiadają w tym kraju idioci. Taki obraz mi się właśnie maluje, gdy słyszę, że nikt nie jest w stanie ustalić co i kiedy się psuło w samolocie, bo Rosjanie przetrzymuą jakąś książkę serwisową. To nawet nie jest śmieszne, to już jest żałosne.

Rzeczywiście, te putinowskie gazety mają rację: prawda o katastrofie będzie dla nas gorzka. Przede wszystkim będzie to bowiem prawda o tym jakiego sortu ludzie rządzą i rządzili tym krajem przez ostatnie dwadzieścia lat. Skoro przecież w taki sposób traktowali sprawy związane z ich własnym bezpieczeństwem, to jaki standard reprezentują zajmując się naszym zdrowiem, transportem czy emeryturami.

social.

PS
Oczywiście Ruscy te książkę serwisową powinni oddać i tyle, a jej przetrzymywanie to zwykła kradzież, ale jej braki NIE MOŻE mieć wpływu na śledztwo.

PS II
Z tego wynika, że oni nawet nie robili kser tej książki. Rany!!!

 

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale