Jednymi z gorących wiadomości dnia jest kontynuacja dramatu aborcyjnego 14-latki oraz historia pijanej kobiety w ciąży co urodziła dziecko. Co ciekawe redaktorzy z TVN24 kompletnie nie łapią się na swojej niekonsekwencji. Podobnie zresztą jak cała reszta postępowców.
Ci co są przeciw aborcji stawiają sprawę jasno - to jest żywy człowiek i nie wolno go zabijać, nie można mu szkodzić, np. poprzez upijanie się czy palenie papierosów itd.
Trochę gorzej z logiką jest po tej drugiej stronie. Z jednej strony ludzie ci głoszą, że kobiety mają prawo do aborcji, bo to ich ciało, ich brzuch, i tylko one o nim mają prawo decydować i to w środku to nie jest żaden człowiek tylko zlep komórek (czy jak to tam nazwą). Z drugiej strony, ci sami ludzie wybuchają oburzeniem na wieść o pijanej kobiecie w ciąży. Nawet jeśli to jest 2/3 miesiąc to redaktorzy dopytują się rzecznika policji czy innej prokuratury, "co grozi", "ile lat?" itd. itd. Czegoś tu zatem nie rozumiem. To jak to jest? To jeśli kobieta np. w 2 miesiącu ciąży chce usunąć to to zdaniem działaczy "pro choice" i postępowych redaktorów jest OK, ale jeśli ta sama kobieta w 2 miesiącu ciąży zostanie złapana przez policję pijana na ulicy to to jest przestępstwo? Wtedy nagle postępowcy zapominają o prawie do decydowania o własnym ciele. A co zrobić jeśli ona chce się w ten sposób pozbyć dziecka i zaszkodzić ciąży? Czy wtedy też to jest przestępstwo?
Nasuwa się kolejne pytanie - czy skoro jest się za aborcją, to czy uczciwe jest nauczanie, że w czasie ciąży nie wolno tego, tego i tamtego. W końcu to ciało kobiety i ona o nim decyduje, czyż nie?
Byłbym wdzięczny, gdyby jakiś "prochoice'owiec" by mi sprawę wyjaśnił.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)